Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zdrowie

Sprzęt dla szpitali i pacjentów można kupować efektywniej

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 52 minuty

Jak zachęcić placówki medyczne, by większą wagę przykładały do jakości kupowanych urządzeń, jak podnieść efektywność publicznych wydatków na zdrowie - to kwestie poruszone podczas debaty w Dzienniku Gazecie Prawnej

Aleksandra Kurowska: Raport NIK-u alarmuje, że nie wydajemy pieniędzy na refundacje wyrobów medycznych efektywnie. Są kupowane w różnych cenach i nie zawsze najlepiej dobrane. Jak z perspektywy Urzędu Zamówień Publicznych wygląda sytuacja z zamawianiem wyrobów za publiczne pieniądze?

Zgodnie z ustawą - Prawo zamówień publicznych prezes urzędu czuwa nad przestrzeganiem zasad systemu zamówień publicznych, w tym bada proces udzielenia zamówienia wyłącznie pod kątem legalności. Nie bada gospodarności czy celowości działań podejmowanych przez zamawiających. W zakresie udzielania zamówień nie jest tak idealnie, jakbyśmy tego oczekiwali. Racjonalny ustawodawca dąży do tego, aby przepisy prawa sformułowane były w ten sposób, że są właściwe dla obszaru regulowanego przez nie, a w przypadku zamówień odpowiednie zarówno dla zamawiających, jak i wykonawców. Prezes urzędu czuwa nad przestrzeganiem przepisów, które dają równe szanse dostawcom. Ocena tego, czy sprzęt, wyroby zostały dobrze dobrane do potrzeb, czy będą wykorzystywane, to bardziej rola resortu zdrowia i innych instytucji.

Jednak często o tym, jaki sprzęt zostanie wybrany, decyduje m.in. specyfikacja. A z jakością tych dokumentów bywa chyba różnie. Nadal kluczowa jest cena, a część pozacenową determinują często najprostsze zapisy niezwiązane z jakością, ale np. z terminem dostaw czy opóźnieniem płatności. Czy przepisy będą zmieniane?

Tak. Trwają prace nad nowym prawem zamówień publicznych. Do prac nad tym projektem został powołany zespół, w skład którego weszli przedstawiciele Ministerstwa Rozwoju i Urzędu Zamówień Publicznych. Na razie jednak za wcześnie, by mówić o szczegółach.

A o kierunkach?

Przygotowywane zmiany dotyczyć będą m.in. usprawnienia procedur. Kolejny kierunek planowanych zmian to aktywizacja i wzmocnienie w zakresie udziału w zamówieniach publicznych sektora MŚP. Proces ten został już rozpoczęty przez ostatnią dużą nowelizację ustawy z ubiegłego roku i będzie nadal kontynuowany.

Zostanie również zwrócona uwaga na planowanie zamówień publicznych przez zamawiających. Ustawodawca pochyli się także nad aspektem innowacyjności w zamówieniach publicznych. To jest obszar, który bardzo szybko się zmienia i wymaga wsparcia. Istnieją już w ustawie regulacje dotyczące partnerstwa innowacyjnego, które zostały wprowadzone ww. nowelizacją i nadal ten obszar będzie otoczony szczególną troską. Na chwilę obecną postępowania, w zakresie partnerstwa innowacyjnego, są bardzo rzadkie lub ich właściwie nie ma.

Co mogłoby się zmienić w zakresie innowacji? W ochronie zdrowia to kluczowy obszar, decyduje o skuteczności leczenia.

W przypadku stosowania trybu partnerstwa innowacyjnego zamawiający zaprasza wykonawców do składania ofert wstępnych, prowadzi z nimi negocjacje, a następnie zaprasza do składania ofert na opracowanie np. innowacyjnego produktu, przez co samo postępowanie trwa też dłużej. W zakresie realizacji zamówień innowacyjnych mamy do czynienia z częścią dotyczącą badań i rozwoju, dlatego też w tym obszarze okres przygotowania i wykonania np. produktu trwa również odpowiednio dłużej. Mówimy tu o zaangażowaniu zamawiającego w proces udzielenia zamówienia, jak i wykonawcy w proces badawczo-rozwojowy, a nie są to procesy krótkie.

