Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Infrastruktura

Transport schodzi pod ziemię

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Wydamy miliardy na tunele. Czy wystarczy na ich utrzymanie? Eksperci przestrzegają, by w każdym przypadku dokładnie sprawdzić, czy takie kosztowne inwestycje mają uzasadnienie

Polska może pozazdrościć liczby tuneli drogowych Austrii czy Włochom. Mamy ich kilka w miastach, ale poza nimi jest tylko jeden znaczący. To obiekt o długości 680 m w miejscowości Laliki w Beskidzie Żywieckim na prowadzącej w stronę granicy ze Słowacją trasie S1. Do 2025 r. takich podziemnych przejazdów powstanie jednak całkiem sporo. Rząd szykuje je m.in. na trasie Via Carpatia, czyli ekspresowej drodze S19, która ma ożywić wschodnie województwa, a w przyszłości połączyć kraje nadbałtyckie z portami w Grecji, Rumunii czy Bułgarii. Między Rzeszowem a granicą ze Słowacją w Barwinku zaplanowano aż cztery dość długie tunele (od 1,2 do 2 km). Wykonawcę najdłuższego z nich Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ma wskazać w ciągu kilku tygodni. Ogromną chrapkę na zlecenie ma firma China Harbour Engineering Company, która w przetargu złożyła najniższą ofertę. Za realizację 10-kilometrowego odcinka na południe od Rzeszowa, którego elementem będzie dwukilometrowy tunel, chce 1,2 mld zł. Oferta zaskoczyła branżę, bo jest aż o 1 mld zł niższa od kolejnej propozycji, którą złożył Mostostal Warszawa. Najdroższa oferta (firmy Porr) wyniosła aż 3,2 mld zł. Propozycja Chińczyków była też o pół miliarda złotych niższa niż kosztorys drogowców. W efekcie urzędnicy najpewniej uznają cenę za rażąco niską i odrzucą ofertę Chińczyków. W GDDKiA przyznają, że po niedawnej nowelizacji ustawy o zamówieniach publicznych wyeliminowanie tak taniej oferty będzie łatwiejsze niż dotychczas. Prawo nakazuje teraz bardzo dokładne prześwietlenie propozycji, która zakłada cenę poniżej 70 proc. kosztorysu.

W czasie wczorajszej debaty o tunelach zorganizowanej przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR wicedyrektor GDDKiA Marcin Nowacki przyznał, że zbyt niskie oferty to w ostatnich latach był spory problem. Firmy startowały w przetargach z cenami, które stanowiły ok. 60 proc. kosztorysu, a później przychodziły do drogowej dyrekcji z prośbami o dopłaty sięgające kilkuset milionów złotych. Tłumaczyły to nieoczekiwanym wzrostem cen materiałów. Kiedy drogowcy próbowali odrzucać tak niskie oferty, firmy szły ze skargą do Krajowej Izby Odwoławczej i nierzadko udawało im się wygrać i zdobywać kontrakt.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.