Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Szczepienie dzieci: dyskusja obiera nowy, kontrowersyjny kierunek

Ten tekst przeczytasz w 43 minuty

Szczepić czy nie szczepić? To wątpliwość, która spędza sen z powiek wielu rodzicom. Strach przed powikłaniami poszczepiennymi czy obawa choroby zakaźnej? Co jest silniejsze, trudno powiedzieć, zwłaszcza że zwolennicy i przeciwnicy szczepień nie ustają w działaniach, by nieprzekonanych przeciągnąć na swoją stronę. I tak, na chwilę przed pierwszym czytaniem w Sejmie obywatelskiego projektu całkowicie znoszącego obowiązkowe szczepienia, pojawia się inna oddolna inicjatywa – by zaświadczenia o zaszczepieniu okazywać podczas rekrutacji dzieci do żłobków i przedszkoli. Takie dodatkowe kryterium mogłoby wpłynąć na przyjęcie do wybranej przez rodziców i wygodnej dla nich placówki, a tym samym zmienić ich nastawienie do szczepień. Wydaje się proste, ale wcale takie nie jest. Podobne zapisy chciała trzy lata temu wprowadzić Częstochowa. Nie udało się, uchwałę zakwestionował wojewoda, a potem sąd. Radni nie mieli prawa wprowadzać własnych przepisów do kwestii już uregulowanej. Dlatego teraz wrocławscy aktywiści chcą umieścić kryterium w prawie oświatowym i w ustawie dotyczącej dzieci żłobkowych. Niektórzy prawnicy uważają, że nic nie stoi na przeszkodzie, by to zrobić. Tłumaczą, że prawo już dziś dopuszcza sytuacje, w których, by coś uzyskać, trzeba dopełnić jakiegoś obowiązku, np. przeprowadzić badania lekarskie i okazać potwierdzający je dokument. Pytanie tylko, czy jest wola polityczna takich radykalnych zmian. Przeciwne jest Ministerstwo Edukacji Narodowej, a resort zdrowia nie chce się wtrącać do oświaty. Poseł PiS Tomasz Latos mówi zaś wprost, że nie widzi potrzeby drażnienia przeciwników szczepień. We Włoszech ich nacisk spowodował, że rząd odroczył o rok pomysł obowiązkowych zaświadczeń o szczepieniach. Jak będzie u nas? © ℗

Bożena Ławnicka

bozena.lawnicka@infor.pl

 

Miejsca w przedszkolach tylko dla wybranych?

Według niektórych ekspertów to samorządy powinny zyskać narzędzie wpływu na rodziców w sprawie szczepień. Ale wynikać ono powinno z ustawy

Wzrastająca liczba nieszczepionych dzieci od lat budzi w Polsce kontrowersje. Wiele jest pomysłów, jak ten trend odwrócić. Ostatnio dyskusję wywołał obywatelski projekt zmiany prawa oświatowego (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 996 ze zm.), w którym znajduje się przepis, by przy naborze do publicznych przedszkoli wprowadzić nakaz przedstawiania zaświadczeń, że dzieci mają obowiązkowe szczepienia albo przeciwwskazania do nich. Podobne rozwiązanie miałoby się znaleźć w przepisach dotyczących żłobków, czyli w ustawie o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 603 ze zm.). Pomysł nie jest zupełnie nowy, bo wcześniej podobne rozwiązania proponowali radni Krakowa czy Częstochowy – bez efektu. Sprawa jest bowiem delikatna – dotyczy zarówno prawa do edukacji, jak i ochrony zdrowia, prawa rodziców do decydowania o tym, co dobre dla ich dzieci, jak i obowiązków władz wobec obywateli, a takim jest zapewnienie bezpieczeństwa i unikanie masowych zachorowań.

O przyjęciu decydują kryteria

Od września 2017 r. każde dziecko od 3 do 5 lat ma mieć zagwarantowane przez gminę miejsce w przedszkolu. Takie same gwarancje są wobec 6-latków, których rodzice nie zdecydują się zapisać do pierwszej klasy. Można byłoby uznać, że rekrutacja nie jest potrzebna, skoro miejsce musi się znaleźć dla każdego dziecka. Zgodnie jednak z prawem oświatowym nabór i kryteria wciąż obowiązują w każdym przedszkolu. Podobnie jest w żłobkach, choć tam nie ma już pewności, że każdy maluch zostanie przyjęty. Kryteria muszą jednak pozostać z innego względu. Określona placówka może być bardziej oblegana niż pozostałe, a wtedy większe szanse na to, by się do niej dostać, będą miały dzieci z rodzin wielodzietnych czy wychowywane przez jednego rodzica. Samorządy dodatkowo mogą wprowadzać kryteria związane choćby z tym, czy rodzice dziecka rozliczają się z podatku PIT na terenie tej gminy. Wypełnienie większości kryteriów ustawowych i lokalnych daje szansę, że maluch trafi do tej placówki, którą wybrali jego opiekunowie i która jest dla nich wygodna, bo np. znajduje się blisko domu lub miejsca pracy. Inaczej wójt, burmistrz lub prezydent miasta wskaże inną placówkę, która ma wolne miejsca.

Czy jeśli jednym z kryteriów decydujących o przyznaniu miejsca w przedszkolu czy żłobku byłoby zaświadczenie o szczepieniach, to więcej rodziców zdecydowałoby się dzieci szczepić? Możliwe, że tak, ale przy tej okazji pojawiają się liczne wątpliwości, czy takie rozwiązania są zgodne z konstytucją, a także czy nie będzie dochodziło do nadużyć (fałszowania zaświadczeń). Prawnicy już teraz mówią, że wprowadzenie kryterium szczepień przy naborze do przedszkola czy żłobka nie może służyć egzekwowaniu obowiązku, a placówki edukacyjne powinny koncentrować się na zachęcaniu do szczepień albo ewentualnie informowaniu odpowiednich organów, że obowiązek ten nie został spełniony. Niemal pewne też jest, że opiekunowie nieszczepionych dzieci będą odwoływać się od nieprzyjęcia do placówki publicznej, aż do Naczelnego Sądu Administracyjnego włącznie. Kolejna wątpliwość dotyczy placówek niepublicznych (choć obywatelski projekt o nich nie mówi), które już teraz mogą ustanawiać własne zasady naboru (o ile nie przystąpią do gminnego konkursu i nie zostaną objęte powszechnym naborem) – czy gmina może ich pozbawić dotacji, jeśli nie będą respektować kryterium szczepień?

Samorządy o tym wszystkim wiedzą i choć wiele z nich chciałoby uregulowania kwestii szczepień, to do podjęcia działań się nie palą i wolą poczekać na rozwiązania ustawowe.

Problemu nie ma i narzędzi nie ma

Wielu przedstawicieli samorządów pytanych przez nas, czy stykają się z problemem dzieci nieszczepionych i jakie podejmują w związku z tym kroki, udziela wymijających odpowiedzi. – Do tej pory w naszych placówkach oświatowych rodzice nie zgłaszali sprzeciwu, by ich dzieci były w przedszkolu razem z tymi, których opiekunowie nie szczepią. Nie było zatem potrzeby rozważenia, czy posiadanie kompletu szczepień ma być kryterium przyjęcia do przedszkola – tłumaczy Magdalena Buchwald z Urzędu Gminy Gniezno. I podkreśla, że opiekunowie mogą zgłaszać swoje obawy dyrektorom placówek oświatowych. – W przedszkolach i żłobkach na terenie naszej gminy tematu nie ma, do tej pory rodzice go nie podnosili – zapewnia również Iwona Gajderowicz-Brach, kierownik sekcji ds. oświaty w Gminnym Zarządzie Oświaty w Nysie.

Inaczej jest już w większych miastach. Olga Mazurek-Podleśna z Urzędu Miasta w Lublinie przyznaje, że rodzice się denerwują, bo w skupiskach dzieci często dochodzi do rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych. – Dlatego dzieci, które będą przebywały w przedszkolach czy żłobkach, powinny mieć zagwarantowane bezpieczeństwo i nie być narażone na epidemie – mówi. Podkreśla jednak, że samorząd funkcjonuje w oparciu o obowiązujące przepisy. – Jeżeli więc zostaną wprowadzone zapisy dotyczące zaświadczenia o aktualnych szczepieniach dzieci, to miasto będzie się do nich stosować. Teraz nie mamy narzędzi prawnych, by takich dzieci nie przyjmować – dodaje. Zgadza się z tym radca prawny Rafał Kamionowski. Według niego nie da się w publicznej oświacie przedszkolnej skutecznie wprowadzić mechanizmów zapobiegających przyjmowaniu do przedszkoli dzieci bez szczepień. – Potrzebne są do tego są zmiany ustawowe, choćby takie, jak proponowane w obywatelskim projekcie ustawy. Regulowanie tych spraw np. aktem prawa miejscowego (uchwałą rady gminy), bez wyraźnej delegacji ustawowej, także nie stworzyłoby dostatecznej podstawy prawnej – przekonuje (więcej patrz opinie prawników). Z jego opinią zgadza się Anita Lachowicz, właścicielka prywatnego przedszkola „Szczęśliwe dzieci” w podwarszawskim Józefowie. – U nas w tej kwestii rodzice są mocno podzieleni. Oczywiście mogłabym otworzyć przedszkole tylko dla szczepionych dzieci, ale nie wiem, jak by się to dla mnie skończyło. Te kwestie trzeba uregulować na szczeblu ustawowym, a nie lokalnym – mówi. Jej zdaniem nawet jeśli samorządy i prywatne przedszkola zdecydowałyby wspólnie, że nie przyjmują dzieci nieszczepionych, to ich opiekunowie i tak nie zmieniliby zdania na temat szczepień. – Wymyślą inny sposób na opiekę nad dziećmi – dodaje.

Wolność i zagrożenia

Na nieco inny aspekt sprawy zwraca uwagę Urszula Wiśniewska z referatu zdrowia Urzędu Miasta w Skarżysku-Kamiennej. Jej zdaniem dzieci bez szczepień nie stanowią zagrożenia dla tych z wypełnioną kartą szczepień. – Tu ryzyko może pojawiać się przede wszystkim w przypadku skaleczeń, urazów, zranień. Brak szczepienia przeciw tężcowi zmusza jednostkę medyczną do zastosowania innych procedur leczenia – mówi. I wyjaśnia, że problemem są dzieci przedszkolne z chorobami przewlekłymi. – Rodzice, którzy odmawiają szczepień, twierdzą, że to kwestia ich wolności. Wolność kończy się jednak, gdy zagrożone jest czyjeś życie. Dla dzieci, które z przyczyn medycznych nie mogą być szczepione, choroby zakaźne mogą być bardzo niebezpieczne – tłumaczy.

Brygida Bogdanowicz-Kopeć z Zespołu Ekonomiczno-Administracyjnego Szkół i Przedszkoli w Lubiczu mówi wprost, że wprowadzenie szczepienia jako kryterium przyjęcia do przedszkola jest dobrym rozwiązaniem właśnie ze względu na dzieci z obniżoną odpornością. Wiele z nich nie jest zaszczepionych z uwagi na przeciwwskazania medyczne. Jak mówi Brygida Bogdanowicz-Kopeć, w ich przypadku ryzyko zachorowania na choroby, na które część dzieci nie została zaszczepiona, wzrasta. Dlatego podziela ona obawy ich rodziców związane z przyjmowaniem do placówek dzieci bez szczepień. ‒ Poza tym – zauważa Urszula Wiśniewska ze Skarżyska-Kamiennej – ich unikanie może spowodować, że wrócą choroby, o których już zapomnieliśmy, a które przed laty stanowiły poważne zagrożenie dla zdrowia, jak na przykład odra (patrz infografika).

Propozycję, by kwestie związane z posiadaniem wymaganych szczepień zapisać w prawie, dobrze oceniają niektórzy pytani przez nas dyrektorzy publicznych przedszkoli. – To ważne, by nie narażać na chorobę swojego dziecka oraz ograniczyć możliwość zarażenia innych – mówi Joanna Psiuk, dyrektor przedszkola samorządowego w gminie Rybno. I dodaje, że obecnie przedszkole nie ma nawet informacji, czy dziecko było szczepione, czy nie. Innego zdania jest zaś dyrektor miejskiego przedszkola w Suchej Beskidzkiej Izabela Juszczak. – Tak ważne decyzje związane ze zdrowiem dzieci nie leżą w kompetencjach placówki oświatowej i powinni je podejmować wyłącznie rodzice lub prawni opiekunowie. Jeżeli będzie to narzucone rodzicom przez ustawę, to co z odpowiedzialnością w razie poważnych powikłań poszczepiennych? Nie wzięłabym jej na siebie – dodaje.

Ramka 1

Takie są sankcje

Obowiązek szczepień wynika z ustawy z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz.U. z 2016 r. poz. 1866). Uporczywe uchylanie się od jego wykonania może skutkować zastosowaniem sankcji prawnych.

Inicjatorem takiego postępowania jest przychodnia, która przechowuje kartę szczepień. O fakcie uchylania się od obowiązku szczepień musi ona zawiadomić właściwego państwowego powiatowego inspektora sanitarnego (PPIS). Informację tę zamieszcza w kwartalnym sprawozdaniu z realizacji szczepień ochronnych.

Inspekcja wysyła rodzicom wezwania do zaszczepienia dziecka. Jeśli się do nich nie zastosują, muszą liczyć się z konsekwencjami finansowymi. Grzywny nakłada wojewoda na wniosek PPIS. Takich kar może być wiele, ale ich suma nie może przekraczać 50 tys. zł.

Jeśli egzekucja administracyjna nie będzie skuteczna, to osoba uchylająca się od obowiązku szczepienia może podlegać odpowiedzialności przewidzianej w kodeksie wykroczeń. ©

Oprac. AS

Edukacja, równe traktowanie i ochrona danych

– Rodzice z różnych przyczyn, zdrowotnych, religijnych czy światopoglądowych, nie poddają swoich dzieci szczepieniom. Takie kryterium będzie więc powodować dyskryminację. Ograniczy też konstytucyjne prawo do równego traktowania – wylicza z kolei Krystyna Rumieniuch, naczelnik z wydziału spraw społecznych i zdrowotnych Urzędu Miasta w Tychach. Podobnego zdania są urzędnicy z Białegostoku. Jak mówi Kamila Bogacewicz z tamtejszego Urzędu Miasta, obowiązkowe okazywanie zaświadczenia o zaszczepieniu zaprzecza prawu, które pozwala wszystkim dzieciom na równy dostęp do edukacji. Zwraca też uwagę, że dyrektorzy placówek oświatowych nie mogą ani udzielać, ani potwierdzać informacji na temat szczepienia dzieci, bo są to dane wrażliwe. Mówi też o tym Krystyna Rumieniuch z Tychów. – Kto i na jakim etapie postępowania rekrutacyjnego miałby weryfikować kompletność szczepień na danym momencie rozwoju czy wieku dziecka? Komisja rekrutacyjna nie ma takich uprawnień. A co w przypadku, gdy na skutek np. choroby dziecka kalendarz szczepień uległby przesunięciu i w postępowaniu rekrutacyjnym nie będzie miało kompletu szczepień, co nie wynika z braku chęci, ale z braku możliwości? Poza tym informacje o szczepieniach są informacjami o stanie zdrowia, które zgodnie z RODO wymagają szczególnej ochrony – mówi. Wskazuje też, że przyjęcie kryterium dotyczącego szczepień ma się nijak do dzieci sześcioletnich, które są obowiązane do rocznego przygotowania przedszkolnego, niezależnie od tego, czy są szczepione, czy nie.

Odstrasza przykład Częstochowy

Niektóre samorządy uważają, że tworzenie dodatkowych regulacji prawnych w zakresie już unormowanym nie jest celowe. A obowiązujące prawo dotyczące szczepień powinny egzekwować odpowiednie instytucje, czyli sanepid i sądy (patrz ramka 1). – Na pewno nie powinny się tym zajmować przedszkolne komisje rekrutacyjne – mówi Dariusz Nowak, rzecznik Urzędu Miasta w Krakowie. I przypomina sytuację z Częstochowy. W 2015 r. tamtejsi radni chcieli wprowadzić przepisy, na mocy których do żłobków i przedszkoli przyjmowane byłyby tylko dzieci zaszczepione. Rodzice dzieci zapisywanych do miejskiego żłobka musieliby przedstawiać zaświadczenie o odbyciu obowiązkowych szczepień ochronnych. Natomiast w przypadku rekrutacji do przedszkoli takie zaświadczenie (lub o długotrwałym odroczeniu tego obowiązku z przyczyn zdrowotnych) dawałoby najwyższą liczbę punktów. Rada miasta chciała, by nowe kryteria obowiązywały od 2016 r., przy rekrutacji na rok szkolny 2016/2017. Pomysły te jednak od początku budziły wiele zastrzeżeń prawnych. Wskazywano przede wszystkim na wątpliwości związane ze zobowiązaniem rodziców do udostępnienia w procesie rekrutacji informacji o szczepieniu – danych wrażliwych, podlegających szczególnej ochronie. Zwracano również uwagę na sprzeczność uchwał z prawem oświatowym, m.in. obowiązkiem przedszkolnym. Podnoszono również, że uchwały dotyczą kwestii już uregulowanej ustawowo: szczepienia są w świetle prawa obowiązkowe, a za niewywiązanie się z tego obowiązku przewidziane są sankcje. Uchwały zakwestionował wojewoda śląski, a później także Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach. – Powołano się na to, że stosowne zapisy obligujące do szczepień są zawarte w ustawie o zapobieganiu i zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, a także na zapisy konstytucji (art. 31 ust. 3) – mówi Włodzimierz Tutaj, rzecznik prasowy częstochowskiego magistratu. Miasto z dalszej walki o kontrowersyjne uchwały zrezygnowało. Podobne pomysły pojawiały się także w innych samorządach, m.in. w Krakowie. Dariusz Nowak przyznaje, że w trakcie prac nad uchwałą Rady Miasta Krakowa w sprawie kryteriów rekrutacyjnych do miejskich przedszkoli w 2017 r. jeden z radnych zgłosił poprawkę mającą wprowadzić kryterium obowiązkowego i terminowego wykonania szczepień ochronnych. – Była dyskusja na forum rady. Poprawka została wycofana przez wnioskodawcę – wspomina rzecznik. Częstochowa i Kraków odmiennie dziś podchodzą do obywatelskiego projektu dotyczącego kryterium szczepień przy naborze do publicznych przedszkoli i żłobków. – Inicjatywa jest cenna, zwłaszcza w kontekście ruchu antyszczepionkowego. Natomiast konieczne jest zaproponowanie przemyślanej regulacji prawnej, której zgodność np. z ustawą zasadniczą nie byłaby podawana w wątpliwość – mówi Włodzimierz Tutaj z Częstochowy. Stolica Małopolski do takiego pomysłu wracać nie chce. A Dariusz Nowak przypomina, że gmina ma obowiązek zapewnienia dzieciom korzystania z wychowania przedszkolnego, nawet jeśli nie dostanie ono żadnego punktu, nie spełni żadnego kryterium. W kontekście zdrowia dzieci dodaje, że za ich bezpieczeństwo odpowiada dyrektor placówki: – Jeżeli rodzice mają informację o zagrożeniu, powinni go niezwłocznie o tym powiadomić, a on podejmie odpowiednie działania.

Podobnego zdania jest Janina Śmiałkowska, naczelnik wydziału edukacji Urzędu Miasta w Świnoujściu. – W świetle orzeczenia nadzorczego wojewody, uchylającego uchwałę rady gminy wprowadzającą posiadanie kompletu szczepień jako jednego z kryteriów przyjęć do żłobka lub przedszkola, działania ze strony samorządów są niecelowe i bezpodstawne – mówi.

opinie ekspertów

Nie można egzekwować jednego prawa kosztem drugiego

Marek Michalak rzecznik praw dziecka

Niedopuszczalna jest sytuacja, gdy realizacja jednego prawa dziecka odbywa się poprzez ograniczanie innego. Dziecko ma prawo zarówno do nauki, jak i do ochrony zdrowia. Szczepienia ochronne są najskuteczniejszym narzędziem zwalczania chorób zakaźnych, ale nie wolno ograniczać nieszczepionym dzieciom dostępu do przedszkoli, a tym samym prawa do nauki.

Zdaniem rzecznika w zakresie egzekwowania obowiązku poddawania się szczepieniom należy korzystać z obowiązujących przepisów prawnych określonych w ustawie z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi oraz ustawie z 17 czerwca 1966 r. o postępowaniu egzekucyjnym w administracji. Działania w sferze szczepień ochronnych powinny być ukierunkowane na rozpowszechnianie rzetelnej i naukowo popartej wiedzy o nich: prowadzenie działań informacyjnych i edukacyjnych wśród społeczeństwa na temat szczepień oraz niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP); monitorowanie NOP i stały nadzór nad bezpieczeństwem szczepionek; zwiększenie zaangażowania lekarzy w przekazywanie wyczerpujących informacji na temat szczepionek (ich działania, ryzyka związanego ze stosowaniem itp.); staranne ocenianie stanu zdrowia dziecka przed, a w razie wątpliwości także po wykonaniu szczenienia; wsparcie zdrowotne osób (w tym dzieci), u których wystąpił NOP. ©

Przymus rodzi opór, ale dobre argumenty pomogą osiągnąć sukces

Tomasz Elbanowski Fundacja Rzecznik Praw Rodziców

W inicjatywie zakazu wstępu do placówek publicznych dla dzieci bez szczepień nie widać sensu ani dobrej woli. Po pierwsze, nie może chodzić o dobro dzieci szczepionych, bo one przecież już są zabezpieczone. Nawet jeśli będą miały w grupie dzieci nieszczepione, nie stanowi to dla nich zagrożenia, skoro same nabyły odporność. Po drugie, inicjatywa umieszczania w swego rodzaju getcie ludzi, którzy mają ostrożniejsze podejście do szczepień i szczepią swoje dzieci później albo w mniejszym zakresie, to myślenie rodem z poprzedniej epoki. Oznaczałoby to, że państwo musi ubezwłasnowolnić swoich obywateli, którzy są za głupi, żeby decydować sami o sobie i swojej rodzinie. To zdecydowanie zbyt daleko idąca ingerencja w prawa rodziców. Zdrowy rozsądek, doświadczenie i polski porządek konstytucyjny mówią w tym wypadku to samo: co do zasady to rodzice, którzy kochają swoje dzieci jak nikt inny, najlepiej potrafią o nie zadbać.

Sztywne stawianie sprawy szczepień, agresja wobec ludzi, którzy mają ostrożniejsze podejście do szczepionek, nie służą niczemu dobremu. Przymus rodzi poczucie zagrożenia i opór. Kiedy przed trzystu laty szczepienia wchodziły do Europy, brytyjska rodzina królewska zaszczepiła siebie i swoje dzieci jako pierwsze, żeby dać przykład poddanym. Od tego czasu szczepienia upowszechniły się, a śmiertelność dzieci do piątego roku życia, która wynosiła wówczas nawet 50 proc., bardzo wyraźnie spadła. Jedyna sensowna droga do powszechności szczepień to dobry przykład, racjonalne argumenty i dostępność dobrej jakości bezpłatnych szczepionek. To ostatnie niestety nie jest jeszcze w Polsce normą. W parze z tym musi iść uszanowanie wolnej woli dorosłych ludzi, którzy są odpowiedzialni za swoje dzieci. Ważne jest też staranne badanie pojedynczych przypadków zgłaszanych jako złe reakcje na szczepienie i dokładne wyjaśnianie wszystkich wątpliwości. Inaczej sceptycyzm i opór będą rosły w postępie geometrycznym, co ma miejsce w Polsce od 10 lat. ©

W świetle orzeczenia nadzorczego wojewody, uchylającego uchwałę rady gminy wprowadzającą posiadanie kompletu szczepień jako jednego z kryteriów przyjęć do żłobka lub przedszkola, działania ze strony samorządów są niecelowe i bezpodstawne”

Janina Śmiałkowska

naczelnik wydziału edukacji Urzędu Miasta w Świnoujściu

W żłobkach inaczej

Jak mówi krakowski rzecznik, wprowadzenie dodatkowego kryterium w zakresie obowiązkowych szczepień przy przyjęciu dziecka do żłobka samorządowego wymagałoby zmiany uchwały w sprawie ustalenia statutów żłobkom gminnym. – Jednak zapis w uchwale nie powinien dyskryminować dzieci, które mają odroczenia od szczepień, np. po przebytych chorobach czy wcześniaków – dodaje Dariusz Nowak. W jego opinii znacznie większą korzyść można osiągnąć poprzez kontrole prowadzone przez wojewódzką stację sanitarno-epidemiologiczną w zakresie obowiązkowych szczepień. – Pełną wiedzę na temat liczby niezaszczepionych dzieci mają podmioty lecznicze wykonujące świadczenia z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej, i to one powinny mieć kontrolę nad zjawiskiem nieszczepienia oraz kierować upomnienia do rodziców odmawiających tego obowiązku wraz z powiadomieniem stacji sanitarno-epidemiologicznej – mówi Dariusz Nowak. Jednak w Krakowie w trakcie przyjęcia dziecka do żłobka rodzice nie tylko dostarczają zaświadczenie od lekarza o zdrowiu dziecka, lecz także przedkładają do wglądu jego książeczkę zdrowia i kartę szczepień. Według rzecznika wynika z nich, że dzieci na ogół są zaszczepione, a przypadki niezaszczepienia dotyczą najczęściej odroczeń ze względu na stan zdrowia. Po kolejnym zaszczepieniu rodzice informują żłobek o tym fakcie i jest to odnotowywane w zakładanej w placówce karcie zdrowia dziecka.

!W Krakowie w trakcie przyjęcia dziecka do żłobka rodzice nie tylko dostarczają zaświadczenie od lekarza o zdrowiu dziecka, lecz także przedkładają do wglądu jego książeczkę zdrowia i kartę szczepień.

Także w Opolu dyrekcje miejskich żłobków wiedzą, które dzieci nie są zaszczepione i dlaczego. – Na szczęście są to pojedyncze przypadki. Dyrektorzy żłobków przy przyjmowaniu tych dzieci rozmawiają z ich rodzicami i starają się zachęcić do szczepień. Niektórzy proszą o przedłożenie zaświadczeń od lekarza, że dziecko mimo iż nieszczepione, jest zdrowe – mówi Justyna Hyziak, kierownik referatu zdrowia w wydziale zdrowia i rozwoju społecznego Urzędu Miasta w Opolu. Zapewnia, że zarówno dyrektorzy żłobków, jak i rodzice dzieci szczepionych pozytywnie wypowiadają się na temat propozycji wprowadzenia uregulowań prawnych dotyczących obowiązkowych szczepień dzieci jako kryterium przy naborze do żłobków.

opinie ekspertów

Pomóc może tylko ustawa

Marcin Kostka adwokat, współautor obywatelskiego projektu wprowadzającego kryterium szczepień

Szczepienia ochronne to obowiązek wynikający wprost z przepisów prawa, który powinien być respektowany na równi ze wszystkimi regulacjami prawnymi. Ponieważ najbardziej sporną kwestią jest właśnie ich obligatoryjność, w naturalny sposób pojawiają się wątpliwości, czy swego rodzaju zmuszanie nie stanowi naruszenia podstawowych wolności oraz praw obywatelskich. Aby je rozwiać, należy zwrócić się do przepisów Konstytucji RP, a zwłaszcza art. 68, który w ust. 1 statuuje prawo każdego obywatela do ochrony zdrowia. Z kolei w ust. 3 znajduje się zapis, że władze publiczne są zobowiązane do zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej dzieciom, a w ust. 4 – że muszą zwalczać choroby epidemiczne. Wprowadzenie odrębną ustawą obowiązkowych szczepień ochronnych dla dzieci możemy interpretować jako bezpośrednią realizację przywołanych zapisów. Dlatego nie można się zgodzić z twierdzeniami, że obowiązek szczepień stanowi ograniczenie jakichkolwiek wolności obywatelskich. Odrębną kwestią pozostaje jego wypełnianie. Skoro sam obowiązek szczepień został ustanowiony dokumentem rangi ustawy, należy wnioskować, że każda regulacja zmierzająca do jego egzekwowania również powinna mieć rangę ustawy. Nie ma znaczenia, czy owo egzekwowanie będzie miało charakter dodatkowego kryterium przyjęcia do publicznego żłobka czy przedszkola, czy będzie swego rodzaju sankcją karną. Każde inne rozwiązanie, np. uchwała jednostki samorządu terytorialnego, niepoparte ustawą, stanowić będzie rzeczywiste naruszenie wolności oraz praw obywatelskich. Można nawet posunąć się do stwierdzenia, że samowola samorządów w tym zakresie to dyskryminacja. Zarzuty te nie będą mieć racji bytu w przypadku rozwiązania ustawowego. Wówczas uchwały jednostek samorządu terytorialnego będą pełniły jedynie rolę wykonawczą do ustawy, a przez ustawę również do zapisów ustawy zasadniczej. ©

Dostęp do publicznego kształcenia musi być

dr Andrzej Pogłódek, konstytucjonalista z UKSW w Warszawie

Konstytucja w art. 70 uznaje prawo każdego do nauki, jednocześnie ustanawiając obowiązek nauki do osiemnastego roku życia. Uzależnienie przyjęcia do publicznej placówki edukacyjnej od wykonania przez rodziców obowiązku zaszczepienia dziecka pozbawiałoby nieszczepione dzieci możliwości korzystania z publicznej oferty edukacyjnej. Naruszona zostałaby istota wyrażonego w art. 70 prawa do nauki, regulacja prawna bowiem, nie znosząc danego prawa w praktyce, uniemożliwiałaby korzystanie z niego. Tego typu rozwiązanie byłoby również nieproporcjonalne, ponieważ z konstytucji wynika obowiązek wyboru środka najmniej uciążliwego dla podmiotów, wobec których mają być zastosowane ograniczenia niezbędne dla osiągnięcia założonego celu. Celem tym są obowiązkowe szczepienia, a tym samym utrzymanie odporności populacji na wysokim poziomie. Dlatego władza publiczna powinna stworzyć skuteczne mechanizmy prawne pozwalające na realizację obowiązku szczepień. Obecna procedura przymuszania do jego wykonania jest nieskuteczna. Powinna zostać zastąpiona wydawaniem przez sąd rodzinny zgody zastępczej na wniosek ośrodka ochrony zdrowia. Takie rozwiązanie zabezpieczałoby interesy dziecka, jego prawo zarówno do ochrony zdrowia, jak i do nauki. Nie byłoby też konieczności stosowania rozwiązania, które karze dziecko za nieodpowiedzialność rodziców.

Odrębnie potraktować należy możliwość wymagania – w obecnym stanie prawnym – przez publiczną placówkę edukacyjną informacji o tym, czy dziecko ma wykonane obowiązkowe szczepienia. Przykładowo ustawa o opiece nad dziećmi do lat 3 przewiduje w art. 3a wymóg przedstawienia przez rodzica, w formie oświadczenia lub zaświadczenia, danych o stanie zdrowia, stosowanej diecie i rozwoju psychofizycznym dziecka. Do takich danych należy również informacja o wykonaniu lub nie, a jeżeli tak, to z jakich względów, szczepień obowiązkowych. Pozwala ona bowiem na prawidłową organizację opieki, np.: umieszczenie niezaszczepionych dzieci w jednej grupie, taką organizację zajęć, która ograniczałaby do minimum ich kontakt z dziećmi o obniżonej odporności lub niezaszczepionych z powodu przeciwskazań medycznych. Tego typu informacja nie powinna warunkować dostępu do edukacji publicznej, ale pozwalać na podjęcie wobec tego typu grup ukierunkowanej edukacji od najmłodszych lat. Wydaje się, że takie działania powinny podjąć samorządy lokalne do momentu stworzenia przez ustawodawcę skutecznego mechanizmu realizacji obowiązku szczepień. ©

Wyłącznie jako kryterium dodatkowe

Robert Kamionowski radca prawny, ekspert ds. oświaty, partner w Kancelarii Peter Nielsen & Partners Law Office

Ustawa o systemie oświaty przyznaje każdemu dziecku w wieku przedszkolnym prawo do opieki w placówkach samorządowych, względnie publicznych prowadzonych przez inne osoby niż jednostki samorządu terytorialnego, albo w przedszkolach „konkursowych”. Skoro każde dziecko ma mieć zagwarantowane miejsce, to trudno je z tego wykluczyć z innych względów niż wyłącznie określone w ustawie. A ustawa właściwie ogranicza się do kryterium miejsca zamieszkania w danej gminie. Dopiero gdy liczba kandydatów zamieszkałych w gminie jest większa niż liczba miejsc, ustawa wprowadza kryteria dalszego postępowania rekrutacyjnego, w pierwszym i drugim etapie. Ustawa nakazuje wzięcie pod uwagę warunków osobistych, zawodowych i rodzinnych (np. niepełnosprawność dziecka, wielodzietność rodziny, samotne wychowywanie), a także dochodowych w rodzinie. Co prawda, art. 131 ust. 4 pozostawia pewną furtkę dla ustalenia własnych warunków przez samorząd, ale wyłącznie w drugim etapie postępowania, a wśród ustawowych kryteriów brak jest wskazania jako kryterium możliwego warunków zdrowotnych czy spełniania innych, dowolnie ustalonych przesłanek. Tym samym, nawet gdyby gminom udało się przemycać warunek posiadania obowiązkowych szczepień, co budzi poważne wątpliwości, to wyłącznie jako kryterium dodatkowe, ale nieeliminacyjne, czyli wykluczające dziecko z postępowania rekrutacyjnego. Nie mogłoby to jednak dotyczyć dzieci w wieku szkolnym, a także objętych obowiązkowym rocznym przygotowaniem przedszkolnym, ponieważ ustawa wprowadza w art. 70 obowiązek nauki do 18. roku życia.

W niepublicznych przedszkolach zasady przyjmowania określa organ prowadzący, a przepisy nie wymagają zamieszczania zasad rekrutacji w statutach tych placówek. Możliwe więc byłoby, przynajmniej teoretycznie, ich regulowanie przez samych dyrektorów czy osoby prowadzące, chociaż zapewne na styku przepisów o ochronie danych osobowych mogą pojawić się konkretne spory, czy można domagać się przedstawiania zaświadczeń przez rodziców.

Z kolei przepisy dotyczące opieki nad dziećmi do lat trzech, zawarte w ustawie z 4 lutego 2011 r., nie regulują zasad przyjmowania do żłobka czy klubu malucha, pozostawiając je w gestii osób prowadzących. Ustawa nie określa obowiązku zapewnienia tej opieki wszystkim maluchom. Artykuł 3a ustawy nakazuje przedstawianie przy przyjmowaniu danych o stanie zdrowia dziecka, co mogłoby stanowić podstawę do określenia przez osoby prowadzące zasad rekrutacji obejmujących posiadanie obowiązkowych szczepień lub brak takiego obowiązku. Chciałbym, by dzieci w placówkach oświatowych nie były narażone na zwiększone ryzyko zachorowania na poważne choroby. Jednak w obecnym stanie prawnym nie da się w publicznej oświacie przedszkolnej skutecznie wprowadzić mechanizmów zapobiegających przyjmowaniu do przedszkoli dzieci bez szczepień. Wydaje się to możliwe w niepublicznych placówkach przedszkolnych, a także w żłobkach. Jednak dla stworzenia takich możliwości także w publicznych placówkach wychowania przedszkolnego niezbędne są zmiany ustawowe, choćby takie, jak proponowane w społecznym projekcie ustawy. Regulowanie tych spraw np. aktem prawa miejscowego, bez delegacji ustawowej, także nie dawałoby podstawy prawnej. ©

Zaświadczenie to nie dane wrażliwe

Rafał Janiszewski, właściciel kancelarii doradczej

Gdyby szczepienie miało być kryterium przy przejęciu do żłobka czy przedszkola, nie ma mowy o dostępie do dokumentacji medycznej, ale o wydaniu zaświadczenia o zaistnieniu jakiejś okoliczności, która jest wymagana prawem. W analogicznych przypadkach jest tak samo – mamy takie zaświadczenia również na gruncie edukacji. W pracy też wymagane są zaświadczenia lekarskie, wiemy, jakie badania trzeba przejść, bo jest to określone przepisami. Kiedy ktoś ma pracować w gastronomii, musi mieć aktualne badania. Czy my ujawniamy wówczas jakąś tajemnicę? Nie. To jest dokumentacja zewnętrzna, wydawana w konkretnym celu. Kwestia okazania zaświadczenia o szczepieniach przy rekrutacji do żłobka czy przedszkola to bardziej problem społeczny niż prawny. Na gruncie prawa możliwa jest bowiem taka norma, w której warunkiem uczestniczenia w jakichś okolicznościach prawnych jest dopełnienie jakiegoś obowiązku, np. przeprowadzenia badań i okazania potwierdzającego to dokumentu. Ponieważ mówimy o placówkach edukacyjno-wychowawczych, zmiany powinny być umieszczone w dotyczących ich przepisach oświatowych. Raczej nie w przepisach sanitarno-epidemiologicznych, chociaż i te mogłyby dawać grunt do takiej regulacji. Czy nie byłaby to dyskryminacja dzieci niezaszczepionych? Możemy o niej mówić, gdy na gruncie prawa ktoś postępuje inaczej, ale zgodnie z prawem. Natomiast my mamy obowiązek szczepienia. Nie możemy mówić o dyskryminowaniu kogoś, kto postępuje niezgodnie z prawem. ©

Źle wykonywana władza rodzicielska

dr Grzegorz Wrona, adwokat

W dyskusji o ograniczeniach w przyjmowaniu dzieci nieszczepionych do przedszkoli nie mówiłbym o dyskryminacji, ale o pomieszaniu porządków prawnych. Bo to, czy dziecko jest zaszczepione, czy nie, to jest zakres prawa rodzinnego i wykonywania władzy rodzicielskiej. Jeśli ktoś ją źle wykonuje i naraża dziecko na niebezpieczeństwo, to uregulowanie tego jest rolą sądu rodzinnego, a nie przedszkola czy jakichkolwiek przepisów administracyjnych. Jeśli przedszkole – zakładając, że miałoby prawo pozyskiwać takie informacje – dowie się, że dziecko jest niezaszczepione, powinno o tym poinformować sąd rodzinny. Zamiast zamykać przed nieszczepionymi dziećmi drzwi, lepiej doprowadzić do ich zaszczepienia. Rozwiązaniem nie jest nieprzyjmowanie dzieci, zwłaszcza że za kilka lat będą one miały obowiązek szkolny. Niech więc przedszkola monitorują przestrzeganie obowiązku szczepień i w razie konieczności interweniują, tj. przekazują informację o braku szczepień do odpowiednich organów. Pozostaje pytanie, jak reagować w przypadku braku szczepień. Uważam, że niezaszczepienie dziecka jest poważnym naruszeniem władzy rodzicielskiej. Nie do obrony jest teza, że rodzic ma prawo nie zaszczepić – tak samo jak nie ma prawa odmówić operacji. ©

Nagradzanie zamiast piętnowania

Na najbliższym posiedzeniu Sejm rozpatrywał będzie projekt ustawy znoszącej obowiązek szczepień. Jest mało prawdopodobne, by zyskał on akceptację większości posłów. Ale sam fakt, że inicjatywa zyskała poparcie wystarczające do wniesienia jej do parlamentu, świadczy o tym, że obywatele oczekują dyskusji na ten temat

Wielu rodziców obawia się zagrożeń, jakie wyniknęłyby z uchylania się od obowiązku szczepień. I wszystkie autorytety medyczne potwierdzają, że jest się czego bać. Dlatego lekarze – zwolennicy szczepień – przyklaskują innej inicjatywie obywatelskiej, tej wprowadzającej kryterium szczepień przy naborze do przedszkoli i żłobków. – To bardzo dobry kierunek i bardzo realny do wprowadzenia, bo nie stygmatyzujemy niezaszczepionych, tylko nagradzamy tych, którzy się szczepią – uważa dr Paweł Grzesiowski. Jak mówi, taka metoda może być skuteczna w przypadku rodziców, którzy mają wątpliwości. – Nie jest to trend czy moda. Stykając się na co dzień z osobami, które nie szczepią dzieci, widzę, że są wśród nich dwie grupy. Jedna to są anty szczepionkowcy, czyli ludzie, którzy mają poczucie misji, wierzą, że szczepionki są szkodliwe i aktywnie je zwalczają. A druga grupa, dużo większa, to ci, którzy są przestraszeni. Boją się, że coś w tych informacjach rozpowszechnianych przez przeciwników szczepień jest prawdą – wyjaśnia. Dlatego, w opinii eksperta, do nich trzeba kierować działania edukacyjne i motywacyjne. – Ci ludzie często dają się przekonać do szczepienia. Muszą tylko uzyskać pewność, że to jest bezpieczne – przekonuje dr Grzesiowski. Ale z oficjalnych statystyk wynika, że w ciągu ostatnich ośmiu lat liczba dzieci, które nie przeszły pełnego kalendarza szczepień, wzrosła ponad dziesięciokrotnie – z 3 do ponad 30 tys. I jeśli ta tendencja się utrzyma, istnieje poważne zagrożenie, że grozi nam powrót chorób zakaźnych, takich jak odra. – Jesteśmy na granicy dobrej ochrony zbiorowej, wkrótce może zrobić się niebezpiecznie – mówi Jan Bondar, rzecznik głównego inspektora sanitarnego. Podkreśla przy tym, że szczepiąc, chronimy nie tylko własne dziecko, lecz także dzieci, które są niezaszczepione ze względu na wiek czy z powodów zdrowotnych. Te ostatnie są zazwyczaj obciążone poważnymi schorzeniami i dla nich każda choroba zakaźna jest śmiertelnie groźna. – Niedawno w Serbii zmarła z powodu odry dwumiesięczna dziewczynka. Gdyby istniał taki ochronny kokon, to zagrożenie byłoby znikome, bo wirus nie miałby możliwości krążenia w populacji. Natomiast gdy spada próg wyszczepialności, to niebezpieczeństwo wzrasta. W przypadku odry zbliżamy się do tej granicy – przestrzega.

Doktor Grzesiowski wskazuje także, że nieprawdziwy jest przywoływany często przez przeciwników szczepień argument, iż ich brak to nic złego, bo pozostałe dzieci są zaszczepione, więc nic im nie grozi w kontakcie z dzieckiem niezaszczepionym. – Jednak nie mamy pewności, czy wszyscy odpowiedzieli na szczepienie wysoką odpornością. Mamy też dorosłych, których status immunologiczny jest nieznany – podkreśla lekarz. I wyjaśnia, że organizm dziecka niezaszczepionego jest inkubatorem wirusów i bakterii, przeciwko którym nie został uodporniony. – Wyobraźmy sobie sytuację, gdy dziecko niezaszczepione kontaktuje się z wirusem np. odry czy ospy. W jego organizmie ten wirus się rozmnaża. I taką biologiczną broń wstawiamy do grupy dzieci w przedszkolu – mówi dr Grzesiowski. –Stwarzamy też zagrożenie dla otoczenia, czyli np. dla dorosłych, którzy są opiekunami tych dzieci, ponieważ nie wiemy, czy posiadają pełną odporność. Ich wiek jest różny, a np. osoby powyżej 50. roku życia, nawet jeśli były szczepione kiedyś na odrę w polskim systemie, teraz mogą nie mieć pełnej odporności i zachorować. Każde naturalne rozmnażanie się wirusa czy bakterii w organizmie prowokuje go do mutacji. Czyli inaczej mówiąc, tworzymy szanse, że wirus przejdzie taką mutację, przed którą nie będzie chronić szczepienie – tłumaczy lekarz. A jeśli chodzi o żłobki, to wskazuje, że mogą się w nich znaleźć dzieci, które nie zostały jeszcze zaszczepione, bo np. na odrę szczepimy w wieku 13 miesięcy.

Ramka 2

Posłowie zmierzą się z próbą zniesienia obowiązkowych szczepień

To obywatelska inicjatywa, przygotowana m.in. z inicjatywy stowarzyszenia STOP NOP. Głównym celem projektu jest wprowadzenie dobrowolności szczepień. Ich obowiązek można byłoby wprowadzić w sytuacji ogłoszenia przez wojewodę lub ministra stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii.

W myśl projektu Program Szczepień Ochronnych na dany rok ustanawiałby – zamiast głównego inspektora sanitarnego – minister zdrowia w drodze rozporządzenia. Umożliwić ma to zgłaszanie uwag podczas konsultacji publicznych wszystkim zainteresowanym. Poza tym wprowadzony miałby zostać obowiązek przeprowadzania dokładnych wywiadów przed szczepieniem i po nim oraz przekazywania pisemnej informacji o ryzyku z tym związanym. Autorzy projektu proponują też, by rodzice mieli możliwość zgłaszania do powiatowego inspektora sanitarnego niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP). ©

Wątpliwa skuteczność kar

Szczepienie dzieci jest obowiązkiem rodziców i za jego nieprzestrzeganie grozi kara. Nakłada je wojewoda w drodze decyzji administracyjnej, na wniosek inspekcji sanitarnej. – Praktyka jest taka, że najpierw się rozmawia z rodzicami, próbując dojść, dlaczego nie szczepią, przekonać. Jednak w sytuacji, gdy argumenty medyczne nie trafiają, wysyła się wezwanie do wykonania tego obowiązku. Bo zgodnie z ustawą obowiązek szczepień jest takim niepieniężnym obowiązkiem prawnym. Takich upomnień inspekcja wysyła ok. 5 tys. rocznie. Nie wszystkie kończą się karami – mówi rzecznik GIS Jan Bondar.

Kary są nakładane, od kilkudziesięciu do kilkuset rocznie, w zależności od województwa. Sprawy jednak trwają kilka miesięcy, bo przysługują środki odwoławcze. Jednak, jak ocenia rzecznik GIS, od kilku lat ukształtowała się w tej materii jasna linia orzecznicza Naczelnego Sądu Administracyjnego, bo zapada w takich sprawach wiele wyroków. – Generalnie można to streścić tak, że NSA podejmując uchwały, wskazuje, że szczepienia są obowiązkiem prawnym rodziców, że ten obowiązek jest skonkretyzowany w kalendarzu szczepień i że państwo ma prawo wymuszać wykonanie tego obowiązku. Dzięki temu sądy wojewódzkie mają jasną wykładnię. Moim zdaniem próba zmiany ustawy przez przeciwników szczepień jest konsekwencją tego, że to środowisko przegrało wszystkie boje na gruncie prawnym – ocenia Jan Bondar. Czy jednak kary są skuteczne, skoro mimo ich nakładania liczba odmów szczepień rośnie w takim tempie? Doktor Paweł Grzesiowski ma wątpliwości. – Kary, moim zdaniem, są jakąś metodą na aktywistów, ale ludzi przestraszonych nie pozbawią strachu. To tak, jakby ukarać człowieka, który ma lęk wysokości. Kara nie sprawi, że przestanie się bać. Znacznie lepszą metodą jest uświadamianie. Poza tym nakładanie grzywien powoduje, że rodzice odwołują się do sądu administracyjnego, toczą się wielomiesięczne sprawy. Często też sięgają po fałszywe zaświadczenia lekarskie o przeciwwskazaniach medycznych. Penalizacja powinna dotyczyć recydywistów i aktywistów – ocenia lekarz.

– Kary powinny w polskim systemie prawnym pozostać, m.in. dlatego że spora część rodziców pod wpływem takiego wezwania jednak decyduje się na szczepienia. Oczywiście nie jest to najlepszy sposób promocji szczepień. Z tego zdajemy sobie sprawę. Dlatego chcemy rozpocząć batalię w internecie. Skupiamy się na tym, by wszystkie antyszczepionkowe fake newsy obnażać na gruncie wiedzy naukowej. To dla nas najważniejsze wyzwanie – przyznaje Jan Bondar.

5000 tyle upomnień rocznie wysyła GIS do rodziców nieszczepiących dzieci, nie wszystkie skutkują karami

Czy rzeczywiście rodzice bardziej wierzą informacjom rozpowszechnianym w internecie niż autorytetom medycznym? Na pewno nie wszyscy, bo wciąż jednak przeważająca większość szczepi swoje dzieci. W skuteczność szczepień nikt nie wątpi, nawet ich przeciwnicy. Bardziej jednak niż chorób, przed którymi chronią, boją się ich skutków ubocznych. – Szczepienia, jak każda czynność medyczna, niosą ze sobą pewne ryzyko. To ryzyko jest znane i opisane. Chodzi o to, żeby rodzic rozumiał, że to ryzyko jest wielokrotnie niższe od tego wynikającego z konsekwencji choroby. Na tym polega sens szczepień – przekonuje Jan Bondar. Przypomina, że trwają prace nad funduszem kompensacyjnym dla osób, które mogły ucierpieć w związku ze szczepieniami (jest wpisany do tzw. dużej nowelizacji ustawy o chorobach zakaźnych, jej projekt jest po konsultacjach społecznych). – To nie jest fundusz odszkodowawczy, nie będzie trzeba udowadniać szkody. Natomiast będzie mechanizm kompensacyjny polegający na tym, że jeśli ktoś zaszczepił swoje dzieci, przyczyniając się tym samym do wspólnego dobra, a wystąpiło jakieś zdarzenie, które można wiązać z tym szczepieniem, to bez przeprowadzania dowodów będzie mógł liczyć na jakąś gratyfikację. A finansować to mają firmy, które dostarczają szczepionki, te, które wygrywają przetargi. Takie fundusze istnieją w wielu krajach – mówi rzecznik GIS.

Stanowisko MEN z 26 września 2018 r

W kwestii kryteriów postępowania rekrutacyjnego do publicznych przedszkoli na pierwszym etapie brane są pod uwagę następujące kwestie:

1) wielodzietność rodziny kandydata;

2) niepełnosprawność kandydata;

3) niepełnosprawność jednego z rodziców kandydata;

4) niepełnosprawność obojga rodziców kandydata;

5) niepełnosprawność rodzeństwa kandydata;

6) samotne wychowywanie kandydata w rodzinie;

7) objęcie kandydata pieczą zastępczą.

Kryteria te mają jednakową wartość i wynikają z Konstytucji RP ‒ ich rozszerzanie nie wydaje się zasadne.

Natomiast w przypadku równorzędnych wyników uzyskanych na pierwszym etapie postępowania rekrutacyjnego lub jeżeli po zakończeniu tego etapu, na drugim etapie postępowania rekrutacyjnego są brane pod uwagę kryteria określone przez organ prowadzący, z uwzględnieniem zapewnienia jak najpełniejszej realizacji potrzeb dziecka i jego rodziny, zwłaszcza potrzeb rodziny, w której rodzice albo rodzic samotnie wychowujący kandydata muszą pogodzić obowiązki zawodowe z obowiązkami rodzinnymi, oraz lokalnych potrzeb społecznych.

Ustawodawca nie upoważnił Ministra Edukacji Narodowej do dokonywania oceny kryteriów przyjętych przez organy prowadzące. Jednostki samorządu terytorialnego mogą przyjmować różne kryteria różnicujące sytuację dziecka, o ile są zgodne z obowiązującym stanem prawnym.

Minister Edukacji Narodowej nie sprawuje nadzoru nad działalnością jednostek samorządu terytorialnego prowadzących szkoły/przedszkola i placówki oświatowe. Zgodnie z Konstytucją RP oraz przepisami ustaw samorządowych, jednostki samorządu terytorialnego działają samodzielnie i na podstawie własnego budżetu. Z ramienia państwa kontrolę nad działalnością jednostek samorządu terytorialnego z punktu widzenia legalności sprawuje właściwy wojewoda, a w zakresie gospodarki finansowej – regionalne izby obrachunkowe.

Ministerstwo Edukacji Narodowej popiera wszystkie inicjatywy promujące szczepienia, w szczególności te mające na względzie obowiązek realizacji Programu Szczepień Ochronnych. Szczepienia ochronne pełnią ważną rolę w kształtowaniu zdrowia publicznego w Polsce, zapobiegając tym samym występowaniu chorób zakaźnych i następstwom tych chorób.

Resort ostrożny, politycy bardziej radykalni

Skoro jest obowiązek, są kary, a wkrótce ma być także mechanizm kompensacji, czy potrzebne są dodatkowe zachęty, takie jak preferencje przy rekrutacji do żłobków i przedszkoli? Pytane o obywatelski projekt Ministerstwo Zdrowia nie chce zajmować jednoznacznego stanowiska, ale deklaruje, że popiera każdą inicjatywę promującą szczepienia i podkreślającą wagę ich utrzymania – „zwłaszcza w dobie wzrostu zachorowań na odrę na świecie oraz mając na względzie obowiązek realizacji Programu Szczepień Ochronnych”. Wskazuje przy tym jednak, że wprowadzanie rozwiązań analogicznych do stosowanych w innych krajach w zakresie weryfikacji wykonanych szczepień u dzieci wymagałoby zmiany prawa. A kryteria przyjęcia do żłobków, przedszkoli i szkół pozostają poza kompetencją ministra zdrowia.

Z kolei Ministerstwo Edukacji Narodowej nie widzi powodu rozszerzania ustawowych kryteriów i – jak mówi rzeczniczka MEN Anna Ostrowska – nad ich zmianą nie pracuje. Jeśli zaś chodzi o kryteria dodatkowe, które na kolejnym etapie rekrutacji przyjmują samorządy, to resort edukacji nie ma upoważnienia, by dokonywać ich oceny – dodaje (patrz: stanowisko MEN).

Także politycy partii rządzącej są ostrożni w deklaracjach. – Jestem zwolennikiem szczepień. Uważam jednak, że nie ma potrzeba dodatkowych uregulowań w tej kwestii, ani w jedną stronę, ani w drugą – mówi Tomasz Latos (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej komisji zdrowia. Jego zdaniem dla pacjentów te rozwiązania, które obecnie obowiązują w Polsce, są dobre i wystarczające. – Nie widzę powodu, żeby je dodatkowo wzmacniać, bo to na pewno wywoła reakcję tych, którzy są przeciwnikami szczepień – podkreśla. Znacznie bardziej stanowcza jest prof. Alicja Chybicka (PO), również zasiadająca w komisji zdrowia. Wrocławską inicjatywę uważa za bardzo dobry kierunek. Jej zdaniem należy pójść dalej i wprowadzić jeszcze mocniejsze narzędzia. – Gdy w mojej klinice trafia się dziecko, które jesteśmy w stanie wyleczyć, ale rodzice się na to nie zgadzają, występujemy do sądu, który nawet w ciągu jednego dnia jest w stanie rozpatrzyć taką sprawę. Wydaje zgodę na leczenie, ograniczając władzę rodzicielską. Moim zdaniem analogiczne procedury powinny obowiązywać w przypadku szczepień. Bo nieszczepienie dzieci zagraża ich zdrowiu i życiu – przekonuje. Profesor Chybicka jest lekarką, która leczy najciężej chore dzieci, więc taka opinia z jej strony nie dziwi. Ale równie stanowcza jest jej partyjna koleżanka, była minister edukacji Krystyna Szumilas. – Ministerstwo Edukacji Narodowej powinno stanąć po stronie rodziców dbających o zdrowie dzieci i przestrzegających prawa obowiązującego w Polsce. Niestety, nie słyszałam, by minister edukacji dała jakikolwiek sygnał, że prawo o obowiązku szczepienia dzieci jest ważne i należy go przestrzegać oraz że jego nierespektowanie będzie skutkowało wyciągnięciem konsekwencji wobec rodziców – mówi. Jej zdaniem w naszym kraju inicjatywy ograniczające dostęp dzieci nieszczepionych do przedszkoli nie są wprowadzane, ponieważ nie ma zgody na sytuację, w której za błędy rodziców płaci dziecko. Dlatego w Polsce za egzekwowanie od rodziców wykonywania obowiązkowych szczepień odpowiada minister zdrowia i działający w jego imieniu główny inspektor sanitarny. Krystyna Szumilas zwraca uwagę, że obowiązujące prawo nie daje rodzicom żadnych możliwości, by przeciwstawiać się temu, by z ich dziećmi przebywały w placówkach oświatowych te, które nie są zaszczepione. – Pozostaje nacisk na rządzących. Myślę, że akcja zbierania podpisów we Wrocławiu może pomóc w zmuszeniu rządu do zajęcia się tym problemem. Bez presji rodziców to się nie uda – przekonuje posłanka. ©

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.