Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Wysoka porażka z Hiszpanami i koniec marzeń

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Zamiast cudu spory zawód. Polacy nie zasłużyli na grę w ćwierćfinale mistrzostw Europy. W swoim ostatnim meczu II rundy przegrali aż 68:90 (14:23, 12:19, 20:29, 22:19) z Hiszpanami i odpadli z EuroBasketu.

Słowo "aż" nie jest tu chyba na miejscu. Porażka 22 punktami (mogło być gorzej, gdyby Hiszpanom w drugiej części się naprawdę chciało) to - jak zasugerował po meczu trener Muli Katzurin - naturalny stan rzeczy. I powinniśmy mówić raczej nie "aż", a "tylko". - Ten turniej odzwierciedla nasze możliwości - powiedział izraelski szkoleniowiec. A jakie są nasze możliwości? Przed meczem polscy koszykarze twierdzili, że duże - i tym razem się uda. Wystarczy tylko "sprężyć się jak nigdy", "skoncentrować się", wyjść na parkiet "z podniesionymi głowami". To samo słyszeliśmy przed spotkaniami z Serbią i Słowenią. Przegranymi. Nie inaczej było i wczoraj. A miało być wreszcie coś ponad stan polskiej koszykówki. Niestety, już od pierwszej kwarty Hiszpanie pokazywali nam, że to oni są w światowej pierwszej lidze. Marcin Gortat mówił przed meczem, że bardzo chce zatrzymać najlepszego koszykarza rywali Paua Gasola i musi w tym celu nieco oszukiwać. Cóż, nawet jeśli nasza gwiazda nieco oszukiwała, to i tak była bez szans. Gasol robił, co chciał. I pod swoim koszem, i pod koszem biało-czerwonych. Uciekał Gortatowi, blokował go, bez problemu rzucał. Gasol to wciąż inna klasa. Jeśli środkowego LA Lakers pilnowało dwóch Polaków, to rzucał Jose Navarro. Niemal za każdym razem za trzy punkty. I w większości przypadków celnie. Nikt za bardzo mu nie przeszkadzał. Podobnie jak Fernandezowi, Reyesowi i kilku innym. Już po pierwszej kwarcie było widać, że oddajemy ten mecz bez większej walki. Gdy Katzurin poprosił o czas i tłumaczył coś swoim zawodnikom, ci słuchali, ale jakoś tak bez przekonania. Spuszczone głowy, pomrukiwania. A gdzie ta walka na całego, którą zapowiadał Gortat? Do przerwy przegrywaliśmy 26:42. - Hiszpanie byli dobrze dysponowani w ataku - eufemistycznie podsumował Michał Chyliński. Nie musiał nic dodawać.

W trzeciej kwarcie przepaść nie powiększała się tylko dlatego, że Hiszpanie zaczęli odpoczywać przed dzisiejszym ćwierćfinałem. Mimo to Gasola i Navarro nikt nie potrafił zatrzymać. Najpierw próbowali Gortat z Lampem (kolejny beznadziejny mecz), potem Szewczyk z Wójcikiem. Efekt zawsze ten sam. Lekkie zażenowanie. - Byli niesamowici. Jak jeden nie trafiał, to drugi dobijał. To nie była walka pomiędzy Polską a Hiszpanią, tylko pomiędzy Polską a Gasolem i Navarro - mówił Gortat.

Ale w ostatniej kwarcie, gdy obu nie było już na boisku, też nie zachwycaliśmy. Hiszpanie, nawet jak się im nie chciało, to i trak trafiali. Można było odnieść wrażenie, że Polacy marzyli tylko o tym, aby mecz jak najszybciej się skończył. - Mimo wszystko jestem dumny z moich zawodników. OK, nie awansowaliśmy, ale mieliśmy pecha, bo w swojej grupie trafiliśmy na bardzo mocnych rywali - powiedział Katzurin.

Pech pechem, ale dwa zwycięstwa - jedno z outsiderem, a drugie z Litwą, która była w fatalnej formie - w sześciu meczach oraz trzy porażki w kiepskim stylu to chyba trochę za mało.

@RY1@i02/2009/182/i02.2009.182.000.018a.001.jpg@RY2@

Ł. GROCHALA/CYFRASPORT

Marcin Gortat

Daniel Rupiński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.