Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Miasta umierają razem z przemysłem

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

W Bytomiu są puste domy, w Gdańsku mieszka coraz więcej singli. Wyludnianie aglomeracji to tendencja ogólnoeuropejska

Nawet stara ulica Brzeska na warszawskiej Pradze pustoszeje. Dlaczego duże znane miasta się wyludniają. Czy zmniejszanie się liczby ludności w miastach to zagrożenie, czy może szansa na nowe otwarcie - zastanawiali się w ubiegłym tygodniu w Senacie samorządowcy, naukowcy i parlamentarzyści podczas konferencji "Zarządzanie rozwojem miast o zmniejszającej się liczbie mieszkańców w kontekście perspektywy finansowej 2014-2020".

- Dlaczego miasta się wyludniają? Bo mieszkają w nich coraz starsi ludzie. I nie ma tam pracy - mówił Jan Olbrycht, poseł do Parlamentu Europejskiego. Przyznawał, że nie jest to tylko specyfika miast polskich. - Już w latach 60. taką tendencję zauważono w Liverpoolu. Przykładem wyludnienia jest też "enerdowski" Lipsk, a u nas np. Bytom - mówił Olbrycht.

Jako jedną z przyczyn "umierania" miast podawano przede wszystkim upadek dużych zakładów przemysłowych. To przykład aglomeracji Śląska. Na przykład w Sosnowcu statystycznie, w budynkach mieszka ponad dziesięć osób mniej niż przed dwudziestu laty. - Z badań wynika, że z dużych miast odpływają rodziny z dziećmi i osoby młode, mobilne, często poszukujące pracy. Zostają starzy mieszkańcy - mówi prof. Iwona Sagan z Uniwersytetu Gdańskiego. Przyznaje jednak, ze w dużych miastach pojawia się też nowa grupa mieszkańców. To single, którzy zajmują większe mieszkania. Stąd taka statystyka pokazująca wymieranie miast.

Ale socjologowie wskazują też dodatkowy czynnik, który wpływa na zmniejszenie populacji mieszkańców miast.

- To emigracja, przede wszystkim ekonomiczna - mówi Emilia Jaroszewska z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Z badań przeprowadzonych w ramach projektu CIRES wynika, że w niektórych miastach liczba osób, które opuściły duże aglomeracje, sięgnęła nawet 50 proc.

- Badaliśmy dlaczego - mówi prof. Iwona Sagan. Okazało się, że oprócz argumentacji ekonomicznej istotną rolę odgrywały czynniki socjalne, np. dostępność do służby zdrowia. Mieszkańcy miast i okolic wymieniali też lokalną komunikację i koszty z nią związane, np. podwyżki opłat za bilety w stolicy.

Istotnym argumentem zmiany miejsca zamieszkania była też dostępność do szkół i przedszkoli. - Niechętnie dowozimy dzieciaki gdzieś daleko od domu - mówi prof. Sagan.

Ale konkluzje naukowców i samorządowców były też optymistyczne. Bo miasta wprawdzie się wyludniają, właściwie poza Warszawą i Krakowem, ale też zyskują nowych mieszkańców. Młodzi ludzie inwestują w lokale po dziadkach, rewitalizują lokalne przestrzenie.

Coraz częściej kupują też mieszkania w nowych kamienicach, tzw. plombach, budowanych w starych dzielnicach.

Takim przykładem jest np. gdański Wrzeszcz, także część warszawskiej Pragi.

- A poza tym, jak znikają puste budynki w mieście pojawia się nowa przestrzeń, krajobraz, zieleń - mówi, trochę przewrotnie, dr Robert Krzysztofik z Uniwersytetu Śląskiego.

I dodaje, że to jest właśnie nowa wartość wyludniania się wielkich miast. Czy to tendencja i wartość trwała - na to pytanie prelegenci konferencji nie udzielili jednoznacznej odpowiedzi.

Monika Górecka-Czuryłło

monika.gorecka@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.