Prezydent pomoże i już
Rząd się denerwuje: prezydent Lech Kaczyński zamierza walczyć o posadę unijnego komisarza dla Janusza Lewandowskiego. Co więcej, zamierza też pojechać na najbliższy szczyt unijny i tam wesprzeć zdezorientowaną Unię w negocjacjach z groźnymi Czechami.
Czego się można spodziewać po ponownym wkroczeniu polskiego prezydenta do unijnej polityki? Ekipa Tuska nie ma większych wątpliwości: Lech Kaczyński spodziewa się sukcesu w sprawie mianowania polskiego komisarza i chce się pokazać jako jego ojciec chrzestny. A jeśli chodzi o przekonywanie czeskiego prezydenta, by jednak podpisał traktat lizboński, Lech Kaczyński chce na jego tle pokazać się jako osoba kompromisowa i proeuropejska, co niewątpliwie dobrze będzie wyglądało w telewizyjnych spotach w trakcie kampanii prezydenckiej. Prezydent ma instynkt, że w odróżnieniu od walki o fotel sekretarza NATO dla Radka Sikorskiego tym razem ma szansę na oscarową rolę.
Niezależnie jednak od tego, czy rządowi to się podoba, czy nie, ten musi robić dobrą minę i oficjalnie z uśmiechem wdzięczności prezydencką pomoc przyjmować. Bo to Lech Kaczyński jest w prawie, i niczego skomplikowane wyroki Trybunału Konstytucyjnego nie zmienią. Konstytucja jest zagmatwana, równowaga polityczna chwiejna, ale prezydent po prostu ma prawo jechać tam, gdzie chce, i choćby znowu rząd próbował zabierać mu krzesło czy samolot, to i tak - jak się uprze - na pomoc Tuskowi poleci.
@RY1@i02/2009/205/i02.2009.205.000.002c.001.jpg@RY2@
Zuzanna Dąbrowska
Zuzanna Dąbrowska
zuzanna.dabrowska@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu