Lekarze przeciwni oszczędzaniu na dzieciach
OCHRONA ZDROWIA Największe szpitale opiekujące się małymi pacjentami, m.in. z wadą serca czy wcześniakami, mogą stracić miliony złotych
Cięcia w zakresie np. intensywnej terapii noworodków czy operacji mają wynieść nawet 30-60 proc. I choć zmiany w przypadku największych, najbardziej specjalistycznych szpitali dotyczą tylko niewielkiej części procedur, każdy może stracić od kilku do nawet kilkunastu milionów złotych rocznie. A ponieważ na leczeniu dzieci trudno zarobić, w takim tempie rosłoby ich zadłużenie.
- Ratujemy noworodki i dzieci z wykorzystaniem najlepszych technologii i nie możemy obniżać standardów opieki, np. zastępując niewielkie urządzenia wszczepiane dzieciom z chorobami serca dużymi, zajmującymi wiele miejsca w klatce piersiowej - mówi prof. Maciej Banach, dyrektor Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Dlatego bardzo liczy na dialog. I wierzy w dobre intencje resortu zdrowia, NFZ i rządu. Przypomina, że program "Za życiem" przewiduje polepszenie opieki nad chorymi dziećmi i dodatkowe środki na ten cel.
Z kolei NFZ za część procedur dla dzieci zaczął najbardziej specjalistycznym placówkom płacić 120 proc. standardowej wyceny. Tyle że zapowiedzi Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji idą w innym kierunku. I straty z ich powodu byłyby o wiele głębsze niż to, co otrzymały górką od funduszu. - W zasadzie byłyby niebotyczne. A potrzeby szybko rosną, ponieważ coraz częściej starsze kobiety rodzą dzieci, w gorszym stanie zdrowia, z powikłaniami - podkreśla prof. Ewa Helwich, konsultant krajowy w dziedzinie neonatologii.
- Chcemy zainteresować sprawą m.in. ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła oraz prezesa NFZ Andrzeja Jacynę. Jesteśmy przekonani, że ich intencją nie jest pogorszenie dostępu i jakości leczenia dla najmłodszych - mówi dyrektor Banach.
Z kolei prof. Jacek Białkowski, konsultant krajowy w dziedzinie kardiologii dziecięcej i szef Kardiologii Dziecięcej Śląskiego Centrum Chorób Serca, zwraca uwagę, że gdy jakieś procedury pozwalają wygenerować nadwyżkę, szpitale finansują z niej deficytowe oddziały. - Nie daje się nic w zamian. Cięciom stawek nie towarzyszą analogiczne podwyżki źle wycenianych procedur. Szpitale będą tracić płynność finansową - twierdzi.
Dużo wątpliwości
To, co opublikowała agencja, to na razie jeszcze komunikat z wyliczeniami, a nie oficjalne taryfy. Sprawę próbowano więc wyjaśnić. - Mieliśmy spotkanie z agencją i prowadzimy z nią obszerną korespondencję od początku lutego. Ale zasugerowano nam, że prace nad taryfami mogą zostać wkrótce skończone, tymczasem wiele wątpliwości budzi m.in. metodologia wyliczenia kosztów - zwraca uwagę prof. Ewa Helwich. Dane wykorzystane przez agencję pochodziły z niewielu placówek i nie uwzględniają np. bardziej skomplikowanych procedur.
AOTMiT obwinia o to szpitale, które ich nie przesłały. Ale szefowie placówek ripostują, że poproszono o szczegółowe informacje, które nie są zbierane i trzeba było oddelegować wiele osób, by wertowały informacje o setkach, a nawet tysiącach pacjentów.
Profesor Helwich zwraca uwagę na jeszcze inny aspekt sprawy. Jej zdaniem zbierane przez AOTMiT dane są niereprezentatywne także dlatego, że opierają się na pogrupowanych świadczeniach, jak robi to NFZ. - Fundusz płaci np. za intensywną terapię noworodka, ale jeśli maleńki wcześniak musi mieć 2-3 operacje, to one nie są już finansowane. Nowoczesna diagnostyka genetyczna, operacje okulistyczne u najmłodszych podobnie. A agencja twierdzi, że skoro nie jest to sprawozdawane NFZ, to nie będzie też osobno wyceniane - wyjaśnia profesor.
Tymczasem dzieci wymagające takich zabiegów leczone są zwykle w instytutach mających nowoczesny i drogi sprzęt oraz rozbudowaną kadrę medyczną, a nie np. na oddziałach szpitali powiatowych czy wojewódzkich, od których zbierano dane.
Placówki medyczne zadeklarowały, że dostarczą takie dane. - Ale na to potrzebne są tygodnie, a czasem miesiące - mówi prof. Helwich.
Za mało czasu
Agencja na razie zdecydowała się przełożyć oficjalną publikację taryf o trzy miesiące. A ich propozycje zaprezentowała tylko po to, by zmobilizować szpitale do podzielenia się informacjami o kosztach.
- Uzyskane wyniki sugerowały obniżki taryf sięgające nawet 60 proc. Postanowiliśmy więc je przedstawić i jednocześnie ogłosić kolejne postępowanie mające na celu zebranie danych w tych zakresach - tłumaczy Katarzyna Jagodzińska-Kalinowska, rzeczniczka AOTMiT. Równocześnie podkreśla, że o zmianie metodologii i uwzględnieniu np. tego, że instytuty mają lepszą kadrę, sprzęt i często o wiele ciężej chore dzieci pod opieką, nie ma mowy. Jest i będzie wyciągany średni koszt dla wszystkich.
- Praca agencji polega dziś na ścinaniu górek i zasypywaniu dołków w taryfach. To prawda, że więcej jest świadczeń wycenionych zbyt nisko, ale dodatkowe środki, które w systemie ochrony zdrowia pojawić się mają w 2018 r., pozwolą na ich podniesienie - mówi wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda. Dodaje, że rząd przyjął niedawno nowelizację ustawy, która m.in. wprowadzi trzymiesięczny okres vacatio legis dla nowych taryf i uwolni środki na zatrudnienie 100 analityków do prac nad koszykiem świadczeń.
Z kolei eksperci obawiają się także wprowadzenia sieci szpitali. - Liczba dzieci wymagających specjalistycznej pomocy rośnie, pojawiają się nowe skuteczniejsze, lecz kosztowne procedury, tymczasem placówki mają dostać ryczałt w oparciu o to, ile pieniędzy miały dwa lata wcześniej - zwraca uwagę prof. Ewa Helwich.
@RY1@i02/2017/040/i02.2017.040.18300110a.801(c).jpg@RY2@
Dziecięce świadczenia z cenami w dół
Aleksandra Kurowska
@olkurowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu