Kto powinien łożyć na zdrowie?
Czy forsowanie pomysłu finansowania świadczeń medycznych przez samorządy w rządowym projekcie nowelizacji ustawy o działalności leczniczej ma sens?
Jeżeli jakiś samorząd ma pieniądze i może je wykorzystać na ochronę zdrowia z korzyścią dla swoich mieszkańców, to nie ma powodu, by mu to odgórnie uniemożliwiać. Zresztą nie wszystkie jednostki są przeciwne temu rozwiązaniu. Patrzą na sprawę np. z perspektywy pacjenta i szpitala powiatowego. Gdy kontrakt zostanie wyczerpany, szpital udziela dalszych świadczeń, nie mając pewności kiedy i w jakiej części dostanie za nie zapłatę. Można więc wyobrazić sobie, że starosta czy burmistrz, widząc potrzeby mieszkańców, dokupuje określone świadczenia w NFZ, by były realizowane także po wyczerpaniu limitu lub robi to w celu skrócenia kolejek.
Nasi mieszkańcy uiszczają przecież składkę na ubezpieczenie zdrowotne i mają mieć z niej opłacony dostęp do potrzebnych świadczeń medycznych. Samorządy nie dostają ani złotówki na zadania związane z ochroną zdrowia. A od ustawy przygotowanej przez rząd nic im nie przybędzie, czyli zostaną postawione przed dylematem czy kupić świadczenie zdrowotne, czy nadal opłacać zajęcia pozalekcyjne czy wykonać planowany remont np. środowiskowego domu samopomocy. Żeby mieć na nowe zadania, na które nie dostaniemy nawet grosza z budżetu państwa, musimy zabrać z innych zadań własnych.
Czy rozwiązanie resortu nie jest sprzeczne z zapisami konstytucji o równym dostępie do ochrony zdrowia?
Nie popadajmy w skrajności. Równie dobrze można powiedzieć, że w wielu innych sprawach też łamiemy konstytucję, ponieważ w jakimś regionie jest specjalistyczny szpital, w innym nie. Oczywiście jedne samorządy będzie stać na to, aby dopłacić do świadczeń, a inne nie. Ale czy to oznacza, że mamy równać w dół, do poziomu tych, w których sytuacja jest najcięższa? Moim zdaniem nie.
Godzi ono w zasadę równego dostępu do świadczeń, a także w regułę, że za nowymi zadaniami przekazywanymi samorządom muszą iść dodatkowe środki. Resort zdrowia zresztą sam sobie przeczy. Gdy przez wiele lat samorządy chciały realizować programy profilaktycznie wspólnie z NFZ, dostawały odmowę ze względu na ryzyko nierównego dostępu do służby zdrowia.
Czy samorządy w ogóle będzie stać na dokupywanie świadczeń? Przecież niektóre powiaty mają mniejsze budżety niż znajdujący się na ich terenie szpital.
Pamiętajmy, że celem regulacji nie jest przerzucenie finansowania opieki nad mieszkańcami na samorządy, a umożliwienie im - o ile będą zainteresowane - sfinansowanie wybranych świadczeń. Na przykład Warszawa ma wysoki budżet i jeżeli będzie chciała to podejmie takie działania. Większość samorządów realizuje teraz programy zdrowotne - czy to np. bezpłatnego dostępu do dodatkowych szczepień nierefundowanych przez państwo, czy walki z otyłością albo badania przesiewowe. Mają taką możliwość, a nie obowiązek. I korzystają z niej. Dlatego obawy i sprzeciwy niektórych samorządów wydają się przesadzone.
Na politykę zdrowotną lokalne i wojewódzkie władze wydają zazwyczaj 300-400 mln zł rocznie. Jeśli część z tych pieniędzy zostanie przeznaczona na zakup świadczeń medycznych wymuszony tym, że np. w szpitalu skończył się kontrakt, to ucierpi na tym promocja zdrowia, zrealizowanych zostanie mniej badań przesiewowych. To byłaby olbrzymia strata, ponieważ w Polsce profilaktykę traktuje się marginalnie. Ponad dwie trzecie wydatków na ten cel pochodzi właśnie od samorządów. Trzeba będzie wybrać, czy kontynuować np. szczepienie dzieci, czy kupić wizyty u lekarza dla seniorów.
@RY1@i02/2016/100/i02.2016.100.18300090a.803.jpg@RY2@
Piotr Warczyński wiceminister zdrowia
@RY1@i02/2016/100/i02.2016.100.18300090a.804.jpg@RY2@
Marek Wójcik ekspert Związku Powiatów Polskich
Przygotowała Aleksandra Kurowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu