Szczepienia to nie wycieczka do teatru
We wrześniu MEiN zaplanowało dodatkową akcję szczepień dla uczniów. Mają w nią zostać zaangażowane szkoły. Dyrektorzy nie mówią „nie”, ale nie chcą też brać za nią odpowiedzialności
Ze wstępnych wytycznych rządu wynika, że dyrektorzy mają nie tylko zostać zaangażowani w zbieranie kwestionariuszy od rodziców, ale też działania informacyjne czy przeprowadzenie samej akcji. Przynajmniej tak to rozumieją przedstawiciele szkół i mają wiele zastrzeżeń. – Do tej pory szczepione były dzieci 16–18 lat i od początku do końca była to decyzja rodziców, wszystko odbywało się poza naszym udziałem – mówi Małgorzata Targosz, dyrektor I LO w Kędzierzynie-Koźlu. Jej zdaniem tak powinno zostać. Podobne głosy słychać w innych placówkach. – Nie zgodzę się na szczepienie bez opiekuna. Nie chcę brać odpowiedzialności w sytuacji, gdy coś się wydarzy – tłumaczy Ryszard Sikora, dyrektor krakowskiej podstawówki. Nasi rozmówcy sygnalizują też inne trudności. Co w sytuacji, gdy szczepienia będą wykonywane we wskazanej przychodni? Czy nauczyciel będzie szedł do niej z gromadką dzieci i rodziców? Co ze szkołami wiejskimi, gdzie do najbliższego punktu jest daleko? Można wykorzystać do tego szkolny gabinet, ale w większości pielęgniarka jest tylko kilka godzin w tygodniu. – Nie wyobrażam sobie, by nauczyciele, w roli eskorty, prowadzili dzieci do punktów szczepień. To nie jest wycieczka do teatru. Nie mamy nawet prawa podania dzieciom tabletki na wycieczce, a co dopiero szczepienia. Przy nich musi być rodzic. A skoro tak, to jaki miałby być w tym udział pedagogów? – zastanawia się Dariusz Zalewski, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Kartuzach.
Kolejna sprawa, która budzi emocje, to akcja informacyjna na terenie szkół. Dyrektorzy podchodzą do niej sceptycznie. – Nikt nie zna długofalowych skutków szczepień, szczególnie u dzieci 12–15 lat, których rejestracja niedawno ruszyła. Nie mogę więc w jakikolwiek sposób zachęcać rodziców. Sami muszą rozważyć, co jest lepsze dla ich dziecka – ocenia Małgorzata Targosz. Z drugiej strony słychać głosy, że mogą być problemy z prowadzeniem akcji edukacyjnej, bo opór jest po stronie samych rodziców. – Jesteśmy w stanie zorganizować zebranie z rodzicami nawet w pierwszym tygodniu nauki – mówi Michał Wilniewczyc, dyrektor Zespołu Szkół nr 2 w Aleksandrowie Kujawskim, dodając, że przeszkodą może okazać się nie logistyka, a właśnie niechęć do samych szczepień. On sam mówi, że jest ich zwolennikiem, ale z rozeznania nauczycieli wynika, że gotowość zaszczepienia deklaruje mniej niż połowa uczniów. – Mamy też klasę, w której na razie taką chęć wyraziła jedna osoba – podkreśla.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.