Sabotaż na torach do Lublina. Ekspert wyjaśnia, dlaczego pociągi przejechały po wyrwie i się nie wykoleiły
Po dwóch aktach dywersji na torach z Warszawy do Lublina służby szukają sprawców. Na liniach kolejowych rozpoczęto szczegółowe inspekcje. Czy dywersanci rzeczywiście chcieli wysadzić pociąg z ludźmi jak mówi premier?
Premier Donald Tusk ogłosił, że na trasie Warszawa–Lublin niedaleko Garwolina doszło do aktu dywersji, a dokładnie do eksplozji, „która najpewniej miała na celu wysadzenie pociągu na trasie”. Jeśli wierzyć w ten scenariusz, to sytuacja mogła zakończyć się tragedią.
Uporządkujmy chronologicznie przebieg wydarzeń. W niedzielę o godz. 6.40 maszynista pociągu PKP Intercity „Wisłok” z Warszawy do Rzeszowa zgłosił dyżurnemu ruchu na stacji Dęblin, że w torze między Garwolinem i Dęblinem istnieje niepokojąca nierówność. Dyżurny ruchu nakazał jadącemu kilkadziesiąt minut później maszyniście pociągu Kolei Mazowieckich z Warszawy do Dęblina jazdę ze zmniejszoną prędkością. Skład dotarł tam ok. godz. 7.30, ale maszynista nie zdążył zahamować przed zniszczonym fragmentem, tylko zatrzymał się okrakiem nad nim. Kiedy maszynista wyszedł z pociągu, stwierdził, że brakuje odcinka jednej szyny o długości ok. 1 m. Tor nr 1 (w kierunku Lublina) został zamknięty na odcinku kilku kilometrów. Pociągi w obu kierunkach zaczęły jeździć tam jednym torem, co zaczęło generować opóźnienia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.