Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Wygrywać bitwy na przegranej wojnie

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

D o tego, że obecna ekipa rządząca ma niełatwe relacje z Komisją Europejską, wszyscy zdążyliśmy przywyknąć. Zaczęło się niemal natychmiast, gdy PiS przejął władzę. Od tego czasu z różnym natężeniem wybuchają kolejne konflikty z Brukselą. Wymiar sprawiedliwości i prawo rządność czy wycinka Puszczy Białowieskiej sprawiły, że znaleźliśmy się na cenzurowanym. Pomysłowość i inwencja rządu w sprawie cen energii za chwilę znów mogą się skończyć tym, że nagłówki gazet będą krzyczały o zablokowaniu ustawy, która miała uchronić suwerena przed wyższymi rachunkami za prąd.

Uchronić przed tym, co i tak nieuchronne, ale w roku wyborczym dodatkowo politycznie niebezpieczne. Jeśli PiS tego nie wiedział, to pewnie obserwacja paryskich ulic i protestu „żółtych kamizelek”, dla którego punktem zapalnym był wzrost cen paliw, uświadomiły mu potencjalny rozwój wypadków. Jeśli więc KE zablokuje ustawę zamrażającą ceny energii à la PiS, podobnie jak to miało miejsce przy podatku od hipermarketów, jej wejście w życie trzeba będzie odłożyć. Jeśli zdecydujemy się na skargę do TSUE, to przed jego rozstrzygnięciem też nie stanie się ona obowiązującym prawem. Suweren dostanie więc po kieszeni, a dla rządu kolejna potyczka z Brukselą będzie przegrana.

Cała ta wojna, którą toczymy z KE, jest nie do wygrania. Co nie znaczy, że PiS nie zwycięży w ważnych, a nawet symbolicznych bitwach, które pozwolą mu odnieść sukcesy tam, gdzie toczy się dla tej partii prawdziwa batalia, czyli w wyborach do Parlamentu Europejskiego czy późniejszych do Sejmu i Senatu. Z rozmów z politykami partii rządzącej można wywnioskować, że chociaż lepiej byłoby nie napotkać przeszkód dla ustawy o cenach energii, to nawet jeśli KE rzuci rządowi kłody, łatwo będzie zmienić wektor społecznej złości i skierować go w stronę Brukseli.

Zgodnie z zasadą: my chcieliśmy was bronić przed spekulantami z rynku, których niecne postępki prowadzą do wyższych rachunków, ale nie pozwoliła nam koleżanka Fransa Timmermansa. Tak, tego samego, który nie pozwala rozprawić się z nadzwyczajną kastą. Na europejskie wybory jak znalazł, bo takie ustawienie ról pozwala PiS zbudować kampanię pod hasłem „Wybierzcie polityków, którzy będą bronili waszego interesu w Brukseli, nie klękają przed KE i jeśli będą tworzyć jej kolejny skład, to znajdą ludzi z lepszym słuchem społecznym i wrażliwością”. PiS liczy jednak przede wszystkim na zmianę postrzegania kontrowersyjnej ustawy. Zmiana cen energii nie ogranicza się do Polski.

– KE widzi „żółte kamizelki” we Francji i pewnie będzie brała na to poprawkę – mówi nam osoba związana z PiS, znająca nastroje w Brukseli i kulisy polityki energetycznej. Francuskie protesty pokazały Brukseli konkretne koszty polityki klimatycznej, bo ich źródłem była podwyżka akcyzy na paliwo. To, co się stało w Paryżu, oznacza możliwą utratę poparcia przez partie zaliczane do mainstreamu w wielu krajach i wzrost popularności ugrupowań eurosceptycznych. PiS liczy, że właśnie z tych powodów KE będzie bardziej podatna na tłumaczenia o konieczności łagodzenia społecznych skutków wzrostów cen. Tym bardziej że nie można wykluczyć, iż w podobnych sprawach za chwilę do KE będą pukać rządy innych państw. ©

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.