Problemem, o którym pan wspomniał, są też terminy. W ochronie zdrowia często sprzęt jest kupowany na ostatnią chwilę. Na solidną dyskusję o potrzebach, dostępnych na rynku rozwiązaniach czy cenie nie ma czasu.

Faktycznie, często postępowania są przygotowywane szybko, np. by wykorzystać fundusze unijne. Czasami brakuje u zamawiających refleksji, która jest niezbędna, aby prawidłowo przygotować postępowanie. Jednymi z podstawowych elementów przygotowania postępowania są opis przedmiotu zamówienia i określenie kryteriów oceny ofert. Odpowiednio ustalone pozwalają wybrać ofertę najkorzystniejszą w odpowiedniej proporcji jakości do ceny.

Ostatnia nowelizacja prawa zamówień publicznych zmieniła podejście do kryteriów oceny ofert, w tym w szczególności jeżeli chodzi o obowiązek stosowania kryterium ceny lub kosztu. Dla podmiotów należących do sektora finansów publicznych wprowadzony został obowiązek stosowania kryteriów oceny ofert, w których 60 proc. stanowi cena. Wśród pozostałych kryteriów można wymienić przede wszystkim jakość, aspekty społeczne, środowiskowe, innowacyjne. Wartość procentowa kryterium ceny może być wyższa, pod warunkiem że zamawiający określą w opisie przedmiotu zamówienia standardy jakościowe odnoszące się do wszystkich istotnych cech przedmiotu zamówienia i wykażą, w jaki sposób zostały uwzględnione w tym opisie koszty cyklu życia.

Zamawiający często ustanawiają kryteria oceny ofert w tzw. trójpodziale: cena, gwarancja i termin dostawy. Te dwa ostatnie kryteria w niewielkim stopniu gwarantują jakość dostawy, roboty lub usługi. Na stronie Urzędu zamieszczony jest raport dotyczący stosowania przez zamawiających kryteriów oceny ofert, który porównuje zamówienia realizowane przed 2014 r., po wprowadzeniu nowelizacji w 2014 r. i następnej nowelizacji z 2016 r. Jeśli zamawiający prawidłowo opiszą przedmiot zamówienia i ustalą właściwie kryteria oceny ofert, gdzie pewne elementy są wskazane wprost w ustawie, jak jakość, aspekty społeczne, innowacyjne, środowiskowe, to potencjalnie możemy otrzymać produkty, które są lepsze. Widać w tym zakresie pewną poprawę, nie jest to jednak postęp znaczący. Wielu zamawiających nie dokonuje wnikliwej analizy, która pozwoliłaby precyzyjnie określić przedmiot zamówienia i związane z nim kryteria oceny ofert.

Problemem pewnie mogą być też kadry. Trzeba mieć odpowiednią wiedzę i umiejętności, żeby dobrze przygotować specyfikację istotnych warunków zamówienia - tzw. SIWZ.

Z pewnością. Dlatego też prezes UZP prowadzi wiele działań edukacyjnych, a także związanych z opracowaniem dobrych praktyk i wzorcowych dokumentów. Działania kontrolne prezesa UZP również mają swój wymiar w tym zakresie. Aktualnie prowadzimy kontrolę zamówienia, którego przedmiotem jest specjalistyczny nowoczesny sprzęt RTG. Zamawiający najprawdopodobniej opisał przedmiot zamówienia w taki sposób, że można było zaproponować wyłącznie tylko jeden model. Taki opis narusza obowiązujące przepisy prawa. Przez określenie bezpośrednio przedmiotu, który stanowi przedmiot zamówienia w ramach postępowania przetargowego, bądź przez skompilowanie poszczególnych wymagań dla takiego produktu dochodzi czasami do wskazania na jeden konkretny produkt. To się może wydarzyć, szczególnie gdy temat nie jest właściwie przeanalizowany i zamawiający korzysta przy opisie przedmiotu zamówienia np. z folderu. Zazwyczaj w ramach wykonywanych czynności kontrolnych prezesa UZP w takich postępowaniach stwierdzane są naruszenia ustawy i zalecenia dla zamawiających. Możliwe jest także rozwiązanie umowy, która została zawarta.

Trzeba pamiętać o jeszcze jednym istotnym aspekcie, który występuje również w ustawie - przepisach dotyczących kosztów cyklu życia. Musimy mieć świadomość tego, że można np. kupić urządzenie, które jest bardziej efektywne energetycznie lub np. odczynniki do niego są tańsze. Czasem okazuje się, że mimo np. niższej ceny początkowej, późniejszy koszt użytkowania przewyższa różnicę ceny pomiędzy produktem tańszym a droższym. Musimy dbać o efektywność wydawania publicznych środków.

Trzeba sobie zadać pytanie, jak to się dzieje, że pomimo przyjaznego prawa dyrekcje szpitali nie dokonują wyboru w oparciu o kryteria jakościowe. Rzeczywiście analiza pokazuje, że dominują zapisy sprawiające, że cena jest głównym kryterium wyboru. To jest ogromne wyzwanie dla systemu ochrony zdrowia. Mówi się z jednej strony o niedofinansowaniu sektora, stąd presja na cenę, z drugiej zaś strony tanio nie zawsze oznacza efektywnie. Za niską ceną, która jest dominującym kryterium, idą wysokie koszty użytkowania lub serwisu, krótsza trwałość, w konsekwencji koszty placówki są nieracjonalnie wysokie.

Rynek sprzętu medycznego rośnie dynamicznie i pojawia się na nim wiele innowacyjnych technologii. Możemy dzięki nim generować dużą wartość dodaną. Musimy jednak oceniać technologie przez pryzmat długoterminowego rachunku ekonomicznego - nie tylko pod kątem ceny, ale też wpływu na inne koszty. Na przykład operacja wykonana na lepszym sprzęcie, w technologii małoinwazyjnej powoduje, że pacjent leży w szpitalu kilka dni krócej, ponadto mniejsze jest ryzyko powikłań czy reoperacji. To dotyczy nie tylko drogiego sprzętu, ale też tych najprostszych wyrobów np. rękawiczek gumowych. Gdy są słabej jakości, chirurg potrzebuje ich kilka podczas długiej operacji. To frustruje, dekoncentruje, wydłuża czas zabiegu, nie wspominając o demotywacji i złej opinii o placówce z powodu braku elementarnych narzędzi do pracy. Dla lekarza, który operuje osobę zakażoną np. wirusem HIV brak odpowiedniego zabezpieczenia to często konieczność przejścia terapii antywirusowej, która zwykle oznacza zwolnienie. Na końcu straty ponosi pacjent i cała gospodarka.

Jak szefowie szpitali tłumaczą swoje wybory bazujące głównie na cenie?

Mówią, że u podstaw takich decyzji leży lęk przed brakiem przejrzystości zasad i ryzykiem usłyszenia zarzutów, że np. manipulowano przy kryteriach wyboru oferty. Na poziomie centralnym nie wypracowano dobrych kryteriów jakościowych w ochronie zdrowia. Może powinniśmy pójść w kierunku, w którym poszła Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, która wypracowuje dzisiaj katalog dobrych programów profilaktycznych dla samorządów. Jeśli ktoś nie chce tworzyć programu od zera, to może z tego katalogu czerpać. I na tej bazie moglibyśmy stworzyć katalog dobrych kryteriów jakościowych w zamówieniach. System ochrony zdrowia musi się transformować. Iść w kierunku jakości.

Proces tworzenia dobrych praktyk trwa. W 2011 r. w urzędzie powstało opracowanie dotyczące kryteriów oceny ofert w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego. Aktualnie powołany w ramach urzędu zespół ds. wzorcowych dokumentów również pracuje nad racjonalnymi i praktycznymi rozwiązaniami w tym zakresie, które będą mogły być pomocne zamawiającym także przy wyborze kryteriów oceny ofert.

Lekarze zgłaszają dyrektorom szpitali różne potrzeby dotyczące wyrobów medycznych. Jeśli dyrektor jest lekarzem, to będzie mu łatwiej je ocenić, bo zna mniej więcej potrzeby związane z medycznym obszarem działania szpitala. Jeśli jest finansistą czy prawnikiem, to wtedy na starcie ma już mniejsze pojęcie, o co chodzi. Taka osoba ma ograniczone możliwości zweryfikowania tych oczekiwań, bo nie dysponuje odpowiednimi narzędziami.

Jeśli dyrektor poprosi swój personel o specyfikację techniczną, zaczyna się jazda bez trzymanki i pojawia się, jak wspominaliśmy wcześniej, katalog jakiejś określonej firmy. Ten zawiera wiele elementów marketingowych, a dyrektor niekoniecznie musi wiedzieć np. jaki jest kąt natarcia noża w specjalistycznej maszynie. Trudno wymagać od personelu, żeby znał dokładną technologię, w jakiej wykonuje się dane urządzenie. Pojawia się więc problem zdefiniowania przedmiotu zamówienia. Przychodzi organ kontrolny i też za bardzo nie wie, czemu np. takiego zamówienia dokonano. Więc się pyta - dlaczego? I wchodzimy w obszar kryteriów oceny oferty. Mówiliśmy o długości okresu gwarancyjnego - przecież wiemy, że nie ma "darmowych obiadów" - wydłużony czas gwarancji powoduje wzrost ceny. Jeżeli mówimy o kryteriach oceny ofert pod względem cyklu życia produktu - osoby, które pracują w szpitalnych działach zamówień publicznych, mogą nie wiedzieć, gdzie szukać takich informacji, tym bardziej że badania na temat cyklu życia produktu nie są w polskich szpitalach powszechnie wykonywane. Mamy problem nawet z policzeniem liczby aparatów EKG.

Można temu zaradzić?

Kiedyś prezentowano mi bazę wyrobów medycznych, to była inicjatywa francuska. Porównywała wyroby medyczne pod kątem cech, które wpływają na koszt użycia, czy profity płynące z zastosowania takiego wyrobu. W oparciu o takie zestawienie można mieć pewność, że jeżeli efektywność kliniczna danego urządzenia oceniona została np. na pięć gwiazdek, to nie jest to efekt dobrej pracy lobbysty, lecz szczegółowej analizy. Dysponując takim narzędziem, dyrektor szpitala może powiedzieć, że podejmuje decyzję w sposób zobiektywizowany. To jest działanie w interesie płatnika.

W Polsce takich katalogów nie ma. Jednak głośno jest o działaniach projakościowych prowadzonych w Łodzi. Tam jest kilka ośrodków, które zajmują się oceną wyrobów medycznych.

Trzeba zbudować katalog cech, grupować i obiektywizować cechy na tyle, na ile się da. To ograniczy margines uznaniowości. Łatwiej też będzie zdecydować się na kupno produktu drogiego, ale innowacyjnego. Próbujemy opracować dla NFZ pewien model postępowania w wybranych jednostkach chorobowych, który uwzględnia różne środowiska, w których usługa medyczna będzie świadczona. Nie po to, żeby pozbawić lekarza samodzielnego myślenia, ale po to, żeby mieć lepszy przegląd sytuacji.

Wspomnieliśmy o rozwiązaniach francuskich. Jak kwestie efektywności w zakupie sprzętu rozwiązują inne państwa?

Na świecie rozwija się trend wykorzystywania Oceny Technologii Medycznych (HTA) na poziomie szpitalnym. Dyrektorzy szpitala często stają przed problemem, jaki sprzęt zakupić, nie mając pełnej wiedzy na temat jego skuteczności czy opłacalności. W podejmowaniu tego typu decyzji pomaga HTA, które uwzględnia zarówno efekty kliniczne, jak i aspekty kosztowe. Taką ocenę HTA mogą robić małe zespoły dwóch-trzech osób zaznajomionych z tematyką HTA lub wyspecjalizowane firmy zewnętrzne. W Polsce niestety HTA na poziomie szpitala jest nadal tematem niedocenionym.

Jeśli chodzi zaś o same przetargi w szpitalach, to na arenie międzynarodowej coraz większe znaczenie ma tzw. Value Based Procurement, czyli uwzględnianie w kryteriach przetargu efektów zdrowotnych dla pacjenta oraz kosztów całkowitych. Celem takiego przetargu powinno być wyłonienie technologii przynoszącej możliwe najlepsze efekty zdrowotne i jednocześnie najbardziej opłacalnej dla szpitala. Liczę na to, że prędzej czy później takie rozwiązania przyjmą się i u nas.

Mamy też od kilku lat możliwość skorzystania z dialogu technicznego przed zamówieniem sprzętu - omówienia parametrów, a nawet przetestowania rozwiązań. Czy placówki medyczne często z tego korzystają?

Jeśli placówka jest zainteresowana pozyskaniem wiedzy z rynku, to nie ma żadnego problemu, żeby ją pozyskać. Można przeprowadzić testy, ale nikt nie każe robić dialogu technicznego dla rękawiczek. Początkowo jednostki były zachwycone tym rozwiązaniem, następnie okazało się, że taki dialog wymaga dużego nakładu pracy i w tym momencie korzystanie z niego wygasa, sądząc po spadającej ich liczbie w postępowaniach przetargowych. Dlatego stworzenie katalogu cech produktów, nad którym trwają prace w Łodzi, oceniam jako bardzo potrzebną inicjatywę. Planujemy się w nią włączyć. Problemem mogą się okazać zamówienia centralne, o których coraz częściej się wspomina.

Osobiście jestem zdecydowanym przeciwnikiem nabywania wyrobów medycznych za pośrednictwem tego narzędzia. Zakupy centralne doprowadzą w dłuższej perspektywie do zubożenia oferty rynkowej, a w konsekwencji odbiją się na wyższej cenie produktu.

Jak z perspektywy firm dostarczających sprzęt i inne wyroby medyczne wygląda przebieg przetargów? Firmy często mówią o tym, że przerzuca się na nie różne obowiązki i znacznie wydłuża terminy płatności.

Nasza Organizacja reprezentuje wytwórców i dużych dystrybutorów. Jako biznes, który chce być partnerem dla placówek zdrowotnych, boli nas, że z reguły żadna z uwag dotyczących umowy w czasie zamówień publicznych nie jest uwzględniania. Chodzi m.in. o warunki płatności, dostarczenia, serwis. Szpital żąda np. kar za opóźnienie w wysokości 1 proc. wartości przetargu za dzień, ale sam unika kar za opóźnienia w płatności. Ryzyko jest wyceniane przez dostawcę, i to się odbija na cenie, która musi być wtedy wyższa.

A jak z perspektywy firm wygląda wprowadzanie innowacyjnych technologii do placówek medycznych?

Mamy w tym zakresie do czynienia ze spowolnieniem. Wprowadzenie katalogu produktów, porównujących ich cechy, mogłoby rozwiązać wiele problemów. A UZP i inne instytucje miałyby narzędzie do monitorowania zamówień. Dla przykładu w Niemczech, jeśli są wątpliwości, to tworzy się rejestr prospektywny, ocenia przez dwa lata taką technologię i uzyskuje się odpowiedź m.in. na pytanie, jakie są koszty użytkowania i korzyści dla pacjentów. Jest to działanie jawne, a ustawowo 50 proc. kosztów takiego rejestru finansuje transparentnie producent - innowator.

Innowacje pojawiają się na rynku i nie możemy ich pomijać w zamówieniach publicznych czy systemie refundacyjnym. Problemem w Polsce jest czas ich wdrażania. W przypadku leków są określone terminy, w których po złożeniu wniosku przez producenta urzędy powinny wydać opinie o zasadności finansowania z publicznych środków. W technologiach medycznych takie ramy czasowe nie są jasno ustalone. Nowe technologie, których właściciele zabiegają o to, by trafić do koszyka świadczeń gwarantowanych, kierowane są do oceny i trwa ona nawet... kilka lat. Gdy wreszcie dostanie pozytywną ocenę, biorąc pod uwagę tempo rozwoju tej branży, jest ona już często przestarzała.

Ograniczeniem wprowadzania innowacyjnych technologii do koszyka świadczeń gwarantowanych jest ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej, która ze względu na enigmatyczne zapisy powoduje dużą uznaniowość i blokuje dostęp do innowacji. Główny problem to brak ram czasowych przeprowadzenia procesu oraz brak w procedurze podmiotu odpowiedzialnego. Nasze doświadczenia pokazują, że jest wiele technologii medycznych, które pomimo pozytywnej rekomendacji Agencji HTA (AOTMiT) czekają od lat na decyzje Ministerstwa Zdrowia i nie wiadomo kiedy ją otrzymają... Firmom trudno planować cokolwiek w sytuacji braku regulacji w tym zakresie. Pomimo tego, że procedowany projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej (obejmujący wyroby medyczne) nie jest doskonały, to jego niewątpliwymi zaletami są większa transparentność, uporządkowanie procesu oraz określony ustawowo czas na decyzje ministra zdrowia.

Na dostępność produktów wpływa też kondycja finansowa szpitali i zasady rozliczeń. Jak oceniają państwo sieć szpitali pod tym kątem? Teoretycznie, skoro dochody placówek w sieci mają być bardziej stabilne, to i do zakupów powinny podchodzić racjonalniej.

Niestety nie jest to tak proste. Mamy np. pacjentów z chorobą Parkinsona, przy leczeniu której dobre efekty osiąga się przez wszczepienie urządzenia do stymulacji głębokiej mózgu. Wiele placówek korzystało z tej technologii. Dzisiaj dyrektor szpitala szuka optymalizacji, bo ryczałtowe płacenie szpitalom powoduje, że wolą unikać wysokokosztowych procedur. Wszczepienie stymulatora powoduje, że chorzy mogą często wrócić do pracy, a jakość ich życia znacznie się poprawia.

Tak, jako członkini Rady NFZ poruszałam już ten problem. Innowacyjne rozwiązania, wiążące się z wysokimi kosztami, ale również wysoką efektywnością, powinny być opłacane z wydzielonych publicznych pieniędzy, a nie w ramach ryczałtu, jeśli jest ryzyko ich świadomego reglamentowania dla pacjentów.

To jest przykład tego, że myślenie księgowe negatywnie wpływa na epidemiologię. Przyjęliśmy konwencję ryczałtu, która ma pozytywne elementy, ale nie spojrzeliśmy znowu na całą produktywność szpitala. Nie ma mechanizmu, który lokowałby innowacyjne rozwiązania w placówkach medycznych. Każda innowacja to także koszt uczenia lekarzy. Kto ma te koszty ponosić? Musimy zwracać uwagę na to, że innowacyjność ma swoją cenę. Na początku zawsze wygląda to źle - jeśli chodzi o krótszą perspektywę finansową - ale z czasem zaczyna się optymalizować.

Zakupy centralne mogłyby dodatkowo ograniczyć dostępność zaawansowanych technologicznie procedur czy wręcz przeciwnie?

Na pewno w interesie lekarzy, pacjentów i firm jest pozostawienie wyboru placówkom medycznym. Widzieliśmy to ostatnio przy próbie zakupu w Polsce leków na WZW C. Pacjenci są różni, m.in. ze względu na stan zdrowia, wiek, współistniejące choroby. Podobnie jest z wyrobami medycznymi, np. stosowanymi w ortopedii, chociażby doborem endoprotez na miarę. Szpitale, które cechują się wysoką efektywnością, mają zazwyczaj duży katalog produktów, które kupują, i zespół dobiera technologię pod pacjenta. Podobnie jest w kardiologii i innych specjalizacjach.

Za to centralnie warto chyba uregulować choć minimalne zapotrzebowanie i wymogi dla kupowanego sprzętu. Działania w tym zakresie podejmują m.in. organizacje pacjenckie.

Z jednego z raportów Najwyższej Izby Kontroli wynika, że w latach 2006-2013 na radioterapię wydano miliard złotych, ale wciąż nie osiągnięto planowanego poziomu dostępności dla pacjentów. Trzeba z tego wyciągać wnioski. Wydaje mi się, że mamy kryzys racjonalności w dziedzinie prowadzenia polityki zdrowotnej.

Na południu Polski postawiono nowy budynek, wstawiono nowy sprzęt, a przez pierwsze pół roku nie wykonano ani jednego badania, bo nie było lekarza radiologa. Na poziomie centralnym nie mamy nawet bazy sprzętu radiologicznego. Wiele urządzeń stoi niewykorzystanych, a pacjenci czekają w kolejkach. Nie wiedząc, co mamy, nie możemy planować wydatków na kolejne zakupy.

Kolejna ważna kwestia, często pomijana: jak dostępność nowoczesnych technologii wpływa na aktywność zawodową chorych. Chcemy to zbadać i przedstawić decydentom.

Tanie, słabej jakości produkty, finansowane z publicznych środków to problem m.in. w okulistyce. Szpital sam decyduje, jakie soczewki kupić, przy czym im tańszy zakup, tym więcej środków z wykonania ich wszczepienia zostaje w placówce.

Jest to poważny problem. A można w czasie operacji wszczepić soczewkę, która poza problemem zaćmy zniweluje też wadę wzroku i pacjent nie będzie musiał korzystać z okularów. Uważamy, że jeśli nie stać nas jako państwa na lepsze technologie, to pacjenci powinni mieć chociaż prawo dopłacenia do tego, co daje NFZ. Teraz większość nie wie, jakie wyroby zostaną wykorzystane, jaka jest alternatywa. Problemy ze wzrokiem mają najczęściej osoby starsze i dla nich najważniejszy jest efekt, bezpieczeństwo i zaufanie do miejsca i lekarza.

Kluczowe w okulistyce są doświadczenie i zaangażowanie. I tu bardzo brakuje nam racjonalnej polityki. Stawki dla specjalistów w publicznych placówkach często są tak niskie, że dziwię się, że medycy chcą pracować. Godzina dyżuru - 16 zł, operacja - 40 zł, a do tego jeszcze cały czas trzeba się na swój koszt dokształcać. Wiedza sprzed kilku lat nie jest pełnowartościowa. Pojawiają się nowe technologie. Nie bierze się pod uwagę, że koszty nieleczonych chorób okulistycznych wielokrotnie przewyższają koszty leczenia. Ale nikt tego do tej pory nie policzył.

Włączanie pacjentów w proces leczenia, świadoma współodpowiedzialność pacjenta za proces diagnostyczno-terapeutyczny są bezcenne. Jeżeli mówimy o sukcesie klinicznym, to nie mówimy o sukcesie chirurga, tylko mówimy o tym, jakie efekty kliniczne w życiu pacjenta zostały zrealizowane i osiągnięte.

Jako reprezentant wytwórców i dużych dystrybutorów mogę stwierdzić, iż rynek wyrobów medycznych dojrzał do rozsądnych zmian. Jednym z obszarów wymagających reform są właśnie zamówienia publiczne. Wiążemy dość duże nadzieje z przygotowywaną nową ustawą. Myślę, iż w interesie wszystkich leży obiektywny opis przedmiotu zamówienia i rozsądna umowa gwarantująca dostawy produktu i status partnera.

@RY1@i02/2017/239/i02.2017.239.000001000.802.jpg@RY2@

Zbigniew Wiecha dyrektor departamentu kontroli zamówień publicznych, Urząd Zamówień Publicznych

Prezes urzędu czuwa nad przestrzeganiem przepisów, które dają równe szanse dostawcom. Ocena tego, czy sprzęt, wyroby, zostały dobrze dobrane do potrzeb, czy będą wykorzystywane, to bardziej rola resortu zdrowia i innych instytucji

@RY1@i02/2017/239/i02.2017.239.000001000.805.jpg@RY2@

Wojciech Szefke prezes zarządu, Technomed

Problemem mogą się okazać zamówienia centralne. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem nabywania wyrobów medycznych za pośrednictwem tego narzędzia

@RY1@i02/2017/239/i02.2017.239.000001000.807.jpg@RY2@

Małgorzata Pacholec dyrektor Instytutu Tyflologicznego Polski Związek Niewidomych

Jeśli nie stać nas jako państwa na lepsze technologie, to pacjenci powinni mieć chociaż prawo dopłacenia do tego, co daje NFZ

@RY1@i02/2017/239/i02.2017.239.000001000.809.jpg@RY2@

Wojciech Wiśniewski rzecznik, Fundacja Alivia

Wiele urządzeń stoi niewykorzystanych, a pacjenci czekają w kolejkach. Nie wiedząc, co mamy, nie możemy planować wydatków na kolejne zakupy

@RY1@i02/2017/239/i02.2017.239.000001000.810.jpg@RY2@

Małgorzata Gałązka-Sobotka dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego

Mówi się z jednej strony o niedofinansowaniu sektora, stąd presja na cenę, z drugiej zaś strony tanio, nie zawsze oznacza efektywnie

@RY1@i02/2017/239/i02.2017.239.000001000.803.jpg@RY2@

Cezary Lipiński biuro nauki, strategii i rozwoju UM w Łodzi

Badania na temat cyklu życia produktu nie są w polskich szpitalach powszechnie wykonywane. Mamy problem nawet z policzeniem aparatów EKG

@RY1@i02/2017/239/i02.2017.239.000001000.804.jpg@RY2@

Katarzyna Kołczewska prezes zarządu, ProCardia Medical sp. z o.o.

Na pewno w interesie lekarzy, pacjentów i firm jest pozostawienie wyboru placówkom medycznym

@RY1@i02/2017/239/i02.2017.239.000001000.806.jpg@RY2@

Karolina Skóra dyrektor operacyjny, Instytut Arcana sp. z o.o.

Dyrektorzy szpitali często stają przed problemem, jaki sprzęt zakupić, nie mając pełnej wiedzy na temat jego skuteczności czy opłacalności

@RY1@i02/2017/239/i02.2017.239.000001000.808.jpg@RY2@

Piotr Przygodzki Market Access Manager, Abbott Laboratories Poland

Wprowadzenie katalogu produktów, porównujących ich cechy, mogłoby rozwiązać wiele problemów

@RY1@i02/2017/239/i02.2017.239.000001000.811.jpg@RY2@

Kamil Tucholski ekspert Technomedu

Innowacje pojawiają się na rynku i nie możemy ich pomijać w zamówieniach publicznych czy systemie refundacyjnym. Problemem w Polsce jest czas ich wdrażania

zdjęcia Wojtek Górski (x5)

Opracowanie Aleksandra Kurowska, współpraca Adam Pawluć

@RY1@i02/2017/239/i02.2017.239.000001000.801.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.