Krótki trening, potem prysznic, żel na głowę i fajrant
Polska kadra poddaje się na dwa mecze przed zakończeniem eliminacji do MŚ, nasze kluby odpadają z pucharów w rundach wstępnych, a drużyna młodzieżowa traci szanse na awans do ME.
To najgorsza piłkarska jesień od kilkunastu lat. - Co najmniej od 40 lat - poprawia nas Bogusław Kaczmarek.
Były asystent Leo Beenhakkera po chwili namysłu dodaje, że nie chce uderzać w patetyczne tony, ale chyba nawet podczas wojny w polskiej piłce nie było aż tak tragicznie. - Jest jakaś funkcja trenera tymczasowego, bojkoty reprezentacji. Nie wiem, o co tutaj chodzi. Osiągnęliśmy dno - unosi się Kaczmarek.
Czym jest to "dno" w polskiej piłce? To: poczucie beznadziei, sponsorzy (konkretnie Bank Zachodni WBK), którzy wycofują reklamy ze Stadionu Śląskiego, wojna między zrezygnowanymi kibicami a biernym PZPN, zblazowani młodzi piłkarze i strach przed meczem z Estończykami. - Jak tak dalej pójdzie, to będziemy musieli spuścić flagę nie do połowy masztu, a do samej podstawy - mówi nam Andrzej Zamilski, którego drużyna do lat 21 przegrała we wtorek 0:4 z rówieśnikami z Holandii. - Trzeba zmienić mentalność. Taki Małecki wszędzie mówi, że należy mu się pierwsza kadra, a na razie to on stracił miejsce u mnie. Przeszkadzały mu trochę obłoki, w których bujał. Na Zachodzie, jeśli ktoś nie robi postępów, to się z niego rezygnuje. U nas tak nie można, bo nie ma kto go zastąpić
Początek dna nastąpił stosunkowo niedawno. Jeśli chodzi tylko o reprezentację, Kaczmarek wskazuje na tzw. aferę lwowską. - Leo powinien wtedy działać bardziej zdecydowanie, wymienić czterech piłkarzy, powołać ludzi, którzy by coś wnieśli. To od Lwowa ruszyła lawina - mówi.
Im gorzej szło Beenhakkerowi, tym bardziej zacietrzewieni byli działacze. Temat reform nie był na czasie. Ciekawsze były afery. - Polska piłka w latach 2001 - 2007 generalnie notowała postęp, kluby organizacyjnie były coraz lepsze. Jednak od dwóch lat nie ma znaczących reform. Zatrzymaliście się - mówi nam Werner Liczka, który obecnie pracuje w Baniku Ostrawa. - Podstawowy problem? Ryba psuje się od głowy. Jak źle funkcjonuje krajowy związek, to i futbol ma się źle.
Swój plan naprawy miał Jerzy Engel, ale dla jednych był on utopjny, a dla drugich... nieistniejący. Przepytaliśmy kilku działaczy. Mało który wie, o co w jego planie tak naprawdę chodzi, niektórzy nie wiedzą nawet, że taki w ogóle jest. Kaczmarek nie wie natomiast, dlaczego działacze nie postąpią tak, jak rząd w czasie kryzysu - nie wynajmą fachowców, nie stworzą radykalnego planu reform. Liczka podpowiada: - Bo albo nie chcą, albo nie potrafią, albo nie widzą problemu.
- Piłkarze są rozdwojeni. Chyba zbyt szybko zaczęli korzystać z wielu pozasportowych dobrodziejstw - zauważa Zamilski. - Polski zawodnik musi się dobrze zastanowić, czego naprawdę chce. Niedawno przeczytałem budujący wywiad z Radkiem Majewskim, który mówi, że w angielskim klubie przebywa po 6 - 7 godzin. W Polsce jest tak: półtorej godziny treningu, potem shower, żelik na głowę i fajrant.
- Ratunkiem mogą okazać się politycy. Trzeba z nimi usiąść do rozmów, stworzyć plan razem z ministrem sportu i wprowadzić reformy pod kątem Euro 2012 - twierdzi Kaczmarek. - Orliki? Fajny pomysł, ale patrzę sobie teraz na to boisko, i co? I nic. Nie ma spójnego programu, metodologii. Nie ma trenerów, bo nauczycieli na pół etatu nie liczę.
- W Polsce więcej płaci się piłkarzom niż w Czechach, ale za to mniej trenerom. U nas najpierw jest dokładnie spisany system, dalej szkółki, potem akademie i profesjonalne kluby. A co jest u was? I co będzie? - pyta retorycznie Liczka.
- Mam taką samą nadzieję, jak wszyscy. Bo przecież innych nadziei jak Małecki i Grosicki, którzy dostali łomot od Holendrów, nie mamy - kończy Kaczmarek.
Trener reprezentacji do lat 20 Andrzej Zamilski w meczu z Holendrami wystawił niemal najlepszy skład. Grali m.in. Kamil Grosicki i Patryk Małecki, którzy występowali już w kadrze Leo Beenhakkera. Polskie gwiazdki pracują jednak na co dzień w polskich klubach, a Holendrzy w Feyenoordzie czy Ajaksie Amsterdam. - Tam zupełnie inaczej podchodzi się do szkolenia młodzieży. Oni są szybsi, mocniejsi, bardziej wytrzymali i profesjonalni - mówi Zamilski. Polscy młodzieżowcy mogą nie zakwalifikować się na mistrzostwa Europy i igrzyska olimpijskie w Londynie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu