Premier do Azji, przedsiębiorcy do domu
Premier Donald Tusk zabiega w Indiach o przychylność hinduskich przedsiębiorców. W podróży do Azji premierowi nie towarzyszy żaden przedstawiciel polskiego biznesu.
Dziś w New Delhi premier zje śniadanie z przedstawicielami lokalnych firm. Wczoraj w Bangalur przekonywał do inwestowania w Polsce przedstawicieli 135 hinduskich przedsiębiorstw podczas Polsko-Indyjskiego Forum Inwestycyjnego.
Gospodarcze ramię delegacji tworzy jedynie szef Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych Sławomir Majman oraz wiceszefowa resortu gospodarki Grażyna Henclewska.
- Premier przeciera szlak dla biznesmenów i otwiera drzwi dla misji gospodarczej - tłumaczy eurodeputowany PO Paweł Zalewski.
Te argumenty są jednak mało przekonujące. Prezydent Nicolas Sarkozy, jadąc do Indii, zabrał ze sobą 60 szefów największych francuskich firm, podobna delegacja niemieckich przedsiębiorców towarzyszyła kanclerz Angeli Merkel podczas wizyty w New Dehli.
Organizacje biznesowe krytykują zachowanie premiera. Ich zdaniem Tusk popełnił błąd, nie konsultując planów zagranicznej wyprawy. - Wychodzi na to, że premier reprezentuje tylko przedsiębiorstwa państwowe, których znaczenie dla polskiej gospodarki jest coraz mniejsze - mówi Witold Michałek, ekspert Business Centre Club. Jego zdaniem rząd mógłby zabrać ze sobą do Indii przedstawicieli polskiego przemysłu elektronicznego, bo Indie to światowy lider w branży IT.
Sytuacja dziwi też Roberta Rewalda, prezesa Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce. - Szkoda każdej zmarnowanej okazji na promocję polskiego biznesu, bo takich wydarzeń nie ma zbyt wiele - mówi Rewald. Dziś premier Tusk spotka się z najważniejszymi hinduskimi politykami, m.in. prezydent Pratibhą Patil. Jutro leci do Wietnamu. Także bez przedsiębiorców.
jo
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu