Dyskryminacja płacowa będzie mobbingiem? Nie tędy droga
Zmiana, która miałaby pozwolić na dochodzenie dodatkowych roszczeń za nierówne traktowanie w zakresie wynagradzania, przyniesie więcej szkody niż pożytku. Można tylko mieć nadzieję, że po wyborach nikt już o niej nie będzie pamiętał
Tuż przed pierwszą turą wyborów prezydenckich głośno zrobiło się o planowanym projekcie zmiany kodeksu pracy, na mocy której dyskryminacja stałaby się jedną z odmian mobbingu. W ubiegły piątek projekt zawisł wreszcie na stronie internetowej Sejmu (został wniesiony jako inicjatywa posłów PiS). Propozycja jest następująca: za mobbing byłyby uważane również „działania lub zachowania polegające na uporczywym i długotrwałym różnicowaniu wysokości wynagrodzenia ze względu na płeć pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników”. Oczywiście w definicji pozostałyby nadal także działania będące nękaniem lub zastraszaniem pracownika.
Autorzy projektu w jego uzasadnieniu wskazują, że celem jest rozszerzenie wachlarza roszczeń dostępnych pracownikom dyskryminowanym pod względem płacowym również o możliwość zgłaszania żądań typowych dla mobbingu, czyli np. o zadośćuczynienie za krzywdę. Przekonują także, że rozwiązanie to z pewnością poprawi pozycję kobiet na rynku pracy, a także korzystnie wpłynie na respektowanie przez pracodawców zasady równego traktowania kobiet i mężczyzn w zakresie wynagrodzenia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.