Trzeba odmłodzić kadrę uczelni
Profesorowie nie będą mogli przechodzić w stan spoczynku - taką decyzję podjęła minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka. To rozwiązanie miało być receptą na odmłodzenie kadr na uczelniach. Profesor w stanie spoczynku miał dostawać dodatek do emerytury, tak by wynosiła ona 75 proc. jego przeciętnego wynagrodzenia (teraz jest to 30 - 40 proc.). W zamian nie mógłby jednak prowadzić zajęć dydaktycznych i zajmować stanowisk w instytucjach naukowych czy na uczelniach. Obecnie wielu profesorów do emerytury dorabia wykładami, często pracując na kilku uczelniach.
ROZMOWA
ARTUR GRABEK:
FRANCISZEK ZIEJKA*:
To dla mnie zaskoczenie, zupełnie nie rozumiem decyzji pani minister Kudryckiej. W końcu to ona od dwóch lat powtarzała, że takie rozwiązanie wejdzie w życie, i nagle się z tego wycofuje. Przypuszczam, że powody są co najmniej dwa. Jest sprawa kryzysu ekonomicznego, ale to chyba nie jest powód najważniejszy.
Kwestia stanowiska właścicieli i władz uczelni niepublicznych. Zapis o przechodzeniu w stan spoczynku przewidywał, że profesorowie, którzy skończyliby 70 lat i zdecydowaliby się przejść w stan spoczynku, nie będą mogli już pracować dydaktycznie, czyli wykładać. A to właśnie na tych ludziach opiera się sektor w tej chwili już kilkuset uczelni niepublicznych.
Nie chcę dochodzić do takich wniosków. Choć z drugiej strony docierają do mnie informacje, że pani minister wycofała się z pomysłu wyeliminowania dwuetatowości, by ratować uczelnie niepubliczne. Ideą reformy szkolnictwa wyższego powinno być odmłodzenie kadry. Dlatego trzeba wrócić do dwóch koncepcji. Z jednej strony wprowadźmy stan spoczynku dla profesorów. Z drugiej strony ustalmy, że każda uczelnia ma co najmniej połowę swojej kadry na pierwszym etacie. Można to zrobić na zasadzie przepisów przejściowych. Zapowiedzmy dziś, że za 2 - 3 lata profesorowie będą mogli przejść w stan spoczynku, a za 5 lat każda uczelnia publiczna czy niepubliczna będzie musiała mieć połowę kadry na pierwszym etacie. Uczelnie nie będą wtedy zaskoczone, a nauczyciele akademiccy będą mieli jasną perspektywę. Ale zróbmy te zmiany, a nie chowajmy po raz kolejny głowy w piasek. To do niczego nie prowadzi.
Kryzysem nie można wszystkiego tłumaczyć. Powtarzam, zróbmy to na zasadzie przepisów przejściowych, za 3 lata ekonomia ruszy do przodu.
Poza tym wydatek na dodatki dla profesorów w stanie spoczynku to nie są relatywnie duże pieniądze. Według wyliczeń z 2007 r. chodzi o 200 mln zł rocznie, przy czym nakłady na szkolnictwo wyższe i naukę to ponad 20 mld zł.
Mamy w tej chwili 27 tys. doktorantów. Każdego roku przybywa 7 - 8 tys. nowych doktorów. Ci doktorzy mają coraz więcej kłopotu ze znalezieniem zatrudnienia. Część z nich na pewno by się habilitowała, gdyby widziała jasną szansę zatrudnienia etatowego. Wprowadzenie zmian, o których mówię, szczególnie stanu spoczynku, uruchomi możliwość zatrudnienia całej rzeszy młodych ludzi. Co więcej, już sama perspektywa, że za 3 lata te przepisy wejdą w życie, może być dla kogoś motywacją, by zdecydował się na habilitację, bo zwolni się dla niego miejsce pracy. Mówię o tym od lat.
Tak, bo w Polsce uczelnie wciąż traktuje się jak przedsiębiorstwo, które ma przynosić zysk właścicielom, a studenta jak klienta. W efekcie widzę 75-, 80-letnich profesorów jeżdżących po szkółkach z wykładami. Mamy też 80-letnich rektorów. To jest przykre, bo ci ludzie za lata poświęcenia dla nauki powinni wypoczywać lub wykorzystywać swój intelekt do badań naukowych, a nie dorabiać do emerytury. To zjawisko powinno zniknąć z horyzontu.
Poza tym, że jestem chrześcijaninem, to już w nic nie wierzę. Problem leży w tym, że profesorowie dużo mówią, do czasu kiedy nie trafią do ministerialnych gabinetów. Potem niestety zapominają o swoich wcześniejszych obietnicach, tracą wolę walki w rządowych utarczkach.
Jestem wdowcem i mam wychowane już dzieci. Emerytura, jaką dostanę, mi wystarczy. Chcę jedynie dalej pracować naukowo. Natomiast dla większości profesorów 2,5 tys. zł emerytury to nie są wystarczające środki na godziwe życie.
Zdecydowana większość zrezygnowałaby z dodatkowego zatrudnienia. Do mnie jako orędownika tych zmian przychodzą profesorowie i pytają - kiedy wreszcie idziemy w ten stan spoczynku? Co ja mogę im odpowiedzieć, że jestem zabytkiem i już nic nie mogę? Powtarzam zatem apel do polityków: zróbcie tę reformę, zapiszcie ją w przepisach przejściowych. A zapiszecie się trwale w dziejach szkolnictwa wyższego w Polsce.
@RY1@i02/2009/207/i02.2009.207.000.006a.001.jpg@RY2@
Franciszek Ziejka proponuje reformę szkół wyższych
Bartek Sadowski/Forum
* jest profesorem filologii polskiej. W latach 1999 - 2005 był rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Obecnie jest kierownikiem Katedry Historii Literatury Pozytywizmu i Młodej Polski UJ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu