Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Ubezpieczenia

Czerpiąc z orzeczenia trybunału, przywrócimy normalność

28 lutego 2019
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Łukasz Włoch: Unijny trybunał słusznie stwierdził, że ani posiadanie ośrodka interesów życiowych, ani czas zamieszkiwania nie mają znaczenia dla wydania zaświadczenia A1

fot. Łukasz Bera/Materiały prasowe

Łukasz Włoch główny ekspert ds. analiz i rozliczeń w Ogólnopolskim Centrum Rozliczania Kierowców (OCRK)

Kierowca zatrudniony w polskiej firmie transportowej musi mieć zaświadczenie A1, by w okresie delegowania udowodnić podleganie pod polski system ubezpieczeń społecznych. Jakie znaczenie ma to, czy jest nim Polak czy np. Ukrainiec?

Potrzeba uzyskania zaświadczenia A1 – które to zaświadczenie potwierdza, jakiemu ustawodawstwu będzie podlegać dany pracownik – pojawia się w przypadku wszystkich kierowców wykonujących przewozy międzynarodowe w Unii Europejskiej. Jednak problemy z uzyskaniem takiego zaświadczenia pojawiają się zwłaszcza w przypadku kierowców będących cudzoziemcami spoza Unii Europejskiej. Z naszej praktyki wynika, że ich udział w ogólnym stanie zatrudnienia polskich firm transportowych rośnie z roku na rok. U naszych klientów obcokrajowcy z państw trzecich stanowią już nawet 10 proc. załogi, a problem związany z uzyskaniem zaświadczeń nadal nie został rozwiązany. Tymczasem wiele inspekcji zagranicznych wymaga, by kierowca miał je w pojeździe w trakcie wykonywania przewozu, bo to swego rodzaju ściągawka dla służb kontrolnych, z której można wyczytać, gdzie dany pracownik wykonuje znaczną część pracy.

Jak wygląda procedura uzyskania A1?

ZUS powinien wystawić takie zaświadczenie, jeśli dana osoba legalnie pracuje u polskiego pracodawcy i zostaje delegowana do pracy w innym kraju UE. Przepisy unijne wymagają przy tym, aby pracownik legalnie zamieszkiwał w kraju, w którym uzyskał pozwolenie na pracę. I stąd wzięło się całe zamieszanie. W okresie poprzedzającym wydanie wytycznych przez ZUS, a więc przed majem ubiegłego roku, organ ubezpieczeń społecznych uznawał bowiem, że w tym celu cudzoziemiec musi mieć u nas legalny pobyt i dodatkowo – ośrodek interesów życiowych. Kwestie te były jednak różnie oceniane przez różne oddziały. Zdarzały się sytuacje, że ZUS odmawiał wydawania A1, a jednocześnie nie wskazywał innego zagranicznego urzędu jako właściwego w sprawie ubezpieczenia społecznego dla danej osoby. Takie odmowy zdarzały się np. z uwagi na brak odpowiedniego meldunku w Polsce albo też, co dotyczyło zwłaszcza firm działających blisko wschodniej granicy, z uwagi na to, że zatrudnieni u nich kierowcy z Ukrainy wracali do swojego kraju na tzw. długie odpoczynki tygodniowe. Niejednolita praktyka urzędów i niejednokrotnie duże trudności z uzyskaniem A1 skłoniły ZUS do wydania wytycznych. W nich zaś wskazano, że w celu uzyskania tego zaświadczenia poza legalnym zatrudnieniem w Polsce obcokrajowiec musi także legitymować się certyfikatem rezydencji podatkowej.

Co to oznacza w praktyce?

Efekt jest taki, że aby otrzymać A1, trzeba najpierw uzyskać certyfikat w urzędzie skarbowym i dopiero z nim udać się do ZUS. Teoretycznie miało być prościej, niemniej jednak do otrzymania certyfikatu niezbędne jest spełnienie jednego z dwóch warunków: albo zamieszkiwanie w Polsce dłużej niż 183 dni, a więc de facto pół roku, albo posiadanie u nas ośrodka interesów życiowych. Jeśli więc cudzoziemiec nie jest u nas odpowiednio długo, pozostaje do spełnienia ten sam warunek, który wcześniej badał ZUS. Czyli w ten sposób obowiązek badania ośrodka interesów życiowych de facto przerzucono na fiskusa. Trzeba jednak przyznać, że po wydaniu wytycznych ZUS efekt został osiągnięty o tyle, że faktycznie problemów z wydawaniem zaświadczeń A1 jest mniej, zapewne z uwagi na bardziej jednolitą praktykę wydawania certyfikatów przez skarbówkę.

Co w tej sytuacji zmienia niedawne orzeczenie TSUE z 24 stycznia?

Zauważmy najpierw, że wyrok trybunału w sprawie C 477/17 został wydany w stanie faktycznym, który charakteryzował się podobnymi cechami do tych, jakie występują przy wnioskowaniu o A1 przez polskie firmy transportowe. Pracownicy, których dotyczyło orzeczenie, również mieli pobyt czasowy w danym państwie, nie byli w nim zameldowani ani też nie mieli w nim ośrodka interesów życiowych. W tej sprawie TSUE słusznie stwierdził, że ani posiadanie ośrodka interesów życiowych, ani czas zamieszkiwania nie mają znaczenia dla wydania zaświadczenia A1. Cytuję: „W konsekwencji ani długość obecności, ani fakt, że obywatele ci zachowują zwykły ośrodek swych interesów życiowych w państwie trzecim, nie są jako takie rozstrzygające przy określaniu, czy obywatele ci „legalnie zamieszkują na terytorium danego państwa członkowskiego” w rozumieniu art. 1 rozporządzenia nr 1231/2010”. Dla nas oznacza to jedno – ZUS powinien zmienić swoje wytyczne w ten sposób, że nie będzie już wymagał uzyskania certyfikatu rezydencji podatkowej na potrzeby wydania zaświadczenia A1.

A co, jeśli tego nie zrobi?

Pozostając przy dotychczasowej interpretacji, urzędy skarbowe będą mieć związane ręce. One same nie mogłyby dostosować się do wyroku TSUE, ponieważ przy wydawaniu certyfikatu nie mogą pominąć np. przesłanki dotyczącej ośrodka interesów życiowych. Przesłanki wydania certyfikatu są bowiem ściśle określone w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych. Obecnie więc w zasadzie należałoby pomijać etap urzędu skarbowego i od razu występować do ZUS o wydanie A1. A jeśli ten odmówi wydania zaświadczenia, powołując się np. na brak certyfikatu rezydencji, należy zaskarżyć to rozstrzygnięcie do sądu, powołując się na orzeczenie TSUE. Można przy tym domniemywać, że gdyby nie ubiegłoroczne wytyczne ZUS, zmiana praktyki w duchu orzeczenia trybunału byłaby dużo prostsza.

Czyli przyjęcie u nas praktyki zgodnej z wyrokiem TSUE byłoby jednoznacznie korzystne dla branży transportowej?

Jak najbardziej. Orzeczenie unijnego trybunału ma ogromny sens i, czerpiąc z niego, po prostu przywrócimy normalność. Wynika z niego bowiem, że jeśli dana osoba legalnie przebywa i pracuje w UE, to musi być ubezpieczona w jednym z państw członkowskich, a unijne przepisy są wyłącznie od tego, aby rozstrzygnąć, w którym z nich powinno to mieć miejsce. A nie po to, by odbijać między sobą piłeczkę i by koniec końców wypchnąć taką osobę z systemu ubezpieczeń w UE ze wskazaniem, że powinna być ubezpieczona np. na Ukrainie. Co zresztą niejednokrotnie jest niewykonalne w praktyce, bo przecież cudzoziemiec nadal jest zatrudniony w Polsce i tu, do polskiego budżetu, pracodawca powinien opłacać za niego składki.©

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.