Świętujmy triumfy, nie porażki
Czy przeglądali kiedyś państwo zawartość czerwonego paszportu na 100-lecie odzyskania niepodległości, który wciąż jest wydawany w urzędach? Na kartach dokumentu brakuje naszych królów, zwycięstw naszego oręża i ważnych wydarzeń z okresu, gdy byliśmy regionalnym mocarstwem. Tak jakby Polska powstała w XX w. Rozumiem okolicznościowe wydawanie takich dokumentów w 2018 r. Ale teraz?
Podobne wątpliwości dotyczą 11 listopada. Oczywiście odzyskanie niepodległości po 123 latach zniewolenia to wielka data, upamiętniająca ofiary i wysiłek kilku pokoleń walczących z zaborcami. Czy jednak nasze główne święto narodowe powinniśmy obchodzić właśnie tego dnia, sugerując sobie i światu, że jesteśmy młodym, nieopierzonym państwem? Ile krajów na świecie może się poszczycić ponad 1000-letnią historią, która wpłynęła na układ sił na kontynencie?
A co z pomnikiem zniewolenia nas przez moskiewskich oprawców po II wojnie światowej? Dlaczego po 35 latach od wyrwania się z „bratniego uścisku” sowietów nie byliśmy w stanie pozbyć się z centrum naszej stolicy symbolu ich dominacji, czyli Pałacu Stalina, zwanego dzisiaj Pałacem Kultury i Nauki. Zaledwie pięć lat od odzyskania niepodległości nasi dziadowie mieli odwagę, siłę i determinację, by usunąć Polakom sprzed oczu „ruskiego potwora”, tj. sobór św. Aleksandra Newskiego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.