Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Belgijski hit na początek sezonu, Radwańska zaczyna od rewanżu

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Jeśli Agnieszce Radwańskiej powiódł się dziś w nocy rodzinny rewanż, przed nią mecz z niedawną liderką rankingu, Dinarą Safiną.

Rozpoczęty w niedzielę turniej w Sydney będzie jedyną rozgrzewką Polki przed wielkoszlemowym Australian Open.

To się nazywa mocny początek - sezon 2010 trwa dopiero od tygodnia, a tenisiści już zaserwowali kibicom prawdziwą ucztę. Finał w Brisbane, turnieju niższej rangi w kalendarzu WTA, z pulą 220 tys. dol., równie dobrze mógłby rozstrzygnąć imprezę wielkoszlemową. Zresztą w przeszłości trzy finały wielkiej czwórki odbywały się właśnie w tej obsadzie - Kim Clijsters kontra Justine Henin. Długa historia spotkań obu Belgijek, które właśnie rozpoczynają drugi rozdział w karierach po dłuższej nieobecności, stawała przed oczami każdemu, kto oglądał naładowany emocjami sobotni mecz.

- Myślę, że dosyć wysoko ustawiłyśmy sobie poprzeczkę na resztę sezonu - powiedziała podczas dekoracji Clijsters, która pokonał Henin 6:3, 4:6, 7:6(6), chociaż wcześniej sama broniła dwóch piłek meczowych. Clijsters, którą z trybun obserwowała jej niespełna dwuletnia córeczka Jade, po raz kolejny podbiła serca Australijczyków, przekazując całą premię za zwycięstwo (37 tysięcy dolarów) na dziecięcy szpital w Brisbane. Henin, dla której był to pierwszy start po 20-miesięcznej przerwie, przyznała, że nie mogłaby wymarzyć sobie lepszego powrotu. Była jednak zmuszona zwrócić dziką kartę do rozpoczętego właśnie turnieju w Sydney z powodu drobnego urazu nogi, który chce wyleczyć przed Australian Open.

Jej wycofanie się dało przepustkę do głównego losowania jeszcze jednej dziewczynie z kwalifikacji (tzw. szczęśliwej przegranej). Niestety nie była to Urszula Radwańska (70. miejsce WTA) - młodsza z naszych tenisowych sióstr, która odpadła w trzeciej rundzie kwalifikacji pokonana przez Jill Craybas. Właśnie ta 35-letnia Amerykanka, jedna z najstarszych wciąż aktywnych tenistek, była pierwszą w tym roku rywalką Agnieszki Radwańskiej (grały w Sydney w nocy polskiego czasu). Szanse na skuteczny rodzinny rewanż były spore, bo oba dotychczasowe spotkania Craybas z Polką przegrała, ostatni raz niespełna dwa lata temu w Pattaya City. O ile turniej w Brisbane można uznać za przygrywkę do sezonu, choć zagraną po wirtuozowsku, o tyle turniej w Sydney to pierwszy mocny akord. Obsada turnieju jest tak silna, że Agnieszka, dziesiąta tenisistka świata, nie jest tu nawet rozstawiona (z pierwszej dziesiątki brakuje tylko Venus Williams). Już w II rundzie Radwańska może trafić na drugą zawodniczkę turnieju, Dinarę Safinę. Forma Rosjanki jest zagadką po poważnej kontuzji kręgosłupa, która wyłączyła ją z gry pod koniec zeszłego sezonu. Natomiast Polka w przerwie wakacyjnej przeszła operacyjny zabieg dłoni - turniej w Sydney pokaże, czy interwencja chirurga się udała.

Męski cykl rozgrywek rozpoczął się równie ciekawie - Nikołaj Dawydienko wytrzymał pokaz wielkości ze strony Rafaela Nadala i wygrał mecz o tytuł w Dausze 0:6, 7:6(8), 6:4.

@RY1@i02/2010/006/i02.2010.006.000.019a.101.jpg@RY2@

Agnieszka Radwańska

Materiały prasowe

Marta Mikiel

marta.mikiel@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.