To ona: dekada bez kropki nad „i”
F inał 10-letniej przygody Andrzeja Dudy w roli głowy państwa każe zadać sobie pytanie, jaka to była prezydentura. Sam zainteresowany, podsumowując mijającą dekadę na ponad 600 stronach książki „To ja”, wysłał sygnał, jak chciałby zostać zapamiętany. Co to za obraz? I czy aby na pewno historia oceni i doceni go tak, jak życzy sobie tego autor?
Równo 10 lat temu, w przeddzień zaprzysiężenia, Duda wysłał dwa listy. Jeden z nich trafił do redakcji i czytelników „Gazety Polskiej”, drugi – do „Gazety Wyborczej”. Prezydent symbolicznie poprosił w nich o pomoc przy ponadpartyjnej odbudowie wspólnoty. Rzeczywistość szybko zweryfikowała tamten apel. Nocne zaprzysiężenie sędziów do Trybunału Konstytucyjnego, awantura wokół ich wyboru, wreszcie wizyty prezydenta w domu Jarosława Kaczyńskiego na Żoliborzu skutecznie przykleiły Dudzie łatkę pisowskiego prezydenta. Ale choć z początku wydawał się mocno pogubiony w relacjach z partią matką, odruchowo stając w każdej ze spraw po stronie Prawa i Sprawiedliwości, to nie ma przypadku, że prezydentura kończy się kilkuletnim okresem bez bezpośredniej rozmowy z Kaczyńskim.
Kontakty te zamroziły kolejne weta prezydenta: te ciche do ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych czy zmian w ordynacji wyborczej, i te głośne: sądowe, a następnie do lex TVN i dwukrotnie do lex Czarnek. Znacząco wyhamowały one rewolucję, jaką przygotował PiS. Decyzje blokujące przejęcie pełnej kontroli nad samorządami, wymiarem sprawiedliwości, szkołami i mediami, wzmocnione sprzeciwem wobec prób zabetonowania duopolu partyjnego, są dziś niedoceniane przez krytyków odchodzącego prezydenta, choć były skutecznym wrzuceniem piachu w tryby maszyny z Nowogrodzkiej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.