Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Kolejarzom nie po drodze z samorządami

26 czerwca 2018

INFRASTRUKTURA Przejazdy znikają pomimo sprzeciwu gmin. PKP twierdzi, że nie ma wyboru i musi je zamykać, bo urzędnicy nie kwapią się do współpracy

Teoretycznie jest szansa utrzymania przejazdów przeznaczonych do likwidacji. Jeśli właścicielem drogi jest gmina, powinna nadać jej status publicznej. Wówczas przejazd pozostanie przy kategorii D, ale tym samym samorząd automatycznie zobowiąże się do zapewnienia mu odpowiedniego standardu, a dodatkowo weźmie na siebie koszt utrzymania całej drogi. Jeśli ma ona pozostać niepubliczna, przejazd musi mieć rogatki stale zamknięte, otwierane tylko w razie potrzeby (w niektórych miejscach po telefonicznej konsultacji z dyżurnym ruchu). Musi mieć też jasno określonego użytkownika, który będzie o niego dbał w ramach umowy z PLK.

Samorządowcy prognozują, że choć w ministerialnym rozporządzeniu, na które powołują się PKP, jest mowa o bezpieczeństwie, efekt może być zgoła odwrotny. Ze względu na skromne budżety wielu biedniejszych samorządów nie zechcą one wziąć na siebie kosztów utrzymania dodatkowych kilometrów nowych dróg publicznych. - Często gmina jest przedzielona linią kolejową na pół. Masowe zamykanie przejazdów spowoduje nie tylko obniżenie bezpieczeństwa, ale i komfortu życia mieszkańców. Można się spodziewać, że część z nich i tak będzie korzystać z nieczynnych przejazdów, by skrócić sobie drogę. Efekt będzie odwrotny do zamierzonego - przestrzega prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz.

Kolej przypomina paragraf 81 rozporządzenia, według którego w celu ostrzeżenia użytkowników dróg, że zbliżają się do przejazdu, zarządca drogi musi ustawić znaki. PKP PLK umieszcza jedynie krzyż św. Andrzeja i ewentualnie tabliczkę informacyjną, jeśli nad torem jest sieć trakcyjna. To dodatkowy obowiązek i koszt, więc chętnych do sprostania warunkom postawionym przez kolejarzy brakuje. Coraz więcej samorządów dołącza do chóru protestujących przeciwko zmianom. Lokalni włodarze twierdzą, że PKP próbuje bezprawnie przerzucić na ich barki obowiązek pokrycia kosztów remontów. I przypominają, że ustawa o drogach publicznych stanowi, że budowa, przebudowa, remont, utrzymanie i ochrona przejazdów należy do zarządu kolei.

"Omawiane przejazdy niejednokrotnie stanowią jedyną lub najkrótszą drogę umożliwiającą komunikację z polami uprawnymi, szpitalami czy komendami straży pożarnej. Przerwanie tego kanału komunikacyjnego spowoduje, że mieszkańcy, karetki pogotowia czy wozy bojowe straży pożarnej, aby dojechać do niektórych części gmin, będą zmuszone pokonać o wiele większą odległość, co nie tylko drastycznie zakłóci funkcjonowanie lokalnych społeczności, ale też może stanowić poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa mieszkańców, jak również ich życia i zdrowia" - przestrzega Zrzeszenie Gmin Województwa Lubuskiego. Przyjęte przez organizację stanowisko trafiło na biurko premier Beaty Szydło.

- Wprowadzanie większych prędkości rozkładowych pociągów powoduje, że skutki potencjalnych kolizji mogą być tragiczne. Samorząd może ograniczyć liczbę przejazdów, pozostawiając tylko te, które gwarantują odpowiedni poziom bezpieczeństwa. Urzędy gmin nie podejmują jednak chętnie współpracy w celu wspólnego utrzymania nawierzchni dróg kołowych. Zdarza się, że na drogach brak jest nawet znaków informujących o zbliżaniu się do przejazdu - replikuje rzecznik PKP PLK Mirosław Siemieniec.

Problem jest ogólnopolski. Jak podaje zarządca torów, od wejścia w życie rozporządzenia liczba przejazdów zmalała o 503. To także efekt budowy przejść bezkolizyjnych i wiaduktów drogowych - zastrzegają PKP PLK.

Spółka zarządza ponad 14,8 tys. przejazdów, z czego 6,8 tys. jest w kategorii D, a ponad 700 - F (ta pierwsza liczba zapewne znacząco się zmniejszy w wyniku przekwalifikowania albo zamknięć; druga może wzrosnąć). Jeszcze niedawno przejazd kolejowy wypadał w Polsce średnio co 1,2 km torów, co było jednym z wyższych wskaźników w UE. Teraz jest to średnio 1,5 km, a będzie więcej, bo proces likwidacji trwa. Rozporządzenie wymaga od PLK uporządkowania sytuacji do października 2020 r.

W 2016 r. doszło do 103 wypadków i kolizji na torach, w których zginęło 31 osób, a 23 zostały ranne. Na przejazdach zamykanych na stałe (czyli kategorii F) w tym roku nikt nie zginął. W zeszłym śmierć poniosło dwóch pieszych. Najgłośniejszy wypadek ostatnich lat na niestrzeżonym przejeździe kategorii D zdarzył się w 2014 r. w miejscowości Pniewite w woj. kujawsko-pomorskim. Pod pociąg wjechała samochodem czteroosobowa rodzina; trzyletnia dziewczynka i siedmioletni chłopiec zginęli na miejscu. Państwowa Komisja Badania Wypadków Kolejowych miała potem liczne zastrzeżenia do zarządcy torów i mniejsze do zarządcy drogi. To m.in. tamten wypadek stał się impulsem do porządkowania sytuacji na przejazdach.

@RY1@i02/2016/158/i02.2016.158.000000200.801.jpg@RY2@

Jarosław Kubalski/Agencja Gazeta

Od początku roku na torach doszło do 103 wypadków i kolizji. Zginęło w nich 31 osób

Konrad Majszyk

Tomasz Żółciak

dgp@infor.pl

Po co Pesie nowy Elf? Wiemy, w czym firmie pomoże nowy pociąg. Czytaj na

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.