Wielki sukces Napieralskiego
Znakomity wynik zapewnił Napieralskiemu pozycję niekwestionowanego lidera w Sojuszu, a może nawet otworzył drogę na polityczne salony. Jak się dowiedzieliśmy, już zaczęły się negocjacje ceny, za jaką SLD poprze Komorowskiego.
Przed niedzielą Napieralski za nic nie chciał odpowiadać na pytanie, kogo poprze w drugiej turze. Powtarzał, że sam w niej weźmie udział.
Tak naprawdę chodziło o podbicie stawki. Gdy Aleksander Kwaśniewski dawał do zrozumienia, że szef SLD poprze Komorowskiego, sam Napieralski jeszcze na dwa dni przed wyborami w jednym z wywiadów mówił: - Nie wykluczam niczego. Nawet poparcia Kaczyńskiego.
Zabrzmiało to mocno, jednak prawdopodobieństwo takiego mariażu nie jest wielkie: większość elektoratu SLD - nawet 80 proc. - jest Kaczyńskiemu przeciwna. Pamiętają, jak prezes PiS z ataków na ludzi PRL uczynił oręż swojej polityki. Napieralski będzie miał więc dwa wyjścia: nie udzielić poparcia nikomu albo wskazać na Komorowskiego.
Jeśli wybierze drugi wariant, to każe sobie za to słono zapłacić. Jak się dowiadujemy, Napieralski przedstawi kandydatowi PO warunki programowe. I uzależnia swoje poparcie od tego, czy Komorowski zadeklaruje ich zrealizowanie. Chodzi o refundację in vitro. A jest całkiem możliwe, że Platforma jest w stanie dać jeszcze więcej.
Jak ustalił "DGP", o poparcie Napieralskiego już w zeszłym tygodniu zabiegał sam Komorowski, kiedy osobiście spotkał się z szefem SLD. Sugerował, że oto pojawia się perspektywa koalicji z SLD. I to już zaraz po wyborach prezydenckich.
- Powtarzał nam, że musimy się postarać, aby Grzegorz zrobił dobry wynik, bo to zwiększa szansę na koalicję Platformy z Lewicą - mówi nam prominentny polityk SLD.
Konkretne propozycje jednak jeszcze nie padły. Ale nawet jeśli padną, to wcale nie oznacza, że zostaną przyjęte. W partii nie ma bowiem jednomyślności, czy ewentualna koalicja z PO to dobry pomysł.
Nie wiadomo, jak by na to zareagował elektorat lewicy, który zmobilizował się wczoraj przy urnach właśnie dlatego, że w kampanii Napieralski wyraźnie odróżniał się od konkurentów, stawiając twarde, lewicowe postulaty, jak refundacja in vitro czy liberalizacja aborcji.
Na wieczór wyborczy Napieralskiego zaproszenia dostali wszyscy posłowie. Ale nie wszyscy się pojawili. Zabrakło Wojciecha Olejniczaka i Ryszarda Kalisza. Napieralskiego wspierał za to były prezydent Aleksander Kwaśniewski, który przed wejściem na salę zapewniał dziennikarzy: - Lewica udowodni, że jest ważna.
Dla szefa SLD ten wynik to wielki sukces. Kiedy zapadła decyzja o jego kandydaturze, sondaże dawały mu 3 - 4 proc. poparcia. Musiał się zmierzyć nie tylko z rywalami, lecz także z niechęcią wewnątrz własnej partii. Dlatego przed i po wystąpieniu sala skandowała: "Cimoszewicz, dziękujemy!".
Oponenci Napieralskiego od początku kwestionowali jego szanse i powtarzali, że jeśli nie uzyska wyniku równego poparciu partii, będzie musiał się pożegnać ze stanowiskiem.
Tymczasem Napieralski nie tylko wykreował się na niekwestionowanego przywódcę lewicy, ale sprawił, że Sojusz zyskał szansę na wejście do rządu.
Dlatego jego wrogowie mają się czego obawiać, bo od ładnych kilku dni mówi się w kuluarach, że Napieralski zacznie od mocnego uderzenia w rywali. Tych, którzy wbijali mu nóż w plecy podczas kampanii i za chwilę mogliby to zrobić znowu.
@RY1@i02/2010/118/i02.2010.118.000.0006.003.jpg@RY2@
Fot. Marcin Kaliński
Lider SLD i jego wolontariusze zabiegali o młody elektorat
@RY1@i02/2010/118/i02.2010.118.000.0006.004.jpg@RY2@
Fot. Tomasz Gzell/PAP
Pierwsze gratulacje w sztabie wyborczym SLD Grzegorz Napieralski odebrał od żony
Anna Monkos
Grzegorz Osiecki
dgp@infor.pl
To na pewno wielki sukces i mój, i środowiska. Nowe pokolenie w polityce, które reprezentuję, pokazuje, że polityka może być lepsza. Mój wynik daje nadzieję na zmianę. Pokazuje, że nie jesteśmy skazani na rządy dwóch partii: konserwatywnej i liberalnej. Że może być trzecia droga.
Polacy nie lubią kłótni. Nie rozumieją, że ktoś z bliskiego otoczenia może mieć inne zdanie. A faktycznie przez pierwsze dwa tygodnie kampanii musiałem się tłumaczyć, dlaczego niektórzy byli liderzy partii są mi nieprzychylni. To się mogło przełożyć na wynik.
W tej kampanii dla mnie najważniejsze były spotkania z ludźmi. Rozmawiałem z nimi, słuchałem ich. Teraz zrobię to samo. Będę się spotykał ze swoimi wyborcami i zapytam, co proponują. Na pewno moje ewentualne poparcie dla któregoś z kandydatów będzie uwarunkowane przede wszystkim jego poparciem dla moich założeń programowych z kampanii. Tu nie ma mowy o żadnym kupczeniu.
Na razie nie rozważam takich scenariuszy. Dla mnie teraz jest najważniejsze, by PO zdecydowała się zrealizować moje postulaty, jak podpisanie Karty praw podstawowych, refundacja in vitro czy wycofanie wojsk z Afganistanu. Wolę rozmawiać o tym, a nie dyskutować, czy wejdziemy, czy nie wejdziemy do rządu.
To była dobra kampania. Pokazała, że politykę można uprawiać w normalny, otwarty sposób. Mam nadzieję, że to będzie procentować w przyszłości: teraz w wyborach samorządowych, później parlamentarnych. Co potem, zobaczymy.
przewodniczący SLD, kandydat tej partii na prezydenta RP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu