Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Zostało nam tylko łupanie węgla

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Z Wałbrzycha wyjechało tysiące ludzi, a na biedaszyby trafili synowie tych, którzy już tam pracowali - mówi Grzegorz Wałowski, który sam kopał w biedaszybie

Z Grzegorzem Wałowskim rozmawia Anna Wittenberg

Jak się kopie w biedaszybie?

Zanim się zacznie, trzeba wiedzieć, gdzie jest węgiel.

Skąd wiecie?

Dysponujemy mapami górniczymi. Nawet mam kolorową.

Są ogólnodostępne?

Nie.

Czyli musieliście je...

Nie musieliśmy, bo to są poniemieckie mapy. Na nich opierało się całe zagłębie, jest na nich pokazane, gdzie idzie melafir, gdzie idzie gnejs. A obok mamy żyłę węgla.

Patrzy pan na tę mapę i...

Najpierw trzeba zrobić kilka próbnych odwiertów. To oczywiście bardzo duże słowo, bo to się robi, wbijając w ziemię pustą w środku rurę. To jest czysto chałupnicza robota, ale dzięki niej można się dowiedzieć, gdzie jest węgiel i na jakiej głębokości. A potem uruchamia się ludzi.

Kopiecie łopatami?

Tylko łopata i kilof - mamy XXI wiek, ale tu nic się nie zmieniło od średniowiecza. Drążymy duklę, studnię, głęboką na 5-10 metrów, a później kopiemy tak, jak idzie pokład.

Ile można wykopać dziennie?

Czasem nic, bo okazuje się, że źle trafiliśmy, wtedy jest dramat, bo człowiek się napracuje i nic z tego nie ma. Jeżeli jednak trafimy na węgiel, to jeden kopacz jest w stanie wyjąć nawet tonę. A jeśli ekipa w dziurze jest dobrze zorganizowana, nawet więcej. Proszę mi wierzyć, że po worki na biedaszyby przyjeżdżają ciężarówki.

Dokąd jadą?

Węgiel kupują przede wszystkim właściciele składów. Tona węgla z kopalni kosztuje 600-700 zł, tona węgla z biedaszybów o połowę mniej. Składy mieszają węgiel z dziur z legalnym. Węgiel kupują też okoliczni mieszkańcy - ludzie są biedni, więc korzystają z okazji. Jeśli biedaszybownicy dadzą się złapać, urobek zatrzymuje policja. Do końca ubiegłego roku przekazywała go Przedsiębiorstwu Energetyki Cieplnej na terenie Wałbrzycha. PEC to składował i potem ogłaszał przetarg na sprzedaż albo po prostu spalał u siebie, czyli ogrzewał miasto [od początku 2014 r. węgiel składuje policja - red.].

Ile osób może pracować dziś w biedaszybach?

Sprawa nie jest prosta, bo to nie jest zakład pracy. Podam przykład, żeby pani sobie wyobraziła skalę. Na Sobięcinie, jednej z dzielnic Wałbrzycha, jest pole, tam jest dziura koło dziury. Na jeden szyb liczmy pięć osób, a dziur będzie ze sto. I teraz przełóżmy to na inne pola, a to na inne dzielnice... Myślę, że na biedaszybach pracuje nawet 3 tys. osób, choć szacunki władz są dużo niższe. Mówią o kilkuset.

Skąd się wzięli ci ludzie?

Pojedyncze biedaszyby w tym regionie były już przed wojną, kiedy tylko odkryto tu węgiel, ludzie zaczęli go łupać. Naprawdę jednak o biedaszybach zaczęło się mówić po likwidacji Dolnośląskiego Zagłębia Węglowego na początku lat 90. Choć tę decyzję konsultowali lokalni eksperci i politycy, zagłębie zlikwidowano w sposób skandaliczny: po prostu zamknięto kopalnie. Pracę straciło kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Propozycja dla nich była taka: bierzecie odprawę, a później nie macie żadnych roszczeń. Większość wzięła, bo co miała zrobić? Kto był mądrzejszy, zainwestował, np. założył sklepik, ale większość przepuściła odprawy. Ludzie zostali bez pieniędzy i bez pracy. Ale to już nie był problem rządzących. Kiedy więc skończyły się odprawy, ludzie poszli na dziury, bo kopanie węgla było jedyną rzeczą, którą umieli.

Już później w regionie były programy przekwalifikowania górników.

Tak, powstała Wałbrzyska Specjalna Strefa Ekonomiczna. I dobrze, że powstała. Ale na litość boską, jak oni sobie wyobrażali, że górnik - człowiek, który całe życie miał zakodowane: wziąć kilof, łupać węgiel na ścianie - będzie nagle kręcił śrubki w zakładach samochodowych na strefie? Był też program, który polegał na przekwalifikowaniu górników na zamiataczy ulic i kontrolerów w autobusach. Włodarze chcieli pomóc, ale w efekcie upodlono tych ludzi, bo mieli pracować za głodowe pensje. Nie było też pomysłu na to, jak zagospodarować następne pokolenia. Z Wałbrzycha wyjechało kilkadziesiąt tysięcy ludzi, w mieście powstała patologia, a na biedaszyby trafili synowie tych, którzy już tam pracowali. Bo jeśli ktoś umie się zorganizować, to na biedaszybach da się zarobić.

Ile?

Dobrze zorganizowana, pięcioosobowa grupa wyciąga tysiąc złotych dziennie. Ale to nie jest tak, że na biedaszybach są sami milionerzy - nie zawsze trafi się na pokład, może nastąpić zawał, można mieć problemy ze zdrowiem, a wtedy nie ma zwolnienia. To też szara strefa ze wszystkimi konsekwencjami, jeśli pani wie, co mam na myśli.

To znaczy?

Kilka lat temu na terenie Wałbrzycha i okolic zaczęła działać grupa pobierająca haracze od tych, którzy kopią. Ci ludzie byli na tyle dobrze zorganizowani, że wiedzieli o tym, gdzie są biedaszyby, przyjeżdżali prosto na dziury i żądali pieniędzy albo zabierali węgiel. Były podejrzenia o to, że współpracują z lokalną policją i strażą miejską.

Miasta, policja i straż miejska próbują się pozbyć nielegalnych szybów. Lokalne media podają, że od początku roku zatrzymano już 50 ton węgla.

Wina za to, jak to wszystko funkcjonuje, jest zrzucana na biedaszybowników. I zgoda, rabują węgiel, ale w Wałbrzychu od transformacji są ku temu bardzo sprzyjające warunki. Wlepianie mandatów czy zasypywanie dziur nie wystarczy, żeby się tego pozbyć, bo to jest problem natury społecznej. Zamiast wysyłać straż miejską, należałoby sobie zadać pytanie, dlaczego ci ludzie kopią.

To ja zapytam, bo choć teraz jest pan doktorantem na Politechnice Opolskiej, też pan kopał w biedaszybie.

Byłem na Politechnice we Wrocławiu, ale na trzecim roku zabrakło mi pieniędzy na dalszą naukę. Musiałem przerwać studia i wpadłem na pomysł wyjazdu za granicę. Tak trafiłem do Włoch, gdzie pracowałem przez dwa lata. Ale nie chcę o tym opowiadać.

Był pan w obozie pracy?

Dobrze znam tereny na linii Rzym - Neapol, mnóstwo ludzi z okolicy tam pojechało. Też zostałem oszukany, ale żyję. Po powrocie do Polski nie mogłem jednak znaleźć pracy, więc poszedłem na dziury, bo ojciec kopał tam od 2002 r. Jak w przypadku większości kopaczy, szybko zacząłem mieć problemy z prawem. Siedzi przed panią człowiek z czterema wyrokami za pracę na biedaszybach.

Nielegalne wydobywanie, znieważanie funkcjonariusza, składanie fałszywych zeznań...

To jest szablon stosowany wobec ludzi z biedaszybów. Zwykle mechanizm wygląda tak: kiedy człowiek zostaje złapany za nielegalne wydobywanie węgla, dostaje 500 zł grzywny. A skąd ma wziąć pieniądze, by zapłacić? Więc wraca na dziury. I tak w kółko, dopóki nie trafi do więzienia. Znam takich, którzy mieli w toku 25 spraw sądowych za biedaszyby. Jak się zorientowaliśmy, co jest grane, że ludzie pozbawieni są jakiegokolwiek wsparcia, postanowiliśmy skrzyknąć się i ująć to w ramy prawne. 16 kwietnia 2004 r. udało nam się powołać stowarzyszenie "Biedaszyby". Najbardziej zależało nam przy tym na nawiązaniu kontaktu z lokalną władzą, nadzieją miała być dla nas zmiana ekipy rządzącej Wałbrzychem. Przyznam, że zawiedliśmy się. Sposobem na problem z biedaszybami pozostała policja. Ja sam doszedłem do takiego momentu, w którym jeśli złapano by mnie znowu, musiałbym iść siedzieć. To mnie zmotywowało do działania, bo miałem w perspektywie cztery lata odsiadki, więc postanowiłem zamienić je na cztery lata nauki; poszedłem na Politechnikę Opolską. Dziś zajmuję się badaniem możliwości alternatywnego wykorzystania wałbrzyskich złóż węgla. Moja pierwsza książka "Wałbrzych: Od biedaszybów do... Podziemne zgazowanie węgla kamiennego" została wydana dzięki pieniądzom z biedaszybów. A druga? Niech pani przeczyta.

"Publikacja częściowo sfinansowana ze środków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach naukowej pracy badawczej i statutowej".

Cieszę się, bo mój przykład pokazuje, że można. Tematem pracy doktorskiej jest "Hydrodynamika przepływu gazu przez złoża porowate", a promotorami są Gabriel Filipczak, prof. z Politechniki Opolskiej, oraz Eugeniusz Krause, prof. z Głównego Instytutu Górnictwa. Również przyczyniam się do opracowania technologii, która pozwala przetworzyć węgiel jeszcze pod ziemią na gaz i to jego wydobywać.

W jaki sposób?

Robi się w pokładzie dwa odwierty - na początku i na końcu. Przez pierwszy inicjuje się zapłon - elektrodą albo przez samo wytworzenie ciepła. Pokład osiąga temperaturę 1200 stopni Celsjusza i następuje jego zgazowanie. Produktem tego procesu jest właśnie gaz, który wydobywa się drugim odwiertem. Ta technologia była u nas testowana jeszcze w latach 60., ale zaniechano prób. Obecnie prowadzone projekty są w fazie pilotażowej - zostały przeprowadzone już trzy próby podpalenia złoża i pozyskania z niego gazu. Natomiast jeśli chodzi o świat, znamy przykłady, gdzie ta technologia wykorzystana jest już na skalę przemysłową. Działa to choćby w Australii, tam zresztą korzystano z polskich doświadczeń. Teraz najważniejszym zagadnieniem dla nas jest zbadać, jak to przeprowadzić, żeby uzyskać jak najwięcej gazu o jak najlepszej jakości - najlepiej, gdyby to był wodór.

Jakie są perspektywy?

Unia Europejska finansuje potężne projekty związane z alternatywnymi źródłami energii, dlatego wraca się do tych badań. Myślę, że może to być szansa dla całego regionu, bo wałbrzyskie złoża wybitnie nadają się do takiej eksploatacji. Moim marzeniem jest to, żeby biedaszyby wykorzystać jako laboratoria doświadczalne w terenie, w których będzie można prowadzić przypowierzchniowe próby zgazowania. Dzięki temu sprawdzilibyśmy doświadczalnie, czy te tereny się nadają. Kopacze mogliby wspierać ten projekt, bo mają wielką wiedzę o tym, jak przebiegają pokłady węgla w terenie. Warto dodać, że pokładami węgla kamiennego z byłego Dolnośląskiego Zagłębia Węglowego zainteresowały się dwie firmy: Balamara Resource (Australia) oraz Green Energy (Polska), które to otrzymały koncesję na rozpoznanie złóż - być może to też jest pozytywny sygnał dla przyszłości zagospodarowania biedaszybów.

@RY1@i02/2014/051/i02.2014.051.000002200.802.jpg@RY2@

J. GALUSEK/ TRYBUNA GÓRNICZA

Grzegorz Wałowski kiedyś sam kopał w biedaszybie, dziś doktoryzuje się na Politechnice Opolskiej, pracuje nad opracowaniem technologii podziemnego zgazowania węgla kamiennego. Jest prezesem stowarzyszenia "Biedaszyby"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.