Czym zaatakują w debacie
Starcie kandydatów PO i PiS będzie potyczką ludzi, którzy nie lubią się od 20 lat
Podczas debaty muszą trzymać nerwy na wodzy, bo wzajemna niechęć zżera ich od środka. Komorowski i Kaczyński to nie tylko konkurenci, to wrogowie.
- Obu znam dobrze, ale nie jestem w stanie odnaleźć w pamięci wydarzenia, od którego zaczął się ten konflikt - mówi Artur Balazs, były minister rolnictwa oraz szef Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, do którego należał Komorowski.
Niechęć jednak była i jest widoczna gołym okiem. Na nieoficjalnych spotkaniach marszałek Sejmu opowiada o tym, że ojciec Kaczyńskiego wcale nie był wielkim bohaterem, bo został ranny w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego. Potem ze swadą dodaje, że Rajmund Kaczyński zalecał się do jego ciotki, która była sanitariuszką w powstańczym szpitalu. Miała nawet uratować mu życie, bo gdy zdecydowała się pójść z nim na randkę, na szpital spadła bomba i zabiła wielu rannych powstańców.
Komorowski - mimo że w latach 90. należał do prawego skrzydła Unii Wolności, a potem do konserwatywnej części PO - zawsze sprzeciwiał się jakiejkolwiek współpracy z ugrupowaniami Jarosława Kaczyńskiego. - Był jednym z najbardziej zdecydowanych przeciwników powstania PO-PiS-u - opowiada Adam Lipiński, wiceprezes PiS.
Ale też Komorowski nigdy nie miał powodu lubić Jarosława Kaczyńskiego. Dzisiejszy szef PiS od dawna w prywatnych rozmowach drwił z obecnego marszałka. Złośliwości Kaczyńskiego na temat inteligencji Komorowskiego docierały do uszu Komorowskiego już dawno.
Marszałek był też celem ataku polityków PiS w ostatnich kilku latach. Zarzucali mu związki z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi. Jednym z dowodów na to miał być fakt, że Komorowski jako jedyny polityk PO głosował przeciwko likwidacji WSI. I jeszcze to, że chciał kupić tajną część raportu z likwidacji służb.
Komorowski zawsze starał się lekceważyć te zarzuty i wprost mówił o prowokacji - właśnie Wojskowych Służb Informacyjnych.
Z takim bagażem obaj kandydaci przyjdą na debatę, ale żaden z nich nie będzie mógł pokazać po sobie, że rywal budzi w nim niedobre uczucia. Będą się więc do siebie uśmiechać - bo większą sympatię wyborców zdobędzie ten, którego grymas na twarzy będzie wyglądał bardziej szczerze.
Obaj mają świadomość, że zwycięstwo w debacie nie zależy tylko od przygotowania merytorycznego. Oczywiście - łatwo można stracić punkty na braku wiedzy i dlatego Komorowski od kilku dni ściąga z ministerstw dane dotyczące wskaźników gospodarczych, a Kaczyński spędza godziny na rozmowach z ekspertami od służby zdrowia, gospodarki i bezpieczeństwa. Czyli dziedzin, o których mają dyskutować.
- Marszałek nie przygotowuje się w jakiś szczególny sposób. Nie ma na to czasu, bo ciężko pracuje - mówi rzecznik jego sztabu Małgorzata Kidawa-Błońska. - Jest świetnie przygotowany. Wystarczy, że odpocznie w niedzielę rano.
To wersja oficjalna. Według nieoficjalnych informacji, do których dotarł "DGP", Komorowskiego przygotowują premier Donald Tusk, szef klubu parlamentarnego PO Grzegorz Schetyna oraz Igor Ostachowicz, wizerunkowy doradca szefa rządu.
- Głównym zadaniem doradców jest takie przygotowanie kandydata, by nie dał się sprowokować, za to sam sprowokował rywala - mówi Wiesław Gałązka, ekspert od kreowania wizerunku.
Według informacji Joanny Kluzik-Rostkowskiej, szefowej sztabu kandydata PiS, Kaczyński do debaty przygotowuje się sam. Sztabowcy dbają tylko, żeby był w dobrej formie, bo to mu pomoże być wyluzowanym, jak podczas przesłuchania przed komisją hazardową.
- Wierzymy w jego inteligencję i wyjątkową pamięć - przyznaje jeden ze współpracowników prezesa PiS.
W nieoficjalnych rozmowach sztabowcy obu kandydatów przyznają, że ta debata nie będzie miała takiego wpływu na wybory jak starcie Tusk - Kaczyński w 2007 r.
- Karty są rozdane i jeśli żaden z rywali nie popełni kardynalnego błędu, tendencje się nie odwrócą - mówią.
Komorowski, wypominając Kaczyńskiemu sprawę Barbary Blidy oraz liberalne zmiany podatkowe, może próbować przekonać do siebie elektorat lewicowy. Kaczyński może odpowiedzieć mu powrotem do podziału na Polskę liberalną i solidarną. Będzie też pewnie starał się upodobnić do kandydata PO w sferze obyczajowej, przez co może zniechęcić lewicowy elektorat do głosowania.
Najważniejszym jednak zadaniem kandydatów będzie zmobilizowanie swoich wyborców. By jeszcze raz poszli głosować.
@RY1@i02/2010/122/i02.2010.122.000.004a.001.jpg@RY2@
Fot. Witold Rozicki/Reporter
Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński. Uprzejmość przez zaciśnięte zęby
Mariusz Staniszewski
mariusz.staniszewski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu