Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Nasz elementarz ląduje w szufladzie

12 stycznia 2017
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

EDUKACJA W przyszłym roku pierwszaki nie będą się już uczyły z darmowego podręcznika opracowanego przez MEN. Resort zamierza zapłacić za różne książki wydawcom

Koniec eksperymentu z opracowywanym przez resort edukacji elementarzem. Minister Anna Zalewska zapowiada, że w przyszłym roku zniknie z ławek w pierwszych klasach, a od 2019 r. już z całego nauczania wczesnoszkolnego. Opracowanie i druk książek kosztowały według szacunków resortu ponad 60 mln zł.

- Nie będziemy inwestować w opracowanie kolejnej wersji - zapowiada minister edukacji Anna Zalewska. - Przywracamy w ten sposób także wolność nauczycielom, którzy będą mieli wybór, z jakiego podręcznika korzystać.

Przygotowywany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej "Nasz elementarz" i jego kontynuacja dla klas II i III zostaną zastąpione przez podręczniki opracowane przez wydawców. Z punktu widzenia rodzica nadal jednak będą bezpłatne. Zamiast wysyłać do szkół gotową książkę, MEN przekaże dyrektorom pieniądze, podobnie jak robi to dziś dla starszych klas podstawówki i w gimnazjum. Dyrektor będzie odpowiedzialny za to, by - po konsultacji z nauczycielami - zamówić dla uczniów podręczniki, których koszt zmieści się w kwocie resortowej dotacji. Tak jak obecnie rodziców nie będzie można prosić o dodatkowe składki na inne materiały edukacyjne.

Z rozwiązań zadowoleni są wydawcy edukacyjni. - To wariant, o jaki zabiegaliśmy w MEN od początku projektu darmowych podręczników - przyznaje Jarosław Matuszewski, rzecznik WSiP. - Nauczyciele klas I-III zostaną zrównani w prawach z ich kolegami uczącymi w starszych klasach. Oni także będą mogli wybierać podręczniki, a nie będą przymuszani do pracy z jednym, przygotowanym przez rząd - przekonuje Matuszewski.

Do tej pory szkoły publiczne miały alternatywę: albo zgadzają się na pracę z "Naszym elementarzem", albo kupują inne podręczniki z własnego budżetu. To prowadziło do patologii, które nieraz opisywaliśmy na łamach DGP - część nauczycieli oficjalnie korzystała z rządowych materiałów, a nieoficjalnie nakłaniała rodziców do kupowania innych książek, i to z ich pomocą prowadzono zajęcia.

Co stanie się z wycofywanym elementarzem? Prawdopodobnie po prostu zostanie w szkolnych bibliotekach, bo według zamierzenia MEN był on własnością placówek. Jedna książka miała służyć uczniom z trzech kolejnych roczników. Po zakończeniu roku szkolnego dziecko oddawało podręcznik do biblioteki.

Jak przypomniało radio RMF FM, jeszcze w maju minister Anna Zalewska miała inną koncepcję wykorzystania książek - rządowy elementarz miał być jednym z trzech podręczników do wyboru w pierwszej klasie. Co się zmieniło?

- W ramach prowadzonej przez nas reformy systemu oświaty zmieniły się podstawy programowe dla klas I-III, opracowana przez resort książka już do niej nie przystaje. Poza tym MEN nie może być wydawnictwem. Prace nad książką angażowały ponad 30 osób - przekonuje pani minister. Dodaje, że pieniądze wydane na podręcznik nie zostały wyrzucone w błoto, bo zgodnie z zamierzeniem z każdej części będą się uczyć trzy roczniki uczniów.

Wydawcy chcą, by nauczyciele mogli wybrać podręczniki do I klasy jeszcze w czerwcu tego roku. Jak zapowiada Jarosław Matuszewski, książki do nowych, zreformowanych programów nauczania mają być napisane już w kwietniu. - Zdążymy, jeśli w tym roku MEN skróci do miesiąca procedurę zatwierdzania podręczników do użytku. W takim układzie otrzymamy je do poprawek w maju, a w czerwcu zbierzemy zamówienia ze szkół - wyjaśnia. Wydawnictwa zapowiadają, że nie będą drukować większej liczby książek niż te, na które szkoły się zapiszą. Z powodu wprowadzenia rządowego elementarza większość z nich musiała bowiem oddawać za darmo lub na makulaturę wydrukowane na zapas podręczniki. Podobny harmonogram będzie obowiązywać nie tylko w przypadku podręcznika dla pierwszaków, ale także dla czwarto- i siódmoklasistów. W tych klasach od września dzieci zaczną się uczyć według nowego, zreformowanego programu nauczania.

Rządowy elementarz był jednym z flagowych projektów edukacyjnych drugiego rządu Donalda Tuska. Wprowadzono go w roku szkolnym 2014/2015, kiedy do podstawówek po raz pierwszy obowiązkowo szły sześciolatki. Darmowe książki miały wynagrodzić tłok w szkołach (w I klasach znalazło się 515 tys. zamiast 340 tys. dzieci) oraz edukacyjny przymus dla najmłodszych. W kieszeniach rodziców w pierwszym roku po wprowadzeniu rządowego elementarza miało zostać 320 mln zł.

Książka wydana przez MEN wzbudzała jednak kontrowersje wśród nauczycieli. Związek Nauczycielstwa Polskiego zebrał 3 tys. ankiet na temat podręcznika. Ponad połowa wypowiadających się w nich pedagogów uważała, że z "Naszym elementarzem" pracuje im się gorzej niż z poprzednimi. Jednym z jego głównych grzechów miał być niski poziom nauczania matematyki. Inne wskazywane wady: zbyt jaskrawa, rozpraszająca dzieci szata graficzna, polecenia napisane trudnym językiem, powrót do metody sylabowej w czytaniu.

Zdaniem pedagogów błędy wynikały z tempa, w jakim książkę przygotowywano. MEN dostało na jej opracowanie pół roku. Żeby zyskać na czasie, podręcznik wydano nie w jednym tomie, ale w kolejnych zeszytach - nauczyciele rozpoczynając z nim pracę, nie wiedzieli, co będzie na końcu. We wrześniu brakowało też adaptacji dla dzieci z niepełnosprawnościami.

@RY1@i02/2017/008/i02.2017.008.00000090b.801.jpg@RY2@

fot. Anna Abako/East News

Minister Anna Zalewska

Anna Wittenberg

anna.wittenberg@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.