Mit niemieckiej deglomeracji
W icepremier Jarosław Gowin proponuje w Polsce deglomerację, mającą polegać na rozproszeniu urzędów z Warszawy i stolic województw po kraju. Efektem miałoby być zatrzymanie wyludniania się małych miast. Jednak w Niemczech, gdzie wiele urzędów zlokalizowano poza dużymi miastami, tak się nie stało.
Berlin po II wojnie światowej stał się „wyspą” otoczoną przez komunistyczne Niemcy Wschodnie. W sytuacji odcięcia Berlina parlament zdecydował o tymczasowym przeniesieniu stolicy do zaledwie 150-tysięcznego ówcześnie Bonn. Popularna legenda głosi, że Niemcy przenieśli stolicę do Bonn, bo to okolice Konrada Adenauera – pierwszego powojennego kanclerza, który wraz z ministrem gospodarki Ludwigiem Erhardem wprowadził Niemcy na ścieżkę liberalnych reform i cudu gospodarczego. Przeniesienie stolicy do Bonn zamiast do Frankfurtu wydającego się wtedy oczywistym wyborem miało podkreślić tymczasowość i sztuczność podziału Niemiec na Wschód i Zachód. Liczne stacjonujące we Frankfurcie oddziały amerykańskie były postrzegane jako zagrożenie dla niezależności nowego państwa niemieckiego.
Bonn było małym miastem z ograniczonym potencjałem, więc sektor prywatny, który także wyprowadzał się z Berlina, nie podążył za urzędnikami. Branża bankowa przeniosła się do Frankfurtu, ubezpieczenia i przetwórstwo przemysłowe do Monachium, a przemysł wydawniczy do Hamburga. Dzisiaj Berlin pozostaje niemal dwukrotnie biedniejszy niż Monachium i zajmuje dopiero 11. miejsce pod względem PKB per capita wśród niemieckich metropolii o populacji 1 mln i więcej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.