Mocarstwo na baterie
Rząd chce, aby Polska stała się litowo-jonową potęgą. Pierwszym krokiem w realizacji tego celu może być recykling zużytych ogniw
Najpierw szybki test na powszechność baterii litowo-jonowych w naszym życiu: wielu z nas ma ich więcej niż garnków czy butów, a niektórzy pewnie niewiele mniej niż ciuchów. Wystarczy policzyć każdą komórkę, laptopa, słuchawki bezprzewodowe, przenośny głośnik, tablet, smartwatcha, powerbank, elektryczne zabawki, a może też drona i coraz częściej hulajnogę lub elektryczny rower. Bez wielkiego wysiłku w przeciętnym gospodarstwie domowym ich liczba będzie większa niż 10.
To w ogóle nie dziwi mgr Dariusza Lewandowskiego. Jak zapewnia, w jego instytucie prace nad bateriami litowo-jonowymi prowadzone są od półtorej dekady. Już wtedy naukowcy z Instytutu Metali Nieżelaznych (należącego do Sieci Badawczej Łukasiewicz, w skrócie Ł-IMN) podejrzewali, że staną się one powszechne. – To jednak oznaczało problem. Z góry bowiem było wiadomo, że w którymś momencie trafią na śmietnik, stając się odpadem – mówi naukowiec.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.