Wiem, że do reprezentacji trafiłem z ławki rezerwowych
Spodziewał się pan tej nominacji?
Po części tak. Dwa, trzy tygodnie temu dostałem telefon z PZPN. Powiedziano mi, że w pierwszej kolejności jest Marek Koźmiński. Jeśli z nim się dogadają, to sorry, ale odpadam z konkurencji. A jeśli się nie dogadają, to jestem następny. Nie dogadali się z Markiem, no i jestem.
No niestety. Jakbym był tym pierwszym wyborem, to pewnie czułbym się lepiej. Byłem drugi. Niedobrze. Ale nie płaczę.
Pięć minut. Nie dłużej. Rozmawiałem głównie z sekretarzem Kręciną.
Franek dobrze powiedział, trafił w dziesiątkę. Znamy się od lat, obaj graliśmy w piłkę. On zdaje sobie sprawę, że czuję szatnię, wiem, co dla piłkarzy dobre, a co złe. Wiem, jakie buty, jakie boisko i jakie jedzenie. Ta wiedza mi pomoże.
Byłem i trenerem, i dyrektorem sportowym. Spokojnie, dam sobie radę.
Kto tak mówi? Kibice? Że sponsora nie mogłem znaleźć? Że pieniędzy nie potrafiłem przynieść do klubu? Powiem tak: w ciągu czterech lat trzy razy awansowaliśmy. Szybko przeszliśmy drogę z IV do I ligi. O czymś to świadczy.
Tak, niemiecki. A poza tym? Śląski (śmiech).
W tej sprawie można napisać wszystko. Ale prawda jest taka, że ja tam nie pracuję. Tyle w tym temacie.
O szczegółach jeszcze nie rozmawialiśmy. Na razie jest Tajlandia, a potem zobaczymy. Planu jeszcze nie mam. Teraz było sporo zamieszania, negocjacji. Ale cały czas jestem na telefonie ze sztabem kadry. Szybko się zgramy i się świetnie zorganizujemy.
@RY1@i02/2010/003/i02.2010.003.000.020b.001.jpg@RY2@
Jan Furtok
Dawid Markysz/Newspix.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu