Odtwarzamy taśmę z długiego weekendu
Co działo się od momentu wejścia ABW do redakcji "Wprost" w środę wieczorem do chwili opublikowania kolejnych nagrań
Środa, 18 czerwca
"Do redakcji właśnie przyszło ABW" - napisał ok. 13.00 dziennikarz tygodnika "Wprost" Michał Majewski na Twitterze. Z jego relacji wynikało, że trzech funkcjonariuszy poprosiło redaktora naczelnego Sylwestra Latkowskiego o wydanie nośników, na których przechowywane są nagrania z podsłuchów.
Redakcja odmawia wydania materiałów, obawiając się ujawnienia danych informatorów. Latkowski w czasie krótkiej konferencji prasowej wyraźnie wzburzony zapowiada publikację całego nagrania z rozmowy Belki z Sienkiewiczem i pyta, dlaczego prokuratura zamiast zaprosić go na rozmowę do swojej siedziby, robi nalot w redakcji.
Funkcjonariusze nie odpuszczają. Krótko po godzinie 17 Majewski znów tweetuje: "Większa ekipa. Wrócili". Tym razem służbom towarzyszy prokurator Józef Gacek. Ok. 19.00 gości w gabinecie Latkowskiego było już łącznie dwunastu.
Krótko przed 20 rozpoczyna się przeszukanie w redakcji "Wprost". Rzeczniczka warszawskiej Prokuratury Okręgowej Renata Mazur wyjaśnia, że zarządzono je w obliczu odmowy wydania dowodów przez "Wprost". Atmosfera gęstnieje. Do redakcji zjeżdżają się przedstawiciele innych mediów i kilku polityków. Wejście służb do siedziby tygodnika komentują politycy i dziennikarze, grzmiąc o zamachu na wolność słowa i skandalu.
Około 22 Majewski pisze na Twitterze, że prokurator każe siłą zabrać laptopa Latkowskiemu. Godzinę później, po tym jak z gabinetu Latkowskiego dobiegają odgłosy szamotaniny, zgromadzeni w redakcji dziennikarze i politycy wyważają drzwi. Zastają w środku Latkowskiego, który przyciska do piersi laptopa. Twierdzi, że został zaatakowany. "Funkcjonariusz ABW Czechowicz wyłamywał mi palce, przy asyście prokuratorów. Panie Seremet, na to pan pozwala?" - pyta Latkowski.
Tuż przed północą funkcjonariusze w pośpiechu wychodzą z redakcji - bez nagrań, bez laptopa Latkowskiego i bez... własnej czarnej teczki, którą przez nieuwagę w redakcji zostawił jeden z agentów.
Czwartek, 19 czerwca
Godzina 8. Rozpoczyna się konferencja prasowa Donalda Tuska, zwołana po nalocie ABW na "Wprost". - Jeśli mówię, że mój wpływ na działanie prokuratury jest żaden, to nie jest to wyraz słabości. Uznaliśmy wiele lat temu, że premier i rząd nie powinni mieć możliwości wpływania na pracę prokuratury. Chodzi o czystość reguł - podkreśla premier. Dodaje, że nie zamierza podawać się do dymisji, bo taśmy "Wprost" to efekt przestępstwa, jakim są nielegalne podsłuchy. - Być może ich intencją był właśnie upadek rządu. Wolę, żebyśmy to wyjaśnili do końca, a wtedy być może najlepszym rozwiązaniem będzie poddanie się ocenie wyborców - mówi Tusk.
Przed południem głos zabiera prezydent. Bronisław Komorowski stwierdza, że kryzysy są rzeczą naturalną, a do ich rozwiązywania należy podejść ze spokojem i zaufaniem do zasad demokratycznych. Zastrzega jednak, że jeśli okaże się to niewystarczające, trzeba odwołać się do mechanizmu wyborów.
Po południu konferencję prasową zwołuje Andrzej Seremet, prokurator generalny. Przekonuje, że działania służb i prokuratury we "Wprost" były zgodne z prawem. A na dowód wylicza przypadki interwencji służb w europejskich redakcjach, m.in. w siedzibie "The Guardian", "Daily Mirror" i "L’Equipe". Z jego słów wynika, że wedle prawa, jeśli ktoś dobrowolnie nie wyda dowodu w sprawie, może mu on zostać odebrany, a to zakłada użycie siły. Seremet podaje w wątpliwość zachowanie Latkowskiego, który początkowo chciał przekazać służbom nagranie, ale następnie - po konsultacji z kolegium redakcyjnym - zmienił zdanie i odmówił wykonania kopii.
Natychmiast po zakończeniu konferencji Seremeta wicenaczelny "Wprost" Marcin Dzierżanowski zarzuca mu kłamstwo. Twierdzi, że ABW chciała wydania nie jednego, lecz wszystkich nośników, na których znajdowały się nagrania rozmów polityków, to zaś mogłoby oznaczać zajęcie większości komputerów redakcyjnych. Majewski z kolei wyjaśnia na Twitterze, że to prokurator obecny w czasie akcji we "Wprost" po tajemniczym telefonie zmienił zdanie i zarządził odebranie Latkowskiemu komputera siłą. Redakcja zapowiada publikację nagrania, na którym widać, jak funkcjonariusze zaatakowali Latkowskiego.
Interwencję we "Wprost" potępia Helsińska Fundacja Praw Człowieka, krytycznie wypowiada się o niej również Naczelna Rada Adwokacka.
Wieczorem "Wprost" publikuje pełne nagranie rozmowy Marka Belki i Bartłomieja Sienkiewicza.
Menedżer restauracji "Sowa i Przyjaciele" zostaje zwolniony z aresztu.
Piątek, 20 czerwca
"Rzeczpospolita" donosi, że przesłuchiwany menedżer restauracji, w której podsłuchiwano polityków, obciążył w zeznaniach jednego z autorów tekstu, Piotra Nisztora. To on miał mu zlecić nagrywanie gości restauracji i przekazać sprzęt. Dziennikarz zaprzecza. Twierdzi, że oskarżenia są absurdalne, bo nie zna on Łukasza N. Zdaniem Nisztora zeznania mogły zostać złożone pod naciskiem.
Godzina 14. W prokuraturę uderza Ministerstwo Sprawiedliwości. - Zabrakło dostatecznego profesjonalizmu i roztropności, które zapewniłyby odpowiednią powściągliwość w podejmowanych czynnościach, pożądaną dbałość o zapewnienie odpowiedniej ochrony tajemnicy dziennikarskiej i jawności postępowania - stwierdza resort. Sam minister Marek Biernacki mówi zaś wprost: - Na szczęście nie doszło do wydania laptopa przez Sylwestra Latkowskiego. To, co działo się w redakcji tygodnika, porównuje do interwencji straży miejskiej. Wiceminister Michał Królikowski mówi zaś o blamażu prokuratury.
Niedługo potem swoją konferencję zwołuje Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga, która prowadzi sprawę. Wyrzuca ministerstwu, że swą opinię przygotowało bez pytania śledczych o ich wersję. Zaprzecza, jakoby prokurator chciał zabezpieczać wszystkie komputery w redakcji. - Chodziło o wszystkie nośniki z nagraniami przekazanymi redakcji - mówi Renata Mazur. Dodaje, że podjęto również próbę wykonania kopii binarnych, czyli klonów danych z laptopa. Oburza się również na podważanie przez resort sprawiedliwości statusu kancelarii tajnej, gdzie miał trafić laptop redaktora naczelnego lub dane z dysku. - Tam są przechowywane tajemnice państwowe - mówi. Zapowiada również ujawnienie nagrania wideo z wydarzeń w redakcji tygodnika.
Własne postępowanie wyjaśniające w sprawie zdarzeń we "Wprost" wszczyna ABW.
Sobota, 21 czerwca
Rano "Gazeta Wyborcza" ujawnia, że do redakcji "Wprost" w czwartek dotarły nowe nagrania rozmów m.in. Pawła Grasia, Jacka Rostowskiego, Radosława Sikorskiego i Włodzimierza Karpińskiego. Nagrania miały przyjść e-mailem, każde opatrzone innym pseudonimem.
Około godz. 10 w warszawskiej Prokuraturze Okręgowej pojawia się reprezentujący "Wprost" mecenas Jacek Kondracki. Zgodnie z deklaracją naczelnego tygodnika przynosi nagrania podsłuchanych rozmów. Nie wiadomo jednak, czy są to wyłącznie dwie opublikowane wcześniej rozmowy, czy też również to, co redakcja miała otrzymać w czwartek.
Po południu Paweł Majewski na Twitterze publikuje spisany fragment rozmowy Pawła Grasia, byłego rzecznika rządu, z Jackiem Krawcem, prezesem PKN Orlen. Krawiec chwali w niej ABW, z którą po zmianach "dużo lepiej się współpracuje". "Już nie ma szukania, chodzenia, knucia, szczucia". Graś odpowiada, że "ABW to taka solidna firma".
Wieczorem "Wprost" publikuje okładkę poniedziałkowego wydania tygodnika. Wynika z niej, że redakcja jest w posiadaniu rozmów nie tylko ministrów, o których pisała "Wyborcza", ale także: wiceministra skarbu Zdzisława Gawlika, Piotra Wawrzynowicza, niegdyś aktywnego działacza PO, asystenta Mirosława Drzewieckiego, a dziś biznesmena, oraz sekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska Stanisława Gawłowskiego.
Niedziela, 22 czerwca
W porannym programie Radia ZET Monika Olejnik odczytuje fragment stenogramu rozmowy Radosława Sikorskiego z Jackiem Rostowskim, w posiadanie której weszło "Wprost". Szef MSZ miał stwierdzić m.in., że "sojusz polsko-amerykański jest nic nie wart". Inny fragment to część rozmowy Andrzeja Parafianowicza ze Sławomirem Nowakiem. Były minister transportu miał przyznać, że przed wyborami prezydenckimi w 2005 roku PO spłaciła długi komitetu wyborczego Zbigniewa Religi w zamian za poparcie, jakiego udzielił on Donaldowi Tuskowi.
Skomentowania tych nagrań odmówił rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski. Wydanie komunikatu zapowiedziała za to rzeczniczka rządu Małgorzata Kidawa-Błońska.
Po godz. 11 Michał Lisiecki, wydawca "Wprost", publikuje na Twitterze informację, że nagrania dostarczył biznesmen. Nazwisko zna Latkowski.
Około południa na Twitterze Radosław Sikorski pisze: "Wprost kłamie" i zapewnia, że nigdy nie był w restauracji "Sowa i Przyjaciele". Szybko odpowiada mu Michał Majewski, informując, że rozmowa została nagrana w restauracji Amber Room. Niemal w tym samym momencie opublikowane zostają kolejne stenogramy, wedle których Radosław Sikorski mówił o obciążających Antoniego Macierewicza materiałach prokuratorskich. Padają słowa o "zaj...u PiS-u".
Po południu tygodnik "Do Rzeczy" publikuje fragment rozmowy prezesa PKN Orlen Jacka Krawca z ministrem skarbu Włodzimierzem Karpińskim i jego zastępcą Zdzisławem Gawlikiem. Krawiec miał w żartach sugerować, że po wygranych przez PO wyborach parlamentarnych w 2011 roku premier Donald Tusk miał się zgodzić na podniesienie cen benzyny do 7 zł.
"Wprost" ujawnia kolejny fragment rozmowy Krawca z Grasiem. Prezes Orlenu mówi m.in. o zaangażowaniu Jerzego Owsiaka w organizację obchodów rocznicy wyborów 4 czerwca 1989. Szef PKN Orlen wspomina o możliwości przegranej PO w wyborach: "Przyjdą te oszołomy, k... i zrobią tu, k..., kocioł taki, że wszyscy będą mieli... wiesz" - mówi.
Barbara Sowa
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu