Śmigłowcowych pięć przykazań
Z wciąż trwającego procesu zakupu śmigłowców wielozadaniowych warto wyciągnąć wnioski, które przydadzą się przy nabyciu maszyn uderzeniowych
Postępowanie przetargowe na zakup śmigłowców ogłoszono prawie cztery lata temu - w marcu 2012 r. Od tego czasu w tej materii jesteśmy świadkami nieustających zmian. Na początku kupionych miało być 26 wiropłatów, pół roku później ich liczba wzrosła do 70. Teraz jesteśmy na etapie 50. Przesuwano również terminy składania dokumentów (m.in. na wniosek samych oferentów) oraz ogłaszania rozstrzygnięć. Ostatecznie informację o tym, że do testów przejdą produkowane przez Airbusa caracale, ogłosił w szczycie kampanii prezydenckiej ówczesny prezydent Bronisław Komorowski. Negocjacje koncernu z Ministerstwem Obrony Narodowej się zakończyły (cena brutto to 13,35 mld zł brutto). Na dniach sfinalizowane powinny zostać również rozmowy dotyczące offsetu w Ministerstwie Gospodarki. O tym, czy kontrakt podpisać, zdecyduje już nowy rząd. Abstrahując od tego, czy to zrobi, czy śmigłowcowa saga będzie się ciągnąć dalej, warto z tego postępowania wyciągnąć wnioski, by to kolejne - na śmigłowce bojowe w ramach programu "Kruk" - było przeprowadzone sprawniej i budziło mniej kontrowersji.
Po pierwsze: do czego mają służyć
Wydaje się, że grzechem pierworodnym postępowania na śmigłowce wsparcia bojowego był brak jasnej koncepcji, jakie statki powietrzne chcemy mieć i do czego one mają służyć, jak mają się wpasować w potrzeby naszej armii. Dowodem na brak przemyślenia tego zagadnienia są kilkukrotne zmiany liczby i rodzaju zamawianych maszyn. To postępowania nie przyspiesza. By uniknąć tego rodzaju sytuacji, warto bardzo wnikliwie przemyśleć to, jak chcemy używać naszych śmigłowców uderzeniowych, czy nawet szerzej - sił powietrznych. Bo czterej potencjalni oferenci w postępowaniu "Kruk" proponują nam maszyny różnorodne, ich idealne zastosowanie jest inne. W tej samej misji mogą sobie poradzić w bardzo różny sposób.
Decyzja o wyborze konkretnej maszyny powinna być odpowiedzią na to, jakich zagrożeń w najbliższej przyszłości się spodziewamy, czyli wpisywać się w kompleksową strategię obronną naszego kraju. Brzmi to jak oczywista oczywistość, ale warto to powtórzyć. A nuż, planując zakup, ktoś faktycznie weźmie to sobie do serca.
Miejsca pracy to nie wszystko
Kolejną kwestią jest odpowiednie ustawienie priorytetów przy zakupie. W przypadku procedury dotyczącej śmigłowców wielozadaniowych politycy regularnie powtarzali, że bardzo istotna jest rola polskiego przemysłu obronnego. Być może część zaangażowanych w cały proces osób uwierzyła, że to właśnie ta sfera jest najważniejsza. Warto pamiętać, że jednak podstawą zakupu sprzętu wojskowego powinna być jego przydatność dla... wojska. I to powinno być jasno określone już na samym początku. Mimo że miejsca pracy to w polityce rzecz kluczowa, szczególnie przed wyborami. Także istotna jest rola offsetu - jeśli chcemy go pozyskać w ramach tego postępowania, to powinniśmy mieć jasną strategię, które technologie nas interesują, by nasz przemysł skorzystał na tym najbardziej. I wybierać partnera, który swoje zobowiązania wypełnia.
Jasne kryteria postępowań
Tym, o czym resort obrony przy tym postępowaniu zapomniał, jest pewna przejrzystość i transparentność. Najlepszym tego przykładem są tu testy wybranego śmigłowca w Powidzu. Nawet przychylni caracalom obserwatorzy postępowania dziwili się, że były one o wiele krótsze niż na początku przewidywano. Dziwiono się też, dlaczego do sprawdzenia zaproszono tylko jednego z trzech potencjalnych dostawców. Poza tym testowanie śmigłowca, który ma być dostarczony m.in. w wersji do zwalczania okrętów podwodnych, w odległości prawie 300 km od morza może budzić wątpliwości. W tym przypadku resort sam wystawił się na ostrzał krytyków.
Zakup nie zamyka kosztów
Nawet przy zapowiedziach zwiększenia budżetu na obronność nie wolno zapominać o finansach. Warto mierzyć siły na zamiary i dobrze rozpoznać rynek.
Jednym z powodów zmniejszenia liczby zamawianych śmigłowców z 70 na 50 były właśnie środki finansowe, a raczej ich brak. By uniknąć podobnych zawirowań, warto po prostu wiedzieć, ile co może kosztować i tak zaplanować zamówienie by pieniędzy nam starczyło.
Drugim aspektem finansowym, na który trzeba zwrócić uwagę przy każdym zakupie sprzętu wojskowego, jest koszt późniejszego użytkowania sprzętu. Szacuje się, że cena za zakup to około 30-40 proc. tego, ile na dany sprzęt wyda się przez cały okres jego użytkowania. Oczywiście wojskowi planiści o tym doskonale wiedzą. Pytanie, czy pamiętają o tym również politycy, którzy na wybór sprzętu mają olbrzymi wpływ.
To kolejna rzecz, o której powinniśmy zdecydować na początku procedury przetargowej na "Kruka". Bo to, że polityka przy takich zakupach ma znaczenie, jest oczywiste. Warto jednak zawczasu zdecydować, jak duże. Bo przy zakupach śmigłowców głowa w chmurach nie pomoże. Tu trzeba bardzo twardo stąpać po ziemi.
Maciej Miłosz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu