Wypalenie zawodowe awansowało na liście WHO. Przed firmami nowe wyzwania
C hoć o wypaleniu zawodowym mówi się jako o problemie zarówno zawodowym, jak i społecznym, to jednak w międzynarodowej klasyfikacji chorób dotychczas figurowało ono po prostu jako stan wyczerpania życiowego. To zmieni się jednak w 2022 r. – mianowicie za nieco ponad dwa lata klasyfikacja będzie uznawać wypalenie zawodowe za syndrom zawodowy mogący powodować różnego rodzaju schorzenia. Zmiana ta pośrednio może się przyczynić do zwiększenia liczby zwolnień lekarskich (choć nie będzie chorobą, na którą będzie można wystawić zaświadczenie o niezdolności do pracy). A wobec tego istnieje ryzyko, że w przypadku części z nich będziemy mieć do czynienia z nadużyciami.
Wypalenie zawodowe to trudny temat, bo teoretycznie „wypalony”, a więc np. nieefektywny i zdemotywowany pracownik kwalifikuje się do tego, by rozwiązać z nim umowę. Dlatego wiele osób nie chce się do tego syndromu przyznawać. Tymczasem firmy zapewniają, że nie będą się rozstawać z pracownikami, których ten problem dotknął. Co więcej, rośnie też świadomość pracodawców, że powinni oni aktywnie przeciwdziałać występowaniu tego stanu wśród zatrudnionych. Podstawa to odpowiednie warunki pracy, w tym wykorzystywanie przez załogę przerw i urlopów. Warto pomyśleć też o większej równowadze między życiem prywatnym i zawodowym pracowników, a nawet o wprowadzeniu kilkumiesięcznych przerw od obowiązków zawodowych (tzw. sabbalicali). Eksperci postulują wręcz, że tu istotna jest rola ustawodawcy, który mógłby wprowadzić dodatkowe urlopy z tytułu wypalenia oraz świadczenia z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.©℗
Karolina Topolska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.