Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Zwycięzca się zgadza, z wynikami poszło gorzej

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Wygraną Bronisława Komorowskiego wytypowały wszystkie najważniejsze firmy badawcze. Jednak poparcie dla niego w każdym z sondaży było zadziwiająco różne.

- Jeśli ktoś będzie chciał jeszcze płacić za sondaże, to będzie frajerem! - krzyczał Michał Kamiński tuż przed ogłoszeniem wygranej Lecha Kaczyńskiego pięć lat temu. Bo wówczas żadne badanie tego zwycięstwa nie pokazało.

Tym razem było inaczej. Praktycznie żadna z firm się nie pomyliła.

50:35 dla Bronisława Komorowskiego - tak wynik wyborczy w I turze w rozmowie z "DGP" typowali specjaliści z PBS DGA. Instytut Homo Homini też typował wygraną kandydata PO, ale w stosunku 42:35. GfK Polonia optowała za kilkuprocentową wygraną Komorowskiego przy jego wyniku w okolicach 40 proc. Te typy nie dziwią. Są zbieżne z ostatnimi, opublikowanymi w piątek sondażami tych trzech pracowni. Badanie wykonane na zlecenie "DGP", Polsatu News i Polskiego Radia przez Homo Homini wskazywało, że na Komorowskiego zagłosowałoby 41,1 proc. ankietowanych, a na Jarosława Kaczyńskiego 35,7 proc. Wykonany w tym samym czasie sondaż PBS DGA na zlecenie "Gazety Wyborczej" dawał kandydatowi PO aż 51 proc. głosów, o 20 pkt proc. więcej niż kandydatowi PiS. Trzeci sondaż, GfK Polonia na zlecenie "Rzeczpospolitej", wskazywał 41 proc. poparcia dla Komorowskiego i 31 proc. dla Kaczyńskiego.

Skąd rozbieżności? - Z metodologii badań - tłumaczy Marcin Spławski, kierownik projektów badawczych w PBS DGA. Wyjaśnia, że jego pracownia odrzuca głosy osób niezdecydowanych. To oznacza, że odpowiedzi respondentów, którzy nie wiedzieli, na kogo zagłosują, proporcjonalnie zasilają wskazania obu kandydatów.

Jednak w aż tak dużą przewagę Komorowskiego, jaka wynikała z badań PBS DGA, trudno uwierzyć Marcinowi Dumie, prezesowi Homo Homini. Jego firma nie odrzuca głosów osób niezdecydowanych. - Gdybyśmy to zrobili, wskazania na Jarosława Kaczyńskiego przekroczyłyby 40 proc. - twierdzi Duma. W jego ocenie różnice w wynikach sondaży wynikają z doboru ankietowanych.

Wszystkie pracownie starają się odzwierciedlić strukturę polskich wyborców, czyli dobrać do badania odpowiednią kwotę osób z wyższym, średnim, zawodowym czy podstawowym wykształceniem, mieszkańców miast i wsi, młodych i starych. - Problem polega na tym, że nie możemy przewidzieć, kto pójdzie na wybory, i dlatego wyniki zawsze obarczone są błędem - mówi Duma. Ale to niejedyny problem sondażowni. - Bywa, że respondenci w trakcie ankiety kłamią bądź nie chcą zdradzić swoich preferencji partyjnych - wyjaśnia Maciej Siejewicz, rzecznik GfK Polonia. Wszyscy nasi rozmówcy byli zgodni co do jednego: o wyniku zadecyduje frekwencja. Wyższa sprzyja Komorowskiemu.

Zgodnie z metodologią badań każdy sondaż jest obarczony błędem na poziomie 3 proc. Zdarzały się jednak w przeszłości znacznie większe pomyłki. Ostatni sondaż SMG/KRC w ubiegłorocznej kampanii do europarlamentu na dwa dni przed wyborami dawał Platformie poparcie na poziomie 54 proc. Faktycznie był to wynik aż o 10 proc. niższy.

- To nie jest pomyłka statystyczna, tylko błąd w metodyce badań - mówi Duma. W kampanii prezydenckiej w 2005 r. takich wpadek było więcej. Bo sondaży nie wolno traktować jako wróżby wyniku, mówią o tym nawet pracownicy ośrodków badania opinii publicznej.

Artur Grabek

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.