Mafia lekowa. Krok po kroku
W polskich aptekach brakuje już 500 medykamentów. Główna przyczyna: nielegalny wywóz leków. To opowieść o słowach wypadających z projektu ustawy, prokuratorskich wygibasach i zorganizowanych grupach przestępczych. A także – niestety – bierności kolejnych rządów
Historia zaczyna się w 2001 r. W Sejmie trwają prace nad nową ustawą – prawem farmaceutycznym. Jest to jeden z większych rządowych projektów. Politycy mają świadomość, że sektor lekowy będzie rósł z roku na rok i stanie się jednym z najważniejszych w całej gospodarce.
W obszernym projekcie ustawy, który przygotowało Ministerstwo Zdrowia, jest art. 127. Stanowi on, że karze pozbawienia wolności będzie podlegał ten, kto prowadzi aptekę lub hurtownię bez zezwolenia albo wbrew jego warunkom. Założenie już wtedy jest takie: gdy ktoś założy paraaptekę, należy go ukarać. Jeśli ktoś z kolei założy aptekę prawdziwą, ale będzie ją wykorzystywał do nielegalnych procederów, powinien trafić za kratki. Projektowany przepis nie wzbudzał większych kontrowersji. Sęk w tym, że na którymś etapie prac sejmowej komisji (nie wiadomo kiedy, gdyż nie były one wtedy dobrze dokumentowane) wypadają z art. 127 cztery słowa: „albo wbrew jego warunkom”. Politycy po latach tłumaczą mi, że sejmowi legislatorzy są prawnikami znacznie słabszymi od tych, których zatrudniają koncerny farmaceutyczne. Mogło być więc tak, że przedstawiciel jednej z firm zaproponował w toku prac poprawkę, a ustawodawca nawet nie spostrzegł, jak istotne może to mieć konsekwencje.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.