Bardzo trudny becik
Pomysł był niezły, ale niestety znowu nie wyszedł. Uzależnienie otrzymywania becikowego od tego, czy przyszła matka chodziła do lekarza na kontrolę, będąc w ciąży, jest ideą słuszną, bo jeśli państwo płaci, to może czegoś wymagać. Tym bardziej że to wymaganie służy i matce, i zaopatrzonemu w becik potomkowi.
Ale jak zwykle, konsekwencji nie wykazano żadnych. Lekarze niewiele wiedzą, przychodnie jeszcze mniej i cała nadzieja tylko w matkach, które sobie skrzętnie drukują wzór zaświadczenia ze strony Ministerstwa Zdrowia i lecą do lekarza, zmuszają go do podpisu, a potem udają się do kasy. Ale co z tymi, które internetu nie mają i o takim wymogu nigdy nie słyszały? Te odbiją się od okienka w ośrodku pomocy społecznej, zatrzymają się na progu przychodni, która drukami nie dysponuje, i w dość kluczowym momencie swojego życia tracą masę czasu i pieniędzy na dojazdy, by upragnione świadczenie zdobyć.
Pewnie, że obywatelem należy być świadomym i dbać o własne interesy, ale przecież problem polega na tym, że najbiedniejsze rodziny, korzystające z pomocy państwa, dysfunkcyjne i po prostu niezaradne - są takie, jakie są. I to właśnie im trzeba pomagać, a nie zrzucać na głowy kolejny problem.
@RY1@i02/2009/215/i02.2009.215.000.002c.101.jpg@RY2@
Zuzanna Dąbrowska
Zuzanna Dąbrowska
zuzanna.dabrowska@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu