Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Polscy kibice nie angażują się w życie swojej drużyny

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Nie chodzi na mecze, nie jest członkiem fanklubu. Spotkania swojej drużyny ogląda w telewizji, a informacje na jej temat czerpie z internetu - to statystyczny polski kibic. Tymczasem dobrze zarabia się jedynie na fanach zaangażowanych.

Według badań Pentagon Research tylko 1,4 proc. kibiców posiada akcje swojego ulubionego klubu, a zaledwie 2,8 proc. jest członkiem klubu kibica lub fanklubu.

Wszelkie tego typu organizacje świetnie funkcjonują natomiast w najsilniejszych piłkarsko krajach Europy. W Niemczech Bayern Monachium ma ponad 2000 fanklubów. Ponad 20 tys. ich członków posiada karnet na mecze Bawarczyków. Hamburger SV ma 300 fanklubów. Prawie 30 tys. karnetów jest rozprowadzonych między te fankluby. W Polsce z kolei funkcjonuje tylko jeden, w pełni profesjonalny klub kibica - Wiara Lecha. Większość takich organizacji tworzona jest oddolnie, przez samych kibiców, i posiada status stowarzyszeń, dzięki czemu mogą one zarabiać m.in. na handlu biletami.

W Polsce spotkania swojej ulubionej drużyny ogląda w telewizji aż 80,1 proc. kibiców. Z kanapy na stadion rusza się tylko 16,5 proc. fanów. I to niezbyt regularnie, ponieważ tylko 5,7 proc. kibiców posiada karnet wstępu na mecze w całej rundzie lub sezonie - wynika z badań Pentagon Research. Potwierdza to poziom frekwencji w minionym sezonie ekstraklasy. W zasadzie tylko na spotkania trzech drużyn u siebie przychodziło średnio około 10 tys. osób - Lecha Poznań, Korony Kielce i Zagłębia Lubin. Średnia frekwencja dla całej ligi to około 5 tys. osób. Kluby słabą frekwencję na stadionach tłumaczą złą, wciąż rozwijaną infrastrukturą. Ale to oczywiście niejedyny powód.

- Kluby nie potrafią współpracować z kibicami. Z doświadczenia wiem, że kibicom należy pozwolić współdecydować w pewnych sprawach związanych z klubem, trzeba dać im pewne pole do działania. Wtedy kibic będzie wiedział, że ma wpływ na to, jak taki klub funkcjonuje, a w rezultacie jego władze nie powinny narzekać na frekwencję - powiedział nam Michał Lipczyński, który przez wiele lat był szefem marketingu w Lechu Poznań.

- Rzeczywiście, nie potrafimy zaangażować kibiców. Zdaję sobie sprawę, że tracimy na tym finansowo. Członkowie klubu kibica są aktywni, jeżdżą na mecze, kupują gadżety, prowadzą akcje popularyzujące klub. To na nich zarabia się stosunkowo najwięcej - powiedział prezes jednego z klubów ekstraklasy.

Dlaczego kluby same nie potrafią nakłonić kibica do zejścia z kanapy i przyjścia na stadion, a następnie ze stadionu do fanklubu? - Głównie przez pieniądze. Piłkarze są przepłacani, a marketing z kolei niedofinansowany. Ogromna część klubowych budżetów idzie na cele sportowe. Promocja i marketing to raptem kilka procent wszystkich wydatków. Ale te proporcje się zmienią, gdy powstaną stadiony na kilkadziesiąt tysięcy ludzi i trzeba będzie je jakoś zapełnić - mówi nam Mariusz Jurczewski, szef marketingu w Jagiellonii Białystok.

Sondaż w jednym punkcie jest optymistyczny. Ale tylko na pozór. Otóż 31,9 proc. kibiców posiada gadżety swojego ulubionego klubu. Problem w tym, że większość dostępnych na rynku gadżetów można kupić, nie ruszając się z kanapy, czyli przez internet, i to w nieautoryzowanych sklepach.

@RY1@i02/2010/123/i02.2010.123.000.010a.001.jpg@RY2@

Aktywność kibiców

Daniel Rupiński

daniel.rupinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.