AI to cyfrowe supermoce, a nie technologiczna moda
Sztuczna inteligencja nie jest technologią sezonową, która przeminie po roku czy dwóch. Ma szansę zredefiniować codzienność nauczycieli, dając im narzędzia do automatyzacji rutyny i pozwalając skupić się na tym, co w edukacji najważniejsze – na relacji z uczniem i personalizacji nauczania – mówi Łukasz Foks, dyrektor zespołu Microsoft Elevate Skills w polskim oddziale Microsoftu.
MEN zapowiada wprowadzanie sztucznej inteligencji i nowych technologii do szkół. Czy te plany są wystarczająco ambitne, byśmy mogli mówić o realnej rewolucji w nauczaniu?
Trzeba pamiętać, że AI jako technologia potrzebuje konkretnych fundamentów. Inwestycje w laboratoria AI, o których słyszymy od resortu, to krok w bardzo dobrym kierunku, ponieważ nauczyciel czy nauczycielka muszą mieć infrastrukturę, na której będą mogli eksperymentować z tą technologią i sprawdzać jej możliwości w praktyce. Jednak, aby ta rewolucja nie była tylko niszowym zjawiskiem w kilku wybranych placówkach, inwestycja musi być masowa. Nie możemy mówić o komputerach dla tysiąca szkół, ale o systemowym wsparciu dla całej infrastruktury edukacyjnej w Polsce. Tylko wtedy nauczyciele z mniejszych gmin i powiatów, a nie tylko z wielkich metropolii, będą mieli szansę się zapoznać z tymi narzędziami. Bez powszechnego dostępu do nowoczesnych urządzeń, które te możliwości obsługują, teoria pozostanie tylko teorią.
Wspomniał pan o nauczycielach. Czy to oni są dzisiaj najważniejszym ogniwem w tym procesie? Czy może jednak cała uwaga powinna być skupiona na uczniach, którzy i tak świetnie sobie radzą z nowinkami?
Zdecydowanie uważam, że w pierwszej kolejności powinniśmy się skupić na nauczycielach. Uczniowie sami wprowadzają technologię do swojego życia – dla nich jest to środowisko naturalne. Nauczyciel natomiast jest ekspertem w swojej dziedzinie, często z wieloletnim stażem, i to jemu musimy pokazać, jak wpisać narzędzia AI do swojej agendy. Niektórzy obawiają się, że sztuczna inteligencja zastąpi człowieka. Moim zdaniem technologia ta ma szansę stać się wiatrem w skrzydłach nauczycieli. Pomoże im przygotować lekcje, które będą ciekawsze, bardziej aktualne i mocniej osadzone w nauce. Musimy dać tym ludziom cyfrowe supermoce, aby mogli mądrze tłumaczyć młodym plusy i minusy technologii.
Jakie konkretnie supermoce może zyskać nauczyciel dzięki sztucznej inteligencji w swojej codziennej pracy?
Zacznijmy od tego, co nazywam biegłością AI. To uniwersalny zestaw umiejętności, który pozwala zrozumieć, że algorytm nie jest remedium na wszystko, ale narzędziem wspierającym. W praktyce AI może przejąć rutynowe, powtarzalne zadania, których w zawodzie nauczyciela jest mnóstwo. Przygotowanie materiałów do lekcji, odświeżenie źródeł sprzed kilku lat czy wygenerowanie unikalnego quizu – to wszystko można zrobić szybciej. AI podpowiada pewną propozycję, a nauczyciel niczym jubiler szlifuje ten diament, nadając mu ostateczny kształt. Kolejnym obszarem jest personalizacja. Proszę sobie wyobrazić matematyka, który dzięki AI generuje unikalną kartkówkę dla każdego ucznia, a potem na podstawie bezpiecznej telemetrii i sygnałów zwrotnych widzi, kto potrzebuje dodatkowych zajęć albo który dział sprawił klasie największy problem. To pozwala na niemal indywidualną pracę z uczniem, co przy dzisiejszym obciążeniu nauczycieli wydaje się wręcz nieosiągalne, a dzięki automatyzacji staje się możliwe.
A co z perspektywą ucznia? Czy AI w szkole to dla nich tylko ułatwienie w odrabianiu lekcji, czy coś więcej?
W Microsofcie chcemy do tego podchodzić mądrze. Nie chodzi o to, by uczeń, rozmawiając z algorytmem, otrzymywał gotową odpowiedź. Ideałem jest sytuacja, w której algorytm zamiast podawać rozwiązanie, zadaje uczniowi kolejne pytania, naprowadza go i pełni funkcję cyfrowego kompasu. Dzięki temu młody człowiek musi się zmierzyć z tematem, samodzielnie dojść do wniosków, a technologia jedynie wskazuje kierunek. Jeśli nauczyciel będzie korzystał z AI do tworzenia lepszych, bardziej angażujących treści, to ogólny poziom wiedzy w danej dziedzinie po prostu wzrośnie. Ale warunek jest jeden – to nauczyciel weryfikuje i sprawdza to, co podaje algorytm.
Wspomniał pan o bezpieczeństwie i weryfikacji. Na rynku jest dostępnych mnóstwo narzędzi AI. Czy wybór konkretnego rozwiązania ma znaczenie?
To kluczowa kwestia. „AI AI-owi nie jest równy”. Dziś każdy może pobrać aplikację na telefon, ale nie każdy twórca ma dobre intencje. Musimy patrzeć na technologię z pewnym dystansem. Warto sprawdzać, czy dany dostawca wykorzystuje nasze dane do trenowania modeli publicznych, jakie ma zasady prywatności i czy personalizacja nie odbywa się kosztem naszego bezpieczeństwa. Zanim uczeń czy nauczyciel wrzuci do aplikacji zdjęcie lub dane, powinien wiedzieć, komu je powierza, i zadać sobie pytanie, czy ma zaufanie do wybranego rozwiązania.
Jak w takim razie Microsoft buduje to zaufanie w kontekście narzędzi wykorzystywanych w edukacji?
Sztuczna inteligencja w naszej technologii jest wszechobecna – od Microsoft 365 po Copilota, który realnie wspiera nauczycieli w operacjonalizacji ich misji. Stosujemy wewnętrzne audyty i używamy algorytmów do sprawdzania innych algorytmów. Odgrywają one rolę cyfrowego policjanta, który pilnuje, by wygenerowane treści, np. zdjęcia do sprawdzianu, nie były błędne, szkodliwe czy promujące agresję. Wszystko, co się dzieje podczas cyfrowej lekcji, musi pozostać prywatne. Jak mówi jeden z naszych twórców, Copilot ma być najbezpieczniejszym asystentem AI na rynku. To nasza misja, którą zaszywamy pod każdym przyciskiem w naszych aplikacjach. Chcemy, by technologia była osadzona w nauce i bezpieczna dla każdego użytkownika.
Rozmawiała Patrycja Otto
Partnerzy projektu:
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu