"Solidarność" tylko lokalna
Polska marnuje szansę skupienia na sobie uwagi świata. Na obchody 30. rocznicy powstania "Solidarności" nie przyjadą szefowie rządów i głowy państw. Będzie impreza lokalna.
- Przybycie wstępnie potwierdził na razie szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek - mówi o. Maciej Zięba, szef Europejskiego Centrum Solidarności, organizatora obchodów. - Ale zapraszanie zagranicznych gości to zadanie rządu - dodaje natychmiast.
O tym, kto przyjedzie, aby świętować z Polakami, nie wie Piotr Paszkowski, rzecznik MSZ. - My tego nie organizujemy - tłumaczy.
Przewodniczący "Solidarności" Janusz Śniadek w ogóle nie chce tego komentować. - "Solidarność" organizuje zjazd związkowców z całego świata oraz mszę pod pomnikiem Stoczniowców - mówi.
Poza tym na 31 sierpnia ECS przygotowuje także widowisko poświęcone Annie Walentynowicz, ks. Jerzemu Popiełuszce, Janowi Pawłowi II oraz Lechowi Wałęsie.
Święto "Solidarności" nie będzie przypominało rocznicy zburzenia muru berlińskiego czy 25-lecia podpisania porozumień sierpniowych. - Wówczas w Gdańsku stawili się wszyscy przywódcy państw, którzy w latach 80. wspierali "Solidarność" i podpisali akt powołania ECS. To odbiło się echem w Europie - wspomina Jacek Saryusz-Wolski, eurodeputowany PO.
Dodaje, że organizowanie wielkich spotkań przynosi dwa skutki: utrwala pamięć o wkładzie Polski w obalenie komunizmu oraz podnosi rangę kraju. W ostatnich latach Polsce dzięki obchodom rocznicowym udawało się skupić na sobie oczy świata. Do historii przeszły słowa wypowiadane na obchodach 50. i 60. rocznicy Powstania Warszawskiego. W 1994 r. prezydent Roman Herzog przeprosił Polaków za niemieckie krzywdy, a 10 lat później kanclerz Gerhard Schroeder obiecał, że rząd federalny nie będzie wspierał roszczeń majątkowych, jakie zgłasza Związek Wypędzonych. Premier Rosji Władimir Putin w ubiegłym roku na Westerplatte pierwszy raz potępił pakt Ribbentrop - Mołotow.
- Kraj, który potrafi zorganizować takie wydarzenia, staje się ważny, bo główni gracze światowej polityki chcą przyjechać i powiedzieć coś przełomowego - mówi Mirosław Boruc, prezes Instytutu Marki Polskiej.
Tak markę RPA budowali Nelson Mandela i arcybiskup Desmond Tutu. Przedstawiając RPA jako kraj cudu, weszli nawet do popkultury. Miles Davies nazwał swoją płytę "Tutu" na cześć duchownego, a U2 podczas koncertów emitowało jego przemówienie.
Jeszcze wiosną planowano, że w Gdańsku wystąpią m.in. Bono, Laibach, Lou Reed, Tina Turner, Pet Shop Boys, Roger Waters czy Bruce Springsteen. Zamiast nich będą m.in. Kayah, Yoko Ono i James Grace.
Saryusz-Wolski przyznaje, że o pierwszeństwo w obaleniu komunizmu konkurują "Solidarność" i mur berliński. Niemcy budują swój symbol konsekwentnie. My raz lepiej, raz gorzej.
Mariusz Staniszewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu