Chmury nad turniejem Polsat Open
Organizatorzy turnieju Polsat Warsaw Open stanęli przed groźbą sporych strat. Na szczęście deszcz zrobił wczoraj przerwę.
Kiedy wreszcie, z trzygodzinnym opóźnieniem, rozpoczął się pierwszy mecz turnieju Polsat Warsaw Open, wszyscy na warszawskich kortach Legii odetchnęli z ulgą. Udało się rozegrać kilka zaplanowanych meczów I rundy, awansowały Alona Bondarenko i Alexandra Dulgheru. Ale deszcz może jeszcze poważnie skomplikować życie tenisistek, bo prognozy na ten tydzień są fatalne.
Aż do 14 nie było po co zaglądać na turniejowe obiekty przy Łazienkowskiej. Pusty kort centralny przykrywała plandeka. Dziennikarze z nudów układali awaryjne scenariusze imprezy, na wypadek gdyby deszcz nie przestał padać przez cały tydzień. - Nie ma co dywagować, mamy dostęp do najlepszych danych meteorologicznych z lotniska, w środę ma przestać padać, w czwartek wyjdzie słońce - zapewnił dyrektor turnieju Stefan Makarczyk.
Do popołudnia Martina Lutkova, nadzorująca turniej z ramienia WTA, nie podjęła decyzji o przeniesieniu pod dach meczów z turnieju głównego - tam spotkania odbyłyby się bez publiczności, a więc przepadłyby zyski z biletów. Ale na wypadek naprawdę fatalnej pogody trzeba będzie się z tym pogodzić. Makarczyk zachowuje optymizm.
- Z dwojga złego wolę, że pada na początku turnieju, kiedy opóźnienia da się nadrobić, niż w dniu finału, przez co nie można skończyć turnieju na czas - mówił dyrektor.
Zgodnie z przepisami finał można opóźnić tylko o jeden dzień (potem dzieli się nagrodę po równo między dwie finalistki, a tytułu nie przyznaje). Warszawski finał ma się odbyć w sobotę. Problem w tym, że niedziela to pierwszy dzień turnieju im. Rolanda Garrosa w Paryżu. Tenisistki mogą nie chcieć ryzykować wielkoszlemowego startu.
- Gdyby doszło do finału w niedzielę, to uruchomię moje kontakty w Paryżu i spróbuję przesunąć mecze finalistek, aby zdążyły z Warszawy - zapewnia Makarczyk.
Na razie straty czy też dodatkowe koszty generowane przez deszcz nie są przerażające. Trzeba pokrywać wynajęcie zadaszonych kortów na kilkanaście godzin dziennie i płacić kolejne doby hotelowe kwalifikantek w Sheratonie.
- Przed nami ciężki tydzień, będzie dużo czekania - mówiła jedna z gwiazd turnieju, Jelena Dementiewa.
Tym wszystkim nie musi przejmować się Agnieszka Radwańska, która już za dwa dni wyjeżdża do Paryża. Na Rolandzie Garrosie będzie tam m.in. promować swoje rodzinne miasto - na jej koszulce znajdzie się naszywka: "Kraków miasto mistrzów". Na razie nie wiadomo, jaką sumę dostanie za to nasza rakieta nr 1. Podpisana przez nią wczoraj umowa ma charakter wstępny i obowiązuje do końca roku.
@RY1@i02/2010/095/i02.2010.095.000.011b.001.jpg@RY2@
Fot. Zborowski/PAP
Alona Bondarenko
Marta Mikiel
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu