Atak na Sikorskiego
Biuro Bezpieczeństwa Narodowego obarcza szefa MSZ winą za śmierć Polaka. Rząd twierdzi, że to element kampanii PiS
Prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego oskarża MSZ o pokpienie sprawy porwania polskiego inżyniera w Pakistanie. Wczoraj BBN opublikowało opracowanie, w którym wytyka rządowi błędy popełnione w sprawie zamordowanego przez talibów geologa Piotra Stańczaka.
Dokument ma kilkanaście stron i oparty jest o ogólnodostępne publikacje, głównie prasowe. Jego autor to Lucjan Bełza, który kieruje w BBN Departamentem Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Według naszych ustaleń Departament Bezpieczeństwa Międzynarodowego nie brał udziału w powstaniu tego raportu. Również eksperci, o których mowa w dokumencie, o jego istnieniu dowiedzieli się z prasy.
- Nikt z BBN, MSZ ani żadnych służb nie konsultował ze mną sprawy porwania Polaka w Pakistanie, ja udzielałem jedynie wypowiedzi w prasie na ten temat - mówi "Polsce" prof. Janusz Danecki, arabista, na którego opinię powołują się autorzy raportu BBN, zarzucając rządowi kompletny brak orientacji w zwyczajach porywaczy Stańczaka. Publikacja wywołała natychmiastową reakcję polityków PO. Głos zabrał minister Radosław Sikorski. Szef MSZ, którego BBN wymienia jako głównego odpowiedzialnego za porażkę w sprawie Stańczaka, zarzucił BBN wykorzystywanie tragedii Polaka dla potrzeb kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Wtórują mu partyjni koledzy. - Wątpliwości można było zgłaszać bezpośrednio rządowi, a nie formułować je publicznie, i to na dwa dni przed końcem kampanii wyborczej - powiedział naszej gazecie były minister spraw wewnętrznych Marek Biernacki.
Tymczasem politycy niezwiązani z koalicją rządzącą przyznają, że choć moment publikacji dokumentu został wybrany bardzo niefortunnie, to jednak raport BBN stawia uzasadnione pytania o sprawność polskiej dyplomacji.
- Faktem jest, że w ciągu kilku miesięcy sprawą porwania zajmowało się kolejno czterech zastępców szefa MSZ - mówi Janusz Zemke (SLD), członek Sejmowej Komisji do spraw Służb Specjalnych.
Wśród nadzorujących sprawę Stańczaka dyplomatów tylko wiceminister Jacek Najder, były ambasador w Afganistanie, miał doświadczenie z pracy w Azji. Tyle że Najder przejął sprawę porwanego w ostatniej fazie, gdy niewiele można było już zrobić.
Opracowanie BBN wylicza także inne wątpliwości, zarzucając premierowi Tuskowi, że wykluczając publicznie możliwość zapłacenia okupu za Polaka, przekreślił szansę na dogadanie się z talibami. W tym samym czasie, gdy zginął Stańczak, rządy USA i Chin, których obywatele również zostali porwani w Pakistanie, dogadały się z porywaczami. W zamian za ich uwolnienie Pakistan zgodził się zwolnić setki przetrzymywanych w więzieniach talibów.
Mowa jest także o kompletnym zaniedbaniu dyplomatycznych nacisków na władze Pakistanu, o czym ma świadczyć fakt, że tuż przed śmiercią Polaka armia pakistańska rozpoczęła ofensywę na przetrzymujących go talibów. Miało to przypieczętować jego los.
Polacy powinni znać prawdę
Czy opracowanie BBN to element kampanii do europarlamentu?
Prace nad tym dokumentem trwały dwa i pół tygodnia od publikacji raportu MSZ. Równie dobrze można powiedzieć, że tamten raport też był elementem kampanii wyborczej, tylko że pokazywał, jaki świetny jest rząd.
To jaki jest cel raportu?
Chodzi o wyciągnięcie właściwych konkluzji z tragedii Stańczaka. Mówimy m.in. o braku koordynacji, braku ośrodka decyzyjnego, niewłaściwej wypowiedzi premiera Tuska po to, by w przyszłości nie popełniać takich błędów.
Tylko po co to upubliczniać?
A po co MSZ publikował swój raport? Mógł przecież przekazać go do odpowiednich instytucji, m.in. do BBN, i wtedy my byśmy odpowiedzieli w ten sam sposób. Skoro obywatele mają prawo do zapoznania się z optymistycznym raportem MSZ, to mają także prawo dowiedzieć się, że nie wszystko było w porządku.
To może odtajnić materiały związane z porwaniem?
Byłbym tu bardzo ostrożny - w grę wchodzą sprawy związane z funkcjonowaniem służb specjalnych.
Komentując Państwa opracowanie, szef MSZ stwierdził, że Pan - tu cytuję - "dość krwi już spowodował".
Takie wypowiedzi nie przybliżają nas do wyciągnięcia wniosków na przyszłość. Czekamy na merytoryczną odpowiedź MSZ, a nie nacechowane emocjami inwektywy.
Jakub Mielnik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu