Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Generał, który kroczy od porażki do porażki

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Teraz padnie wiele argumentów, że mimo wszystko Jarosław Kaczyński odniósł sukces. Ale ta gra jest zerojedynkowa. Porażka w niedzielnych wyborach jest czwartą z rzędu przegraną PiS. Do kolejnego zrywu prezes potrzebuje nowej wielkiej idei. Inaczej będzie to jego schyłek.

Zebrani w Hotelu Europejskim do końca mieli nadzieję na wygraną prezesa PiS. Gdy zobaczyli wyniki badania exit poll, nastroje siadły. Tłum się ożywił dopiero gdy pojawił się Kaczyński. A euforię wywołał cytat z Józefa Piłsudskiego: "Zwyciężyć i osiąść na laurach to klęska. Być zwyciężonym, a nie ulec, to zwycięstwo!".

Prezes PiS wyszedł z tej kampanii bardzo wzmocniony. Zyskał popularność większą od swojej partii. A pozbywając się miana agresywnego polityka, zyskał realne szanse na wygraną w kolejnych wyborach. Przecież dwa miesiące temu popierało go zaledwie 20 proc. wyborców. - Widać, że Kaczyński się odbudowuje - przekonuje prof. Jadwiga Staniszkis.

Bycie prawie zwycięzcą nie wystarczy, by utrzymać armię w stanie wielkiej mobilizacji. Bo "prawie", także w polityce, robi ogromną różnicę. To czwarta z rzędu przegrana Kaczyńskiego. I czwarta, którą nazwie on sukcesem.

Porażka w wyborach samorządowych w 2006 r. była sukcesem, bo partia zwiększyła stan posiadania. Tyle że rywale poszli bardziej do przodu.

Sukcesem były wybory parlamentarne w 2007 roku, bo przecież PiS poparło milion wyborców więcej niż w 2005 roku. Tylko że Kaczyński przestał być premierem, a jego partia przeszła do opozycji.

Jako sukces ogłoszony został wreszcie wynik w wyborach do Parlamentu Europejskiego rok temu. Bo PO nie uzyskała takiej przewagi nad PiS, jak wynikało to z sondaży. Partia umocniła się na drugim miejscu i wykosiła wszystkie ugrupowania na prawo od niej. Wzięła też więcej mandatów niż w 2004 roku. Tyle że Platforma wzięła połowę mandatów, przez co dystans do rywala de facto się zwiększył.

Dziś i jutro znów usłyszymy o sukcesie Kaczyńskiego, choć prezydentem został Bronisław Komorowski, i to on jest zwycięzcą rzeczywistym.

Oczywiście sukces marszałka nie musi w dłuższej perspektywie oznaczać sukcesu Platformy. Już w kampanii wyborczej widać było, że jej kandydat wpadkami, brakiem wyczucia i wiedzy ciągnie ugrupowanie w dół.

Tylko czy błędy Komorowskiego, agresja Donalda Tuska i prymitywne wyskoki Janusza Palikota pozwolą, by zwyciężyć w kolejnych wyborach? Kaczyński nie wygra agresją, bo wtedy wszyscy zarzucą mu, że wraca stare. Nie pokona Palikota na chamstwo, bo w tej dziedzinie poseł PO nie ma sobie równych. Nie wystarczy być anty-Platformą, nawet jeśli ma ona cyniczną twarz Sławomira Nowaka.

Do zwycięstwa Kaczyński potrzebuje nowej idei. Podczas kampanii prezydenckiej lider PiS przekonywał, że nie jest już zwolennikiem IV RP. Nie powiedział jednak, jak według niego Polska ma wyglądać za 10 czy 20 lat. Bezpieczeństwo socjalne to za mało, by porwać tłumy.

To właśnie brak świeżej idei był powodem przegranej. Platforma mogła straszyć Kaczyńskim, Ziobrą i Macierewiczem. Bo gdy u drzwi staje widmo powrotu do władzy Jarosława Kaczyńskiego i "ludzi chorych z nienawiści" czy "psychopatów", jak nazywano ich w kampanii wyborczej, to wszystko można wybaczyć. I niespełnione przez PO obietnice wyborcze, i nieprzeprowadzone reformy, i chaos w finansach publicznych.

Gdy opadnie w sztabie i wśród wyborców PiS atmosfera uniesienia niezłym wynikiem, zacznie się analiza faktów. A te działają na niekorzyść Jarosława Kaczyńskiego.

Nikt rzecz jasna nie odważy się podnieść ręki na prezesa. Tak naprawdę nie ma go zresztą kto zastąpić. Zbigniew Ziobro jest bez szans, Joanna Kluzik-Rostkowska budzi kontrowersje na prawym skrzydle partii.

Już dziś rusza kampania wyborcza do Sejmu, która będzie ogromnym testem dla Kaczyńskiego. Zwłaszcza że będzie ją prowadzić w coraz mniej sprzyjających warunkach. Nieuchronnie nadchodzące nowe rozdanie w TVP spowoduje, że zabraknie mu przyjaznego dużego ośrodka poza Radiem Maryja i Telewizją Trwam. Tyle że za pomocą tych mediów nie będzie w stanie przekonywać do siebie nowych centrowych wyborców. A to od nich zależeć będzie jego sukces w tegorocznych wyborach samorządowych i przyszłorocznych parlamentarnych.

- Kaczyński jest politykiem długodystansowym i wiele razy się podnosił z politycznego dna - przypomina dr Jarosław Flis, politolog z UJ. To oczywiście prawda, ale aby jeszcze raz porwać armię do boju, trzeba w nią tchnąć ducha zwycięstwa. Trudno to zrobić generałowi, który ostatnio idzie od porażki do porażki.

@RY1@i02/2010/128/i02.2010.128.000.0007.001.jpg@RY2@

Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Zwolennicy i współpracownicy Jarosława Kaczyńskiego po ogłoszeniu wyników wyborów mieli zawiedzione miny

Mariusz Staniszewski

mariusz.staniszewski@infor.pl

To nie jest zmiana wizerunku PiS, tylko zmiana całej formacji. Wynik pokazuje, że Prawo i Sprawiedliwość z ostatnich dni i tygodni kampanii to ugrupowanie, które kogoś reprezentuje i niesie pewne marzenie. Stajemy się przedstawicielami ludzi, którzy głosowali na Jarosława Kaczyńskiego, ponieważ on mówi o końcu wojny polsko-polskiej. Ale także o tym, że w państwie jest wiele spraw do przedyskutowania na poważnie, że Polaków trzeba traktować jak obywateli, a nie tylko jak wyborców, że trzeba posprzątać po powodzi. Obywatele chcą dyskusji na poważnie.

Polityka to nie kebab - nie można jej zamówić na ostro albo na łagodnie. Przez ostatnie miesiące i lata pracowaliśmy nad sobą, by spierać się nawet twardo, ale o poważne sprawy. Nie jest tak, że kłócimy się absolutnie o wszystko - my chcemy ostro się spierać o kształt Polski. O drobiazgi nie warto, bo to niszczy politykę i demokrację.

To jest zmiana języka i pokazanie cieni. Nie wszystko jest czarno-białe. Od końca komunizmu minęło 21 lat. Osobiście uważam, że błędem III RP było nierozliczenie PRL, to jednak było dawno temu i trzeba przyjąć stan taki, jaki jest. W najbliższych 10 latach będzie się ważył los Polski w Unii Europejskiej w ramach globalnego układu sił. Od nas zależy, czy będziemy krajem tylko w ujęciu geograficznym, czy odwrotnie - skorzystamy ze zmiany sposobu rozwoju Europy i Polska stanie się jednym z ważnych graczy na arenie międzynarodowej. To jest ważniejsze niż lustracja.

Trzeba o niej pamiętać, ale trzeba się zajmować przyszłością.

W minionej kampanii jedno wydarzenie zostało niedocenione przez komentatorów. Przy medycznym okrągłym stole usiedli Jarosław Kaczyński, Grzegorz Napieralski i Waldemar Pawlak. Obok nich siedziała Ewa Kopacz, ale jeśli nie było Donalda Tuska lub Bronisława Komorowskiego, to tak, jakby Platformy nie było. Przy stole siedziała więc większość parlamentarna...

@RY1@i02/2010/128/i02.2010.128.000.0007.002.jpg@RY2@

Fot. Piotr Bernas

Adam Hofman jest posłem PiS

jest posłem PiS

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.