Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Dawny trzeci bliźniak powalczy z prezydentem

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

"Każdy wygnaniec musi podjąć decyzję, czy będzie dalej sechł na wygnaniu, czy też chwyci miecz w rękę i poszuka drużyny, razem z którą wyrąbie sobie królestwo" - powiedział kilka miesięcy temu Ludwik Dorn.

Dziś chce ten scenariusz realizować. Królestwem ma być Pałac Prezydencki. Szanse na powodzenie raczej niewielkie. - Tak jak Markowi Jurkowi nie udało się odebrać punktów PiS, tak ta sztuka nie uda się Dornowi - oceniają eksperci.

Historia lubi się powtarzać. Bo pomysł wystawienia w wyborach prezydenckich Dorna nie jest wcale nowy. Padł już wiosną 2000 r., kiedy "zakonnicy" Porozumienia Centrum myśleli, co zrobić ze zbliżającym się wyścigiem do Pałacu Prezydenckiego. Poprzeć Mariana Krzaklewskiego nie chcieli. Startować nie chciał Jarosław Kaczyński. Podobnie jak jego brat. Na ochotnika zgłosił się Dorn. - Ja będę kandydował - rzucił. Ale nie spotkał się z entuzjazmem kolegów. Zwłaszcza Marka Suskiego, który Dorna wprost wyśmiał.

Prezydenckie ambicje w Dornie jednak nie umarły. Determinacja musi być ogromna, skoro nie zraża go to, że wystawiająca go dziś Polska Plus sama poparcia właściwie nie ma. Jego partyjni koledzy twierdzą jednak, że w byłym marszałku Sejmu drzemie ogromny potencjał. Mają potwierdzać to specjalne badania. - Były robione badania pod względem rozpoznawalności. Wyszło z nich, że Dorn jest w ścisłej czołówce - przekonuje jeden z polityków Polski Plus. Zaraz dodaje, że rozpoznawalność to oczywiście nie wszystko. - Ale jest to pierwszy warunek sukcesu - podkreśla polityk.

Dorn, podobnie zresztą jak Radosław Sikorski, w prezydenckim wyścigu mógłby bazować na niechęci do PiS. A ta jest ogromna. I to z wzajemnością. W październiku 2008 r. były marszałek Sejmu został usunięty z PiS za dezawuowanie samego Jarosława Kaczyńskiego.

Jednak czy wrogość do obozu PiS wystarczy? Niekoniecznie. - Lech Kaczyński ma tę przewagę, że jest urzędującym prezydentem. A to jest najlepsze miejsce do kandydowania - mówi politolog Anna Materska-Sosnowska. Jej zdaniem dziś nazwisko "Kaczyński" to firma. - Nie sądzę, by PiS było oparte na zwolennikach Dorna, pomimo że to on był przecież twardym zapleczem intelektualnym i twórcą partii - przekonuje politolog.

Dla byłego marszałka obciążeniem może być też jego ostry język. Momentami zbyt ostry, czym narażał się nie tylko politykom, ale też opinii publicznej. Symbolicznymi już dziś wykształciuchami Dorn nazwał np. widzów programu "Szkło kontaktowe" w TVN 24. Niejednokrotnie obrażał też dziennikarzy czy fotoreporterów, których z kolei nazwał ścierwojadami.

W kampanii wyborczej na takie starcie z potencjalnymi wyborcami Dorn już pewnie nie pójdzie. Jak twierdzą politycy z jego otoczenia, w swoich wystąpieniach ma raczej skupić się na finansach państwa i rodzinie. Bo jego kandydatura ma być promocją dla Polski Plus. - Jest to bardzo dobry pomysł na zaistnienie. Choćby dlatego, że będzie czas antenowy, gdzie będzie można prezentować własne poglądy - ocenia Materska-Sosnowska.

Kto pokieruje sztabem wyborczym Dorna i kto stanie na czele komitetu? Na razie nie wiadomo. Oficjalnie kandydatura Dorna ma być zaprezentowana dopiero w połowie marca.

@RY1@i02/2010/041/i02.2010.041.000.004a.001.jpg@RY2@

Fot. Tomasz Gzell/PAP

Dorn - kiedyś zaufany braci Kaczyńskich, dzisiaj ich rywal

Kamila Wronowska

kamila.wronowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.