Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Nowoczesność, której wciąż nie ma

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 15 minut

FINANSOWANIE Najnowszy projekt ustawy budżetowej to symboliczne pożegnanie się z modernizacją techniczną armii planowaną przez PO. Na jutrzejszej konferencji być może poznamy szczegóły tej proponowanej przez PiS

W przedstawionym pod koniec sierpnia projekcie ustawy budżetowej na rok 2017, pierwszym budżecie zupełnie samodzielnie przygotowanym przez rząd premier Beaty Szydło, na 14 głównych programów modernizacji technicznej na lata 2014-2022 zaplanowano nieco ponad 70 mld zł. Biorąc pod uwagę, że trzy lata temu rząd Donalda Tuska rezerwował na ten sam cel 90 mld zł, ten projekt budżetu można uznać za ostatni gwóźdź do trumny ogłoszonego przez Platformę Obywatelską programu.

Plan dla następców

Symptomów mówiących o tym, że ten program pozostanie wirtualny od początku było więcej. Grzechem pierworodnym były tak naprawdę nierealne założenia. Jak wielokrotnie informowaliśmy na łamach DGP, suma 130 mld zł, o której wówczas mówiło się w kontekście całej modernizacji, nigdy nie miała pokrycia w założeniach budżetowych. Inną sprawą jest to, że nawet te zaplanowane 90 mld zł było tak rozłożone, że zdecydowana większość wydatków miała zostać zrealizowana w ostatnich latach trwania programu, z tym że nie były one dokładnie rozplanowane.

- Jakby ten, kto to planował, już wiedział, że i tak nie zdąży tego zrealizować - mówi Mariusz Cielma z "Nowej Techniki Wojskowej".

A kalendarz sobie

Kolejną kwestią jest to, że w Polsce procedury zakupu uzbrojenia są skomplikowane, a realizujący zamówienia Inspektorat Uzbrojenia nie ma umocowania prawnego, by je przyspieszyć. Prawo przewiduje np., że jakaś kwestia musi być opiniowana przez różne podmioty, ale już nie mówi, w jakim czasie. A IU nie ma mocy sprawczej, by wymagać przedłożenia opinii w konkretnym terminie. Poza tym biorąc pod uwagę, że w inspektoracie pracuje około 400 osób, które mają obsłużyć przetargi warte dziesiątki miliardów złotych, nie ma możliwości, by nie pojawiły się pokaźne opóźnienia. Po prostu pracy dla takiej liczby osób jest zbyt dużo.

Do niedotrzymywania planowanych terminów dokładają się także często zmienne decyzje polityków. Tu sztandarowym przykładem jest planowany od lat zakup okrętów podwodnych. Choć na początku koncepcja nie przewidywała pocisków manewrujących, to w pewnym momencie resort obrony zmienił zdanie. Dużą część postępowania trzeba było powtórzyć, więc zmarnowano praktycznie dwa lata. Nowe okręty tego typu pod polską banderą w najbardziej optymistycznym scenariuszu zobaczymy już w... 2022 r.

Jeśli spojrzymy na 14 zaprojektowanych programów, to lista tych, w których realizacji udało się odnotować pewne sukcesy, jest raczej krótka. Można na nią wpisać samoloty szkolno-bojowe AJT (pierwsze egzemplarze są już w Polsce), samoloty transportowe CASA (program był już na ukończeniu w momencie wpisywaniu go na listę 14 głównych programów modernizacyjnych) czy zakup kołowych transporterów opancerzonych Rosomak, który powinien się zakończyć w niedalekiej przyszłości. W ostatnich miesiącach zaczęło być wreszcie widać efekty w programach artyleryjskich - podpisano m.in. umowę na samobieżne moździerze Rak. No a pod koniec ubiegłego roku podpisano wart 2,4 mld zł kontakt na modernizację czołgów Leopard. Umowa, choć budzi kontrowersje ze względu na wartość (wcześniej planowano, że będzie to znacznie mniej), jest jednak milowym krokiem naprzód.

- Ocenianie przed zakończeniem realizacji jest trudną sprawą. Od początku plan modernizacji technicznej był niedoszacowany finansowo. Jeśli okazuje się, że wartość programu Wisła może być cztery razy wyższa, niż zakładano, to trudno się dziwić brakowi decyzji o zakupie - wyjaśnia Andrzej Kiński z Zespołu Badań i Analiz Militarnych, redaktor naczelny miesięcznika "Wojsko i Technika". - Moim zdaniem największą klapą jest jednak modernizacja marynarki wojennej. Poza programem niszczyciela min Kormoran II w programach okrętowych nie dzieje się praktycznie nic. Paradoksalnie wydaje się, że projekty, które realizował wyłącznie polski przemysł, idą lepiej niż te, w których mieliśmy kooperować z dużymi podmiotami zagranicznymi. Wyjątkiem jest tu modernizacja Leopardów 2 - dodaje.

Niestety, lista podobnych klap jak ta na morzu jest w programie modernizacji technicznej o wiele dłuższa. Najgłośniejsze i najbardziej spektakularne to system obrony powietrznej, który miały tworzyć m.in. programy Wisła (średni zasięg) i Narew (krótki zasięg). Wydaje się, że najbardziej zaawansowane rozmowy toczą się z amerykańskim Raythonem (produkuje zestawy Patriot), ale rząd Prawa i Sprawiedliwości wrócił także do negocjacji z konsorcjum MEADS. Pytań jest zresztą w tej sprawie znacznie więcej niż odpowiedzi - w korytarzach resortu obrony rozważa się różne koncepcje - m.in. taką, by na razie z Wisły zrezygnować.

Podobnie zagmatwana sytuacja jest w kwestii śmigłowców transportowych. Jeszcze przed wyborami obecny minister obrony Antoni Macierewicz deklarował, że nowy rząd na wybór francuskich caracali się nie zgodzi. Tymczasem od kilku ładnych miesięcy trwają negocjacje między koncernem Airbus a Ministerstwem Rozwoju. Nieoficjalnie wiadomo, że obecnie warunki, jakie oferują Francuzi, są zdecydowanie korzystniejsze niż to, co proponowali jeszcze pół roku temu, choć wcale nie jest powiedziane, że resort rozwoju je zaakceptuje. Naprawdę trudno wyrokować, w którą stronę pójdzie to zamówienie. Czy będzie to podział zakupu między różnych producentów, czy jego odwołanie bądź też po prostu podpisanie umowy na caracale? Nie wiadomo również, na ile poważnie można traktować deklaracje Ministerstwa Obrony Narodowej w sprawie przyspieszenia programu Kruk, czyli zakupu śmigłowców uderzeniowych.

Wiadomo natomiast, że bezzałogowce średniego zasięgu dostarczy zapewne Polska Grupa Zbrojeniowa. Choć trudno powiedzieć kiedy. Niestety postępowania na systemy rozpoznania obrazowego zapowiadane jeszcze przez poprzedni rząd, który też je radykalnie opóźniał, teraz są zupełnie w lesie.

Zmieniono również postępowanie na system zarządzania polem walki. Dostarczyć ma go także PGZ.

- Polska Grupa Zbrojeniowa S.A. bezpośrednio jako lider lub poprzez spółki zależne bierze udział w postępowaniach dotyczących ponad 100 projektów w ramach poszczególnych programów operacyjnych PMT - poinformowała wczoraj rzeczniczka PGZ Hanna Węglewska.

Kwestia akcentów

Tak duży wzrost zamówień w tej państwowej grupie jest wyrazem traktowania PGZ przez obecną ekipę rządzącą jako "podstawowy element systemu bezpieczeństwa państwa".

Mimo że zamówień jest dużo, wciąż nie wiadomo, co jest priorytetem. Jak deklarował wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki, do 15 września ministrowi obrony ma zostać przedstawiony zredefiniowany program modernizacji technicznej. Wczoraj mówił nawet, że jest on już praktycznie gotowy. Być może część tych tajemnic zostanie rozwiana jutro w trakcie konferencji Kownackiego na Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w Kielcach i rząd premier Beaty Szydło po prostu przeniesie punkt ciężkości z 14 głównych programów operacyjnych na inne dziedziny wojskowe, inaczej rozłoży akcenty.

Niezależnie od tego, czy po prawie roku rządów PiS wreszcie usłyszymy konkrety dotyczące przyszłości Wojska Polskiego, ta redefinicja wpisuje się w polską tradycję braku kontynuacji długoletnich planów zbrojeniowych. Zmieniali je i poprzednicy Prawa i Sprawiedliwości, zmieniać zapewne będą ich następcy. Niestety, dziedzina, która jak mało co lubi kontynuację - ponieważ często realizacja programu wymaga nawet 10 lat - o jakiejkolwiek stabilności wciąż nie może nawet pomarzyć. O komentarz do zmian budżetowych poprosiliśmy byłego dowódcę wojsk lądowych oraz wiceministra obrony gen. Waldemara Skrzypczaka.

- Skrojono budżet, bo nie ma pieniędzy. I będzie ich mniej. Każdy rząd ma inne priorytety, ale niestety żaden z nich nie traktuje armii priorytetowo. Politycy zawsze mówią, że fundusze będą, a ich nie ma. Program modernizacji jeszcze tak naprawdę nie ruszył - stwierdza były wojskowy. - To jest takie polskie rozdwojenie jaźni: padają deklaracje o ogromnych pieniądzach, które pozostają wirtualne. A to nie przekłada się na podniesienie zdolności Wojska Polskiego. Biorąc pod uwagę, że wszystkie opcje polityczne straszą nas atakami rosyjskimi, takie zachowanie dziwi. Wygląda na to, że bić się mają za nas Amerykanie, Brytyjczycy albo Francuzi, bo my sami wystarczająco finansować wojska nie chcemy.

Skrojono budżet, bo nie ma pieniędzy. I będzie ich mniej. Każdy rząd ma inne priorytety, ale niestety żaden nie traktuje armii priorytetowo. Politycy zawsze mówią, że fundusze będą, a ich nie ma

gen. Waldemar Skrzypczak

@RY1@i02/2016/172/i02.2016.172.050000100.802.jpg@RY2@

Ile na unowocześnienie armii?

Maciej Miłosz

maciej.milosz@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.