Takim rywalem trudno postraszyć
Drużyna Franciszka Smudy zagra dzisiaj w Bydgoszczy z Kanadą. Nowy selekcjoner da szansę młodym zawodnikom, którzy siedzieli na ławce rezerwowych podczas jego nieudanego debiutu z Rumunią. To nasze nadzieje na Euro 2012. W końcu mamy młodych piłkarzy, którym nie trzęsą się nogi. Może zahipnotyzował ich Franciszek Smuda. A może tylko tak mówią.
Faktem jest jednak, że przed dzisiejszym meczem z Kanadą żaden z młodych kadrowiczów nie czuje tremy, nie chowa się po kątach, nie mówi: "cóż, zobaczymy". Jest za to luz i pewność siebie.
To na pewno postęp. Młodzi zdają sobie sprawę, że Smuda na nich stawia, bo w perspektywie Euro 2012 i po przegranych z kretesem eliminacjach po prostu stawiać musi. I to działa na ich wyobraźnię. Radosław Majewski mówi o "motywacyjnym kopie", 19-letni Wojciech Szczęsny, który dzisiaj zastąpi Tomasza Kuszczaka, czuje się jednym z najlepszych polskich bramkarzy. A wspomina też coś o dwójce najlepszych w Arsenalu. 20-letni Maciej Sadlok odpycha od siebie widmo Piotra Polczaka, nieudanego eksperymentu z niedoświadczonym stoperem w pierwszym składzie. Uśmiecha się, żartuje, poczuł się w tej kadrze jeśli nie pewnie, to przynajmniej swobodnie. - Z Kanadą chcę zagrać tak, by nie pozostawić trenerowi Smudzie wyboru, aby musiał mnie znów powołać. Chcę zostać w tej drużynie jak najdłużej, moim celem jest Euro 2012 - zapowiada obrońca Ruchu.
Swój plan ma również Maciej Rybus. On - jak to mówi - "wszystko przyjmie na klatę". Oby przypodobać się Smudzie. - Prawdopodobnie zagram nie na swojej pozycji, bo jako ofensywny pomocnik. Ale to nie jest dla mnie wielka różnica - twierdzi pomocnik Legii.
Zacięcie walczyć o Euro 2012 będzie również Patryk Małecki. Słaba forma? A co tam. - Nie czuję presji. Czy zagram pięć, czy dziesięć minut, pokażę trenerowi, że warto na mnie stawiać i powołanie mnie nie było pomyłką - twierdzi wiślak, który doskonale wie, w jakie tony uderzyć przed meczem. - Z tego, co słyszałem, to Smuda robi dużo lepsze treningi od Leo Beenhakkera. To bardzo fajny szkoleniowiec.
Smuda w oficjalnych wypowiedziach stara się tonować zapał młodych. I przestrzega przed Kanadyjczykami. - Między nami ani razu nie padło słowo "ogórki" - zapewnia Małecki. Ale naprawdę nie ma sensu straszyć Kanadyjczykami. Ich jednym z najlepszych piłkarzy pozostaje 36-letni, grający w drugiej lidze belgijskiej Tomasz Radziński. Urodził się w Poznaniu, ale przed polską publicznością zagra po raz pierwszy. W jednym z najmniej istotnych meczów w tym roku. Nie będzie ani wielkiej pompy, ani pięknego stadionu, ani głośnego dopingu. Będzie za to dosyć przygnębiająco. Szaro, raczej i bez historii.
- To nic. Czekałem na ten występ od mojego debiutu w kanadyjskiej kadrze. Mam nadzieję, że zostanę dobrze przyjęty przez kibiców. Zresztą niech pamiętają, że urodziłem się i grałem blisko Bydgoszczy - wzdycha Radziński, który zdaje sobie sprawę, iż nawet w Polsce niewielu ludzi traktuje poważnie ten mecz. Z drugiej strony sugeruje, że to jego święto. I nikt mu go nie odbierze.
Jako młody chłopak wyemigrował z rodziną do Kanady. Długo tam nie pograł, bo szybko się zorientował, że w Toronto nie ma szans na zostanie świetnym piłkarzem. - Mamy jedną profesjonalną drużynę i dwie półprofesjonalne. Nie ma infrastruktury, odpowiednich warunków - mówi selekcjoner reprezentacji Kanady Stephen Hart. - Juniorzy muszą wyjeżdżać z kraju, aby osiągnąć wysoki poziom.
Czyli prawie jak w Polsce. Prawie. Być może Sadlok, Rybus albo Małecki pokażą dzisiaj, że te nasze nadzieje na Euro 2012 jeszcze nie umarły.
@RY1@i02/2009/225/i02.2009.225.000.020a.001.jpg@RY2@
Mecz Polska - Kanada
daniel.rupinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu