Dualny system po szwajcarsku w polskich szkołach
Reformy szkolnictwa miały podciągnąć edukacyjnie potencjalnych absolwentów zawodówek. Badania jednak pokazują, że stało się odwrotnie. Zamiast zdawać maturę, edukację kończą oni zaledwie na gimnazjum
Co do zasady w Polsce mamy do czynienia z edukacyjnym postępem. Dzieci zazwyczaj zdobywają wykształcenie wyższe niż ich rodzice. Widać to choćby po wskaźniku scholaryzacji. O ile jeszcze w roku akademickim 1990/1991 studiowało 9,8 proc. osób w wieku 19-24 lata, to pod koniec pierwszej dekady XXI w. studiowało już 40 proc. osób w wieku akademickim. Dziś wyższe wykształcenie ma ponad 17 proc. osób na rynku pracy. Odwrotna tendencja dotyczy dzieci osób z wykształceniem zawodowym. W tej kategorii nastąpił wyraźny regres.
Jak pokazują badania przeprowadzone wspólnie przez Szkołę Główną Handlową i Instytut Badań Edukacyjnych, rządową agendę zajmującą się analizami związanymi ze szkolnictwem, na studia masowo poszły zarówno dzieci dotychczasowych magistrów, jak i ludzi mających wykształcenie średnie. - Awans edukacyjny dorosłych członków gospodarstw domowych jest wyraźnie związany z poziomem wykształcenia rodziców - oceniła podczas prezentacji raportu prof. Irena Kotowska, demograf z SGH. - Trzy czwarte osób pochodzących z rodzin, w których rodzice mieli wykształcenie wyższe, również je zdobywa - dodaje.
Badanie uwarunkowań decyzji edukacyjnych objęło 60,5 tys. osób urodzonych między 1947 a 1997 r. Ankieterzy mieli ustalić, jak różne czynniki wpływały i wpływają na decyzje edukacyjne Polaków. Z trwających blisko rok analiz wynika, że najważniejsze są miejsce zamieszkania (raczej miasto niż wieś) i udział w zajęciach dodatkowych w czasie nauki w szkole (czyli de facto grubość portfela rodziców), nacisk na edukację w domu, a także wykształcenie ojca.
- To może prowadzić do zabetonowania struktury społecznej. Od edukacji zależy przecież, jak człowiek poradzi sobie na rynku pracy - mówi dr Agnieszka Chłoń-Domińczak, szefowa zespołu edukacji i rynku pracy IBE. Badania ujawniły też ciemną stronę edukacyjnego skoku. Pokazały, że choć generalnie następuje poprawa, spora grupa ludzi straciła na trwających od 1989 r. przemianach. Zasada, że potomkowie kończą lepsze szkoły niż rodzice, nie obejmuje bowiem dzieci osób z wykształceniem zawodowym. - To jedyna grupa, w której nastąpił regres edukacyjny - mówiła prof. Kotowska.
Badacze przyjrzeli się respondentom, którzy byli między 25. a 44. rokiem życia i osiągnęli wykształcenie gimnazjalne lub podstawowe. Okazało się, że znaczna część ich rodziców to osoby po szkołach zawodowych. "Zubożenie oferty szkolnictwa w latach 90. i później ograniczyło możliwości uzyskania wykształcenia zawodowego osobom, których rodzice posiadali wykształcenie zawodowe, często pochodzącym z rodzin o niskim statusie społeczno-ekonomicznym" - ocenili badacze IBE. To pierwsze badanie, które tak dobitnie pokazało skutki reform szkolnictwa zawodowego prowadzonych od lat 90.
O kiepskiej kondycji tego sektora mówiono jednak już dawno. O ile jeszcze w roku 1995/1996 zasadnicze szkoły zawodowe wybierało 33,6 proc. absolwentów szkół podstawowych, dziś robi to jedynie 14,9 proc. absolwentów gimnazjów. Wśród nich większość, bo 70 proc., stanowią mężczyźni. Mniej uczniów stawia również na technika i ogólnokształcące szkoły artystyczne. Osiem lat temu robiło to 38,4 proc. młodych ludzi po zakończeniu podstawówki, a dziś - 29,5 proc. W walce o ucznia wygrywają licea ogólnokształcące - idzie do nich 50,4 proc. gimnazjalistów. Najwięcej absolwentów wybiera szkoły zawodowe w Wielkopolsce i Kujawsko-Pomorskiem - odpowiednio 18,1 proc. oraz 16,6 proc. Najmniej, bo 8,3 proc., decyduje się na nie na Podlasiu.
Zdaniem ekspertów do kiepskiej sytuacji szkół zawodowych przyczyniły się przede wszystkim likwidacja szkół przyzakładowych i likwidacja bazy szkolenia praktycznego. Dr Jan Kamiński z łódzkiego kuratorium oświaty w przeprowadzonej dla tej instytucji diagnozie przyznał również, że szkoły zawodowe mają dziś po prostu wizerunek placówek gorszego wyboru. Ministerstwo Edukacji Narodowej ma jednak plan, jak odwrócić tę tendencję.
Od roku 2012/2013 placówki działają na podstawie nowej ustawy, która zmieniła m.in. formę egzaminów zawodowych. Regulacje zostały jednak skrytykowane przez nauczycieli. Jednym z głównych zarzutów było to, że ministerstwu nie udało się poprawić wizerunku szkolnictwa zawodowego. Otwierał on jednak tylko listę żalów, na której znalazły się również: brak podręczników do nowej podstawy programowej, nieuświadomienie pracodawców co do zakresu nowych egzaminów zawodowych, niedostosowanie pracowni przedmiotowych.
Urzędnicy i politycy idą jednak dalej. W styczniu szkolnictwo zawodowe było jednym z głównych tematów rozmów urzędników resortu edukacji i prezydenta Bronisława Komorowskiego ze szwajcarską delegacją z prezydentem Didierem Burkhalterem na czele. Polaków interesował szczególnie szwajcarski system dualny, czyli łączenie edukacji formalnej z praktyką zawodową u przedsiębiorców. W maju szefowa resortu Joanna Kluzik-Rostkowska zapewniała zaś, że chciałaby rok szkolny 2014/2015 poświęcić właśnie szkolnictwu zawodowemu. Potwierdziła to w czerwcu, kiedy razem z szefem Centralnej Komisji Egzaminacyjnej ogłaszała, że 30 proc. dziewiętnastolatków nie zdało matury.
12,6 proc. Polaków ma wykształcenie podstawowe
28,5 proc. Polaków ma wykształcenie zasadnicze zawodowe
75 proc. dzieci z rodzin, w których rodzice mają wykształcenie wyższe, również je osiąga
Anna Wittenberg
"Zawodówka jest ok !" - o szkołach zawodowych czytaj na
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu