Imperialny rozmach nie dla Microsoftu
Rozmiar i skala działania dawnego hegemona stały się przyczyną jego słabości. Czas na zmiany
Steve Ballmer został prezesem Microsoftu w styczniu 2000 roku, kilka miesięcy przed tym, jak sąd orzekł, że firmę trzeba podzielić, bo stała się zbyt potężna. Wyrok został uchylony i 11 lat później Microsoft jest w jednym kawałku, jednak rozmiar i skala działania stały się przyczyną jego słabości.
W tym tygodniu Microsoft zapłacił 8,5 miliarda dolarów za Skype’a. To kolejna próba Ballmera, by przejąć inicjatywę od rywali takich jak Apple i Google. Przepłacił za firmę, która w ubiegłym roku straciła 7 milionów dolarów, ale był to rozsądny ruch z podatkowego punktu widzenia.
Prawdziwa trudność polega na tym, że Microsoft stoi w obliczu nierozwiązanych wyzwań dotyczących strategii, a Ballmer nie wydaje się człowiekiem, który im sprosta.
Firma musi na nowo stać się liderem albo uprościć swoją strukturę na tyle, by móc osiągać mniejszą liczbę celów szybciej i sprawniej. Rywale przeganiają go w dziedzinie urządzeń mobilnych, a jednocześnie konkuruje on ze wszystkim, od IBM po Oracle, jeżeli chodzi o oprogramowanie dla biznesu.
Ballmer nie przyjmuje tego do wiadomości. Woli trzymać się sprawdzonej strategii Microsoftu z czasów chwały Windows i Office w połowie lat 90. polegającej na zajmowaniu jak największego obszaru. Transakcja ze Skype’em dobrze to pokazuje. Skype był atrakcyjny jako marka konsumencka konkurencyjna wobec FaceTime Apple’a i Google Voice na urządzenia mobilne, którą można montować na konsolach Xbox. Ballmer chce jednak również dołączać Skype’a do oprogramowania dla biznesu i uczynić go kompatybilnym z Lync - nowym narzędziem komunikacyjnym Microsoftu dla firm.
Będzie wspaniale, jeżeli to zadziała. Microsoftowi nigdy nie brakowało wizji - promował smartfony i tablety oparte na oprogramowaniu Windows na długo, zanim Apple pojawił się ze swoim iPhone’em i iPadem. W praktyce były to jednak niewystarczające i mało inspirujące produkty, które nie podbiły serc i portfeli konsumentów.
"Microsoft się rozrósł i nie poradził sobie z konsekwencjami" - napisał niedawno Bill Gates. Wszystkożerne podejście firmy, polegające na zapobieganiu zagrożeniom dla Windows we wszystkim, od wyszukiwarek i poczty elektronicznej do gier Wideo, sprawiło, że rozciągnęła się ona ponad miarę. Ta kultura "obejmuj i rozszerzaj" jest głęboko obecna w myśleniu Ballmera - we wtorek kreślił rękami koła, mówiąc o rozszerzaniu zasięgu Skype’a na kolejne produkty. Firma stworzyła taki poziom organizacyjnej złożoności i wewnętrznej rywalizacji, że straciła możliwość innowacyjności.
Microsoft w ostatnich latach zaczął zdawać sobie z tego sprawę, szczególnie od czasu upokorzenia, jakim był rozdęty system Windows Vista. Windows 7 jest znacznie lepszy, podobnie jak Windows Phone 7, który próbuje dorównać Apple’owi w segmencie oprogramowania dla urządzeń mobilnych. Bing, wyszukiwarka internetowa firmy, zdobyła 14 procent amerykańskiego rynku, dobrze sprawdzają się również rozwiązania "chmurowe" dla biznesu.
Nabożny stosunek Ballmera do imperialnej tradycji firmy nie wróży firmie dobrze. Nie ma jednak wątpliwości, że ktoś będzie musiał to zmienić.
Tłum. TK
© The Financial Times Limited 2011. All Rights Reserved
John Gapper
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu