Armii nie zabraknie ochotników do służby
- Tak. Najlepsze scenariusze poligonowe nigdy nie dałyby polskim żołnierzom tak dużej wiedzy i doświadczenia jak udział w misjach w Iraku czy w Afganistanie. Armia Polska w przededniu profesjonalizacji jest inna niż przed 2003 rokiem (t.j. od momentu rozpoczęcia misji pokojowej w Iraku). W wojsku jestem od 1969 roku i dokładnie wiem, jaką ona przedstawia dzisiaj wartość. Nie rozmawiamy już na temat butów, kamizelek, ale jakości sprzętu opancerzenia czy systemów dowodzenia, wsparcia bojowego oraz zabezpieczenia logistycznego. Po raz pierwszy od czasów powojennych dowodziliśmy wielonarodowym związkiem taktycznym w składzie koalicyjnym. Żołnierze, od szeregowego do generała, nauczyli się współdziałania z koalicjantami. Zmieniły się systemy działania, sposób myślenia, planowania i prowadzenia operacji, zabezpieczenia logistycznego, medycznego i wzajemnego wsparcia na polu walki.
- Około 15 tys. żołnierzy. Przyjęta obecnie przez rząd strategia udziału naszego wojska w misjach poza granicami kraju wskazuje, że Polska będzie nadal się angażować w misje organizowane przez NATO, UE, ONZ. Liczba żołnierzy poza granicami kraju będzie wynosić od 3,2 tys. do 3,8 tys. Oznacza to, że w armii ciągle będą doświadczeni żołnierze.
- Nie. Armia stara się doceniać ich doświadczenie zdobyte na misjach pokojowych. Żołnierze są wykorzystywani do szkolenia swoich następców. Przekazują im swoje doświadczenia zdobyte niejednokrotnie na polu walki. Wśród ochotników, którzy powrócili z misji, byli najczęściej żołnierze zawodowi nadterminowi, których znaczna część pozostała w wojsku. Były jednak takie przypadki, że dla niektórych z nich po powrocie nie było etatu w armii. Generalnie w większości przypadków wojsko wykorzystuje doświadczenie tych żołnierzy. Bardzo często są oni liderami w swoich jednostkach. Jeśli chodzi o żołnierzy zawodowych, to większość z nich awansowała na wyższe stanowiska służbowe i ich doświadczenie zostało wykorzystane.
- Tego nigdy nie można wykluczyć. Jedną z cech, a zarazem zalet naszego zawodu jest możliwość odejścia po 15 latach na wcześniejszą emeryturę, która wynosi 40 proc. uposażenia zasadniczego. I ten model emerytalny obowiązuje dzisiaj. To jest jeden z argumentów, który przyciąga kandydatów do służby w armii. Żołnierz zawsze może po tym okresie otrzymywać emeryturę i pracować w innym zawodzie. Jest pewna obawa, że część doświadczonych i dobrze wyszkolonych żołnierzy będzie odchodziła wcześniej z wojska, ale na ich miejsce przyjdą kolejni.
- W trakcie tworzenia armii zawodowej nie byłoby wskazane podejmowanie takich decyzji. Obecny system emerytalny jest zachętą dla młodych osób, które chcą się związać z wojskiem i dla tych, które obecnie służą. Niewykluczone, że prace takie będą podjęte w przyszłości, aby znaleźć jak najlepsze rozwiązania, i będzie to niewątpliwie dużym wyzwaniem dla Ministerstwa Obrony Narodowej.
- Są to różne osoby, zarówno z wykształceniem gimnazjalnym, średnim, licencjackim, jak i po studiach wyższych II stopnia. Zauważamy, że wśród ochotników jest zróżnicowane zainteresowanie służbą w poszczególnych jednostkach. Tak więc np. bardzo dużym zainteresowaniem cieszy się służba w 6 Brygadzie Desantowo-Szturmowej w Krakowie i w innych elitarnych jednostkach WP, lecz tam kryteria przyjęć są ostrzejsze. Na podstawie zgłaszających już się ochotników do armii przewidujemy, że będzie ich więcej, niż zakłada limit, co daje nam możliwość większego wyboru.
generał, radca ministra obrony narodowej, ukończył Akademię Sztabu Generalnego WP i studia podyplomowe w Królewskiej Akademii Studiów Obronnych w Wlk. Brytanii. W 2004 roku dowódca Wielonarodowej Dywizji Sił Stabilizacyjnych w Iraku
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.