Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Technologie

W Polsce to banki wyznaczają trendy w technologiach

Ten tekst przeczytasz w 34 minuty

Światowy sektor finansowy jest sceną ostrej rywalizacji tradycyjnej bankowości i świadczących w dużej mierze podobne usługi firm technologicznych. Współpraca czy wypieranie się z rynku - jaka jest przyszłość tej branży?

Czy działalność typu FinTech może zagrażać globalnej bankowości?

Nie reprezentuję sektora bankowego, lecz właśnie FinTech, i przyznaję, że to, co się dzieje w ostatnich latach w świecie finansowym, jest bardzo interesujące. Financial Technology to użycie nowoczesnych technologii dla zaspokojenia potrzeb klientów. Wraz z taką definicją odkrywamy, że obok banków mogą pojawić się także inne podmioty - np. start-upy, które mają nadzieję na zrewolucjonizowanie rynku finansowego. W 2016 r. suma kapitału powierzonego nowym firmom z branży FinTech to 108 mld dol. Banki rocznie inwestują 360 mld dol., z czego jedynie 60 mld jest przeznaczone na fintechowe cele - różnica jest więc widoczna. Zwłaszcza w wąskich, specjalistycznych dziedzinach FinTechy znalazły uznanie inwestorów. Nie trzeba jechać do Doliny Krzemowej, wystarczy do Londynu, żeby zobaczyć, jakie sukcesy odnosi firma Transferwise zajmująca się płatnościami. Obsługuje kilka milionów klientów na całym świecie, a jej cena przekracza 1 mld dol. W zasadzie działanie niewiele się różni od portalu Cinkciarz.pl, który też należy do tej branży i dziś można go porównywać z największymi na świecie. Wiele podobnych firm działa bez licencji bankowej jako pożyczkodawcy i ich wartość ciągle rośnie. Widoczne są na rynku kredytów mieszkaniowych czy samochodowych. Bazują one na niekonwencjonalnych sposobach dystrybucji i zarządzania ryzykiem.

Od dawna mówimy o big data, ale wielka ilość danych może stanowić problem, a nie korzyść. Przyniosą korzyści, gdy będą odpowiednio zarządzane. I FinTechy to potrafią.

Kolejnym przełomem powinien być rozwój usług internetowych. To on spowoduje, że duzi klienci będą mogli obsługiwać się sami, bez pomocy sprzedawców bankowych. Bez wątpienia czeka nas rozwój tego sektora.

Tak ogromny dopływ pieniędzy i talentów do FinTechów ma swoje uzasadnienie w fakcie, iż po kryzysie finansowym z 2007 r. regulatorzy przystąpili do zmasowanej akcji przesunięcia biznesu z banków do innych sfer działalności gospodarczej. Uznano, że współczesny model bankowy musi ulec gwałtownej zmianie. Nagle pojawiła się cała seria regulacji podnoszących kapitały, obowiązkowe limity związane z płynnością i narzucających wiele kontroli. Zaczęto nawet ingerować w wynagrodzenia pracowników bankowych. Ponadto reputacja banków została mocno nadszarpnięta, szczególnie w rozwiniętych krajach. Opinia publiczna w Europie Zachodniej jest bardzo przeciwna bankowości. Nie ma w tym nic dziwnego, szkoda tylko, że odbija się to rykoszetem na polskim sektorze, w którym nie było takich nadużyć.

Nasz rynek nieco odbiega od globalnych trendów - innowacyjność polskiej czy tureckiej bankowości jest naprawdę zaawansowana, więc trudniej FinTechom wejść na ten rynek.

A gdzie mają największe znaczenie?

Na pewno wokół rdzenia działalności bankowej. Banki w wyniku wielu regulacji nie tak łatwo mogą radzić sobie z tym same. FinTechom "przesuwanie" pieniędzy faktycznie się udaje, podobnie jest z rozmaitymi aplikacjami ułatwiającymi pełniejsze wykorzystywanie usług finansowych. Jednak my też działamy i unowocześniamy infrastrukturę. Jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, że mamy relatywnie nowe zaplecze i jesteśmy przygotowani do odpowiednich zmian. FinTechy są dla nas inspiracją - szukamy nowych rozwiązań. Oczywiście nie zawsze jesteśmy w stanie je zaadaptować - bezpieczeństwo jest dla nas priorytetem i możemy współpracować jedynie wtedy, gdy te standardy są spełnione. Nasz serwis musi być stabilny, zdolny obsłużyć miliony transakcji, a start-upy - z racji skali działania - rzadko są w stanie to zapewnić. Nie wierzę jednak w rozwój kredytowania peer-to-peer. To w przyszłości może skończyć się dużym problemem.

Jeśli chodzi o kredytowanie, to też jestem sceptykiem, jednak wiem, że wiele z tych firm działa już od wielu lat i uzyskały względną stabilność.

Interes dla pożyczającego faktycznie jest, natomiast brak go dla tego, kto daje pieniądze, ponieważ działa on de facto jak inwestor, a otrzymuje wynagrodzenie jak depozytariusz. Prędzej czy później okaże się, że nie będzie to miało sensu.

Ja bym powiedział, że ten, kto daje pieniądze, zarabia na tym lepiej niż na depozytach.

Zwłaszcza w czasach niskich stóp procentowych.

Oczywiście, jednak nawet jeśli stopy się podniosą, to i koszty finansowania depozytu wzrosną, tak samo stopy kredytów. Znowu marża na kredytach peer-to-peer będzie windowała jedno i drugie.

Uważam, że FinTechy bazują na wykorzystywaniu technologii cyfrowych do stworzenia modeli biznesowych i operacyjnych, które są w pełni cyfrowe. Nawet w najlepszych bankach procesy cyfrowe to około 60 proc. - nie ma takich, które mogłyby pozyskać klienta, obsłużyć go i sprzedać produkt bez konieczności kontaktu z oddziałem. To największa przewaga FinTechów nad tradycyjną bankowością. Zaawansowane technologicznie narzędzia pozwalają obsługiwać klientów lepiej niż w dotychczasowy sposób. Coraz więcej klientów wcale nie potrzebuje oddziałów.

To prawda, ale wciąż są niszowymi graczami zajmującymi się zazwyczaj ściśle określoną działalnością. Warto jednak zwrócić uwagę, że polskie banki nie pozostają w tyle i jesteśmy o wiele bardziej konkurencyjni niż podobne zagraniczne instytucje. W Japonii do dziś praktycznie nie ma mobilnej bankowości, co stwarza olbrzymie możliwości dla FinTechów. W Polsce mamy dość zaawansowane produkty, więc trudno wejść na ten rynek. W Wielkiej Brytanii proces kredytowy może trwać nawet trzy miesiące, podczas gdy w Polsce, mając stosowne dokumenty, możemy to zrobić w ciągu dwóch dni.

Myślę, że banki nie powinny się bać. W ostatecznym rozrachunku może to nam wszystkim wyjść na dobre. Musimy minimalizować ryzyko i zwiększać bezpieczeństwo, choć pamiętajmy, że nigdy nie da się w pełni zlikwidować zagrożenia. Zgadzam się, że FinTechy nie zagrażają polskim bankom i mogą działać raczej na obrzeżach klasycznej bankowości. Nie widzę zagrożenia np. w zakresie kredytów dla firm. Jedynie klienci detaliczni znajdą się w obrębie zainteresowań FinTechów. Wierzę jednak, że banki z całą swoją infrastrukturą są w stanie szybko to nadrobić. Zatem symbioza jest możliwa i pożądana.

FinTechy to żywy dowód na to, że ludzie stają się bardziej przedsiębiorczy, także w Polsce. To bardzo cieszy, bo stwarza wiele możliwości współpracy. Ponadto te instytucje mają w sobie to, co banki częściowo utraciły - potrafią słuchać klienta. Są w tym niezwykle szybkie i elastyczne. Banki nie mogą ryzykować, gdyż ryzyko utraty reputacji jest zbyt duże. Start-upy nie mają nic do stracenia. Młodzi Polacy bardzo często prowadzą taką działalność za granicą, np. w Londynie. To dlatego, że czerpią stamtąd pieniądze, a Wielka Brytania stwarza odpowiednie możliwości rozwoju. W Polsce tej przestrzeni brakuje, a szkoda. Ze współpracy z takimi firmami będziemy mieć dużo więcej korzyści niż z walki z nimi. Więcej mogą wnieść w mój biznes niż z niego odebrać. Wystawianie się na walkę z mnóstwem młodych, zdolnych ludzi byłoby nierozsądne. Powinniśmy ich wspierać.

Głównym pytaniem nie jest, kto wygra tę konkurencję, lecz czy klient dostrzeże zmianę, doceni ją i będzie chciał za nią zapłacić. Dobrym przykładem jest Uber, który dostarcza fantastyczne doświadczenie klienta, ale jest tańszy niż wszystko inne, bo stworzył inny model biznesowy.

To jednak inny model biznesowy - obciążenia kapitałowe są po stronie współpracowników, którzy inwestują w swoje narzędzia pracy.

W Polsce masowe płatności oferowane przez polskie FinTechy są zbudowane na kapitale wyłożonym przez banki, żeby stworzyć bezpieczny system do płatności bankowych. I na tej bazie powstają firmy, które za część kosztów, które ponoszą banki, budują inny serwis.

My, jako firma technologiczna, patrzymy na tę kwestię z innej strony. FinTechy rosną w trzech obszarach. Po pierwsze tam, gdzie banki mają utrudniony dostęp ze względu na restrykcyjne regulacje. Drugim takim obszarem są przewagi technologiczne. W Polsce jest to mniej widoczne w związku z innowacyjnością banków, które mogą wyłapywać najciekawsze pomysły. Dlatego w tym obszarze FinTechy są nie tyle zagrożeniem, ile szansą.

Ostatnim, najbardziej konkurencyjnym dla banków, środowiskiem, są wielkie korporacje, takie jak Google czy Apple. Ich duża baza klientów, która może się przesunąć do innych dziedzin, może być dla banków poważnym zagrożeniem. W Polsce to nie jest jeszcze tak widoczne, natomiast w Stanach Zjednoczonych Apple Pay funkcjonuje z sukcesem.

I znowu zwrócę uwagę na różnice, w USA banki nie oferowały takich płatności, stąd sukces Applea. W Polsce każdy klient może płacić w ten sposób, konkurencja jest zdecydowanie większa.

Ale faktem jest, że systemy płatności takich firm są o wiele prostsze niż te w bankach, a rozpoczęcie korzystania z nich trwa zdecydowanie krócej. Pamiętajmy też, że tak wielkie podmioty mogą przez długi czas dopłacać do interesu, jeśli mają pewność, że w długiej perspektywie będzie on opłacalny. Mniejsze FinTechy są w dużo gorszej sytuacji i jeżeli banki ich nie zlekceważą, to nie będą w stanie im zagrozić.

Przyglądamy się wielu ciekawym propozycjom, jednak nawet naprawdę dobre pomysły często są niemożliwe do zrealizowania ze względu na zbyt niskie przychody, które by przyniosły w stosunku do wielkości niezbędnych inwestycji.

Czy polskie banki mogą ze spokojem obserwować rozwój sektora FinTech czy lepiej działać od razu, np. starać się je przejąć? Jak zachować swoją przewagę?

Polska bankowość jest rozwinięta technologicznie. Mamy tę przewagę, więc musimy umieć ją wykorzystać. Współpraca z FinTechami oznacza zmianę kultury organizacyjnej. Banki są dość konserwatywne, co prawda także ze względu na surowe regulacje, ale klienta one wcale nie interesują. Dlatego współpraca z FinTechami, które z natury rzeczy pracują bardzo swobodnie, jest szalenie trudna. Zatem zmiana musi się zacząć w samych bankach, a nie od kupowania firm. Najgorsze, co może się zdarzyć, to kupno FinTechu i próba przerobienia go na własną modłę. To zabija. Bank, który nie zmieni swojego postępowania, jest skazany na wymarcie.

Mieszańcy mniejszych miejscowości pozytywnie przyjmują nowości technologiczne, ale wykazują również zapotrzebowanie na bardziej tradycyjny model korzystania z bankowości. Obserwujemy to na przykładzie działalności banków spółdzielczych. FinTechy są w naszym zrzeszeniu postrzegane jako swoista awangarda. Nie chciałbym się do nich nastawiać antagonistycznie - uważam, że musimy współpracować, a nie się ich bać. Innowacyjność bez obostrzeń daje olbrzymie możliwości. Bank nie może sobie pozwolić na taką swobodę.

My nie chcemy wygrać z FinTechami za wszelką cenę. Konkurujemy ze wszystkimi podmiotami świadczącymi usługi finansowe, ale z wieloma chcemy współpracować i będziemy to robić. Pamiętajmy, że FinTechy ze względu na obrany model biznesowy mogą chcieć z nami współdziałać lub wręcz odwrotnie - konkurować.

Jeśli FinTechy służą zaspokajaniu potrzeb klientów, to są nimi także współczesne banki. Start-upy mogą zagrozić bankom, jeśli te drugie nie będą w stanie się dostosować do otaczającej je rzeczywistości. Polskie banki są w komfortowej sytuacji, jednak niesie ona ze sobą także zagrożenie - nasza innowacyjność została wymuszona i nie można jej zaniechać. Zagraniczne banki gwałtownie się zmieniają. To klient jest siłą, która wymusza modyfikacje, a większość FinTechów marzy o kupnie przez banki. Niewiele z nich osiąga samodzielny sukces. Jeśli któremuś się uda, to będzie działał globalnie - PayPal jest doskonałym przykładem. W świecie cyfrowym jest dużo łatwiej o budowę globalnej firmy, nie trzeba tworzyć żadnych oddziałów. Banki stoją przed wyzwaniem i to nie obawiając się FinTechów, lecz w obliczu konkurencji wewnętrznej - przetrwają te, które zmienią się szybciej. FinTechy pokazują, jak można szybko zaspokajać potrzeby klientów.

Nie musimy przygotowywać się do walki technologicznej, lecz intelektualnej - musimy być zwinni, otwarci i zorganizowani pomimo regulacji. Osobiście obawiam się globalnych firm, bo one są w stanie działać szybko i z rozmachem. Mogą zniszczyć nasze modele dochodowe.

Jeśli Google chciałoby przejąć rynek płatności, to mogłyby one być nawet za darmo, bo dochody z rynku płatności nie byłyby im potrzebne. Ten rynek byłby im potrzebny zupełnie do czegoś innego - np. reklam.

Prędzej czy później płatności będą za darmo. Banki mogą chcieć to powstrzymać, ale to się nie uda. Wartością dla klienta jest umiejętne zaspokajanie potrzeb kredytowych.

Dlatego odsiew banków będzie wynikał z ich kultury. Te, które będą chciały walczyć za wszelką cenę ze zmianami, po prostu przegrają. Pozostaną te, które nauczą się wykorzystywać otwierające się furtki.

Część start-upów zajmujących się płatnościami i wykorzystujących do tego infrastrukturę bankową można natychmiast wyeliminować z rynku. Wystarczy, że banki będą wypełniać swoją rolę i wprowadzą bezpłatne transfery. Umiejętność odnajdywania się na rynku polega nie tylko na znajomości nowych technologii, lecz także na ocenie potrzeb klientów. Jestem zwolennikiem tezy, że pozostaną tylko te rozwiązania, które będą się dostosowywać do realiów. Banki mają możliwości zachowania swojej pozycji, ale teraz bankowość jest zmonopolizowana czy zoligopolizowana, buńczuczna i przekonana o swojej wyższości. Nie mam na myśli polskich bankowców, ale za granicą tak właśnie jest. Musimy też uprościć regulacje i zwiększyć tym samym konkurencję.

MBank zaczynał od darmowych transferów, jednak po czterech latach wprowadzono opłaty.

Owszem, wprowadziliśmy i wycofaliśmy je. Naprawiliśmy swój błąd, rozumiejąc odpowiedzialność swoich decyzji.

Obecnie płatności mają inną wartość niż kiedyś. To informacja, a nie dochód z opłaty. Tworzy to relację z klientem i jej przejęcie przez FinTechy byłoby dużą stratą, nawet jeśli to tylko relacja via urządzenia mobilne. Zresztą paradoksalnie, używając takich urządzeń, klienci czują większą więź niż przy korzystaniu z oddziałów.

Jeśli start-up jest w stanie uzyskać określoną skalę, to się prędzej czy później zmonetyzuje. Jeśli FinTech przyciągnie 5 mln Polaków, to da sobie radę, choćