Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Politycy nie oszczędzają, bo nie muszą

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

W PRZYSZŁYM ROKU partie polityczne z budżetu państwa dostaną w sumie o 9 mln więcej niż obecnie. Resort finansów tłumaczy, że musiał wydać rozporządzenie podnoszące wysokość dotacji, bo według ustawy o partiach muszą być one waloryzowane

W czasie kryzysu nie wszyscy muszą oszczędzać. Zgodnie z projektem rozporządzenia przygotowanym przez ministerstwo Finansów partie dostaną w 2011 roku dofinansowanie o 7,7 proc. większe, niż dotychczas.

Podatników będzie to kosztować prawie 9 mln zł.

Resort finansów tłumaczy, że musiał wydać rozporządzenie, bo ustawa o partiach nakazuje waloryzowanie dotacji. Problem w tym, że zgodnie z zapowiedziami polityków z powodu kryzysu finansów publicznych partyjne dotacje zamiast rosnąć, miały spadać.

- Wyższe dotacje dla partii gryzą się z koncepcją szukania oszczędności i cięciami - przyznaje poseł PO Paweł Arndt, przewodniczący sejmowej komisji finansów publicznych. Tłumaczy, że Platforma już w kwietniu ub. roku przeforsowała w Sejmie projekt ustawy ograniczającej partyjne subwencje. Zgodnie z nią partie miały otrzymać okrojone dotacje za trzy kwartały 2009 roku oraz w roku 2010: PO - o 44 proc., PiS - o 41 proc., SLD - o 11 proc., PSL - o 7 proc. Ustawa trafiła jednak do kosza, po tym jak do Trybunału Konstytucyjnego odesłał ją prezydent Lech Kaczyński. W styczniu Trybunał uznał za niezgodne z konstytucją - zgodnie z zasadą, że prawo nie działa wstecz - ograniczanie subwencji za kwartały rozpoczęte przed wejściem w życie nowych przepisów. Sędziowie odesłali ustawę do Sejmu, by parlamentarzyści na nowo ustalili okres, w jakim subwencja zostałaby ograniczona. Czego dotąd nie udało się zrobić. - Pracujemy nad tym, być może jakieś zmiany zostaną wprowadzone jeszcze w tym roku - mówi Arndt. Nie potrafi jednak wyjaśnić, czemu politycy nie ograniczyli wysokości subwencji w związku z fatalnym stanem finansów publicznych. Tak jak zrobiono to w 2002 i 2003 roku. Politycy nie ukrywają, że w sprawie cięcia dotacji nie potrafią dojść do porozumienia. - Jeśli partie nie będą dostawać pieniędzy z budżetu, to sięgną do kieszeni biznesmenów. Na styku polityki i biznesu rodzą się patologie, co pokazała afera hazardowa - mówi poseł PiS Adam Hoffman. Przeciwko dotacjom dla partii protestuje lewica. - Wzrost subwencji jest podyktowany nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi, na które Platforma chce wydać 30 mln zł. To się w głowie nie mieści - mówi Tomasz Kalita, rzecznik prasowy SLD.

Pieniądze z budżetu dostają partie, które w wyborach parlamentarnych uzyskały ponad 3 proc. głosów, i koalicje, które otrzymały 6 proc. głosów. W tym roku najwięcej pieniędzy trafi do Platformy - ponad 40 mln zł - do PiS - 37,8 mln zł.

- To nie są duże pieniądze, a ja nie popieram oszczędności robionych na pokaz. Ten przypadek jest jednak szczególny, bo dotyczy zasad. Jeśli wszyscy musimy oszczędzać, to powinno to się też tyczyć polityków - mówi ekonomista Ryszard Petru.

W tym roku partie dostaną z budżetu ponad 114,2 mln zł. W ciągu ośmiu lat wartość dotacji wzrosła trzykrotnie.

Jarosław Olechowski

jaroslaw.olechowski@infor.pl

Współpraca: Tomasz Żółciak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.