Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bezpieczeństwo

Lekarz ukrył dowody w sprawie Olewnika

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Czy nadkomisarz Bogdan Zalewski, biegły lekarz z Olsztyna, ukrył dowody ze sprawy Krzysztofa Olewnika?

Dziennik Gazeta Prawna dotarł do treści opinii, z której wynika, że to właśnie Zalewski pominął w swoim raporcie jeden z wyników badania DNA porwanego biznesmena. Sprawę bada gdańska prokuratura.

Bogdan Zalewski pracuje w referacie techniki kryminalistycznej Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie. W październiku 2006 roku w laboratorium kryminalistycznym Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie badał dziewięć próbek pobranych z trzech fragmentów kości ze szczątków Krzysztofa Olewnika. Nadkomisarz Zalewski uznał, że 28 października nad ranem w lesie pod Różanem na Mazowszu olsztyńska policja i prokuratura znalazły szczątki porwanego.

Gdańska prokuratura odkryła, że nadkomisarz w swoim protokole z badania DNA nie wspomniał o trzech próbkach pobranych z fragmentów kości "ramiennej prawej". Stwierdził bowiem, że próbki nie nadają się do badań ze względu na daleko posunięty rozkład. Jednak oskarżyciele zdobyli dowody, że te trzy zakwestionowane próbki nadawały się do badań. Co więcej, okazało się, że ich wyniki sugerowały, iż znalezione 28 października 2006 r. zwłoki nie należały do Krzysztofa Olewnika.

Kości były badane

W listopadzie ubiegłego roku oskarżyciele poprosili o pomoc profesora Ryszarda Pawłowskiego, genetyka z gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Przedstawili mu dokumentację i protokoły z laboratorium olsztyńskiej policji, także te podpisane przez nadkomisarza Zalewskiego. Profesor Pawłowski dostał też od prokuratury notatki i protokoły z komputerów olsztyńskiego laboratorium. I odkrył, że nadkomisarz Zalewski jednak zbadał trzy próbki z kości, która - jak przecież tłumaczył wcześniej - nie nadawała się do badania.

Jakie były wyniki? "Podczas badań otrzymano profil DNA mężczyzny różny od tego, który zawarto w opinii laboratorium kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie" - napisał profesor Pawłowski. Na tym jednak nie koniec rewelacji: do dzisiaj nie wiadomo, kiedy tak naprawdę z odnalezionego ciała wycięto trzy fragmenty kości. Sekcję zwłok przeprowadzono dopiero 30 października 2006 roku. I dopiero wtedy biegli rozcięli metalową siatkę, w którą owinięte były zwłoki. Zaś z dokumentów wynika, że kości pobrano dwa dni wcześniej. Jak to możliwe? Nie wiadomo. "Nieznany jest sposób pobrania materiału ze zwłok (...)" - podsumował profesor Pawłowski.

Błąd za błędem

Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski w czwartkowym wywiadzie dla DGP ujawnił, że domaga się od wiceministra spraw wewnętrznych Adama Rapackiego, by wyciągnął konsekwencje wobec pracowników policyjnego laboratorium w Olsztynie.

Tymczasem gdańscy prokuratorzy zastanawiają się, czy są podstawy, by zarzuty postawić nadkomisarzowi Zalewskiemu. Z ostateczną decyzją czekają na wyniki nowej sekcji zwłok, które zostały ekshumowane z płockiego cmentarza. Jak się dowiedzieliśmy, biegli stwierdzili już, że pobierano z nich fragmenty do badań. Jakie i kiedy? Tego jeszcze nie wiadomo.

- Tragiczne jest, że w takiej poważnej sprawie popełnia się błąd za błędem. Sprawa, w której chodziło o ludzkie życie, była prowadzona tak, by jej nigdy nie skończyć. To pokazuje słabość polskiego wymiaru sprawiedliwości - mówi nam Marek Biernacki z PO, szef sejmowej komisji śledczej badającej zaniedbania popełnione w czasie śledztwa w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika.

Maciej Duda

maciej.duda@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.