Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Jeśli władza musi ćwierkać, powinna to robić dobrze

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Rządzący mają czasami kłopot z zachowaniem granic w sieci. Zdarza się im mieszać sprawy prywatne ze służbowymi czy wdawać się w słowne potyczki z internautami, które mogą naruszać ich dobra osobiste

W przeciwieństwie do urzędników służby cywilnej wysocy funkcjonariusze państwa, np. ministrowie i wiceministrowie, nie mają ograniczeń ani w funkcjonowaniu na portalach społecznościowych czy Twitterze, ani też w publicznym wyrażaniu poglądów i komentowaniu wydarzeń w kraju czy opinii innych internautów. Z uwagi jednak na pełnione funkcje publiczne powinni zachować daleko posuniętą ostrożność przy podawaniu informacji do publicznej wiadomości - sugerują eksperci.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

- Nie mamy pełnej wiedzy, w jaki sposób podmioty zarządzające serwisami społecznościowymi gwarantują bezpieczeństwo wymiany informacji. Oprócz tego istnieje ryzyko podszycia się pod konkretną osobę publiczną i chociaż krótkotrwałego wprowadzania w błąd odbiorców informacji, co może wywołać dezorientację opinii publicznej, ale w skrajnych przypadkach stanowić zagrożenie dla interesu publicznego. Minimum staranności to właściwa kontrola nad dostępem do własnego konta użytkownika - podkreśla dr Grzegorz Sibiga z Instytutu Nauk Prawnych PAN. - Warto, aby osoby pełniące funkcje publiczne uczestniczyły w debacie publicznej, a jedną z jej form przecież stały się serwisy społecznościowe, ale ten sposób komunikacji nie może zastępować urzędowego publikowania informacji publicznych w sieci - dodaje.

Zdaniem dr. Sibigi, we władzach publicznych w Polsce nie wypracowano jednolitych zasad korzystania z serwisów społecznościowych, a np. istotne pozostaje, do czego ma służyć profil: prezentowania prywatnych opinii ministra czy wyjaśniania stanowisk resortu, którym kieruje, a to powinno być wyraźnie rozróżnione.

To, że taka potrzeba faktycznie istnieje, potwierdza przykład ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.

- Na Twitterze jestem jednym z obserwatorów ministra Sikorskiego. Śledzę jego tweety, bo lubię czytać newsy. Dlatego zauważyłem, że pan minister często miesza tam sprawy prywatne, jak chociażby polecanie internautom książki kucharskiej jego żony, ze sprawami międzynarodowymi, czasami wywołując poruszenie - napisał do naszej redakcji Marcin z Warszawy.

Resort odpowiada

A jak to wygląda z perspektywy Ministerstwa Spraw Zagranicznych?

"Konto Twitter ministra Radosława Sikorskiego jest jego kontem osobistym od lutego 2010 r. Z racji sprawowanej przez niego funkcji ministra spraw zagranicznych RP informuje on na tym koncie również o swych działaniach jako minister. Konto będzie działało również wtedy, gdy minister Sikorski odejdzie z obecnego stanowiska. Funkcjonuje również konto @ MSZ_RP, które powstało w lipcu 2011 roku. Na nim publikowane są oficjalne stanowiska ministerstwa. Jego angielskojęzyczna wersja to @PolandMFA" - poinformowało nas biuro prasowe MSZ w odpowiedzi na nasze pytania.

Niestety nie otrzymaliśmy odpowiedzi z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów na pytania o to, czy i jakie procedury oraz zabezpieczenia autentyczności informacji podawanych przez przedstawicieli władzy są stosowane w administracji publicznej.

Minister może się pogniewać

Obecność na portalach społecznościowych i Twitterze oraz wchodzenie w dyskusje z innymi użytkownikami może mieć czasami negatywne skutki w postaci nieprzychylnych komentarzy, które mogą dotknąć funkcjonariusza publicznego. I tak jak w realnym świecie, ma on zresztą prawo poczuć się obrażony.

- W internecie obowiązuje ta sama zasada, co w świecie realnym: można krytykować, ale nie obrażać. Minister czy inny funkcjonariusz publiczny ma więc prawo poczuć się obrażony konkretnym wpisem i wystąpić na drogę sądową przeciwko osobie naruszającej jego dobra osobiste - mówi prof. dr hab. Ryszard Markiewicz, radca prawny, wspólnik - założyciel i partner w kancelarii Markiewicz & Sroczyński. Jak podkreśla, mimo że niebezpieczeństwo nadużyć i podszycia się pod inną osobę na portalach społecznościowych czy na Twitterze jest dużo większe niż w realnym świecie, bo np. wysłanie spreparowanego komunikatu do prasy, który szokuje swoją treścią, zawsze może zostać udaremnione z uwagi na to, że media papierowe weryfikują takie informacje, to jest przeciwny tworzeniu przepisów, które uregulują tę nową rzeczywistość Twittera. - Postawiłbym raczej na zdrowy rozsądek - dodaje prof. dr hab. Ryszard Markiewicz.

OPINIA EKSPERTA

@RY1@i02/2014/014/i02.2014.014.08800040a.802.jpg@RY2@

Dr Arwid Mednis radca prawny, partner w kancelarii Wierzbowski Eversheds, Wydział Prawa i Administracji UW

Poza kilkoma pozytywnymi przykładami samorządowców, politycy w Polsce niestety nie potrafią korzystać z mediów społecznościowych i Twittera. Wykorzystują je wyłącznie do działalności marketingowej i promocji własnej osoby. Daleko im chociażby do byłego burmistrza Nowego Yorku Michaela Bloomberga, który na Twitterze przekazywał informacje wyłącznie dotyczące miasta i mieszkańców. Politykom nie można zabronić posiadania osobistego konta na Twitterze czy portalach społecznościowych. Podobnie zresztą jak nie można im zakazać podawania na nich różnych informacji, nawet takich, które mogą zachwiać rynkami finansowymi, chociaż oczywiście może tu wchodzić w grę odpowiedzialność za skutki podania informacji. Konieczne jest jednak zapewnienie bezpieczeństwa korzystania z portali społecznościowych przez polityków i członków rządu oraz wskazanie osoby upoważnionej do dokonywania oficjalnych wpisów w imieniu danego organu administracji publicznej. Wszystko po to, aby uniknąć przypadków, które miały miejsce w przeszłości, a mianowicie przejęcia czyjegoś profilu na portalu społecznościowym lub wykorzystywanie oficjalnego profilu czy konta urzędu do prezentowania stanowiska czy opinii, które nie są oficjalnym stanowiskiem urzędu.

Grażyna J. Leśniak

grazyna.lesniak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.