12 tys. Polaków na podsłuchach
Opozycja domaga się od premiera zdymisjonowania płk. Jacka Mąki, wiceszefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Politycy oskarżają go o wykorzystanie swojej pozycji i wiedzy o treści tajnych podsłuchów w prywatnym celu: na użytek cywilnego procesu. Dyskusję o słabej kontroli sądów i Sejmu nad działalnością służb wywołała sprawa podsłuchanych rozmów Cezarego Gmyza z "Rzeczpospolitej" i Bogdana Rymanowskiego z TVN. - Pułkownik w oczywisty sposób złamał prawo. To kryzys państwa, kryzys władzy i tego rządu - komentował były premier, lider PiS Jarosław Kaczyński. Sprawa poruszyła również polityków PSL. - Mąka powinien zostać zdymisjonowany - nie miał wątpliwości poseł Eugeniusz Kłopotek. Premier ograniczył się do polecenia, aby minister sprawiedliwości dokładnie wyjaśnił sytuację.
O co dokładnie jest oskarżany mało znany, ale bardzo wpływowy wiceszef tajnych służb? Jego pełnomocnik prawny zdobył zgodę prokuratury na odtajnienie podsłuchu telefonu Wojciecha Sumlińskiego, niezależnego dziennikarza podejrzanego o płatną protekcję. Dzięki tej decyzji Mąka mógł wykorzystać treść podsłuchów w swoim prywatnym procesie z Gmyzem.
- Nie złamaliśmy prawa. Podjęliśmy taką decyzję ze względu na interes wymiaru sprawiedliwości - uzasadnia wiceszef warszawskiej prokuratury apelacyjnej Robert Majewski. Nie przekonuje to sędziego warszawskiego sądu okręgowego Marka Celeja. Jego zdaniem, zgodnie z prawem, jedyną podstawą do wykorzystania podsłuchu jest podejrzenie popełnienia przestępstwa. To znaczy, że taki dowód może być wykorzystany jedynie w postępowaniu karnym. - Nie jest dopuszczalne posługiwanie się i udostępniania materiałów uzyskanych w wyniku podsłuchu w innych postępowaniach - uważa Marek Celej.
Podobne wnioski płyną z postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 26 kwietnia 2007 roku (sygn. akt I KZP 6/07). Stwierdził on, że na gruncie ustawy o policji wykluczone jest wydanie przez sąd zgody na przeprowadzenie kontroli operacyjnej dotyczącej innych przestępstw niż wymienione w ustawie o policji. W uzasadnieniu SN podkreślił, że możliwe jest jednak wykorzystanie dowodów zebranych w toku kontroli operacyjnej wobec innej osoby niż objęta postanowieniem sądu. "Warunkiem tego jest uzyskanie następczej zgody sądu. Jest ona w tym przypadku konieczna, bowiem cel kontroli operacyjnej oraz zasada subsydiarności jej stosowania wyznaczają dopuszczalny zakres tej kontroli" - podkreślił SN w uzasadnieniu postanowienia.
Przypadek podsłuchiwanych dziennikarzy kolejny raz wskazuje na brak jednej ustawy regulującej zasady pracy operacyjnej wszystkich dziewięciu służb. Prace nad tym aktem dosłownie stanęły w miejscu, odkąd Marek Biernacki (PO) łączy funkcje szefa komisji spraw wewnętrznych i komisji śledczej badającej porwanie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika.
A sprawa jest poważna. - Włączamy ponad 12 tysięcy podsłuchów rocznie. Z roku na rok ta liczba rośnie, najwięcej wniosków składają policja i ABW - wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości.
Robert Zieliński
Łukasz Sobiech
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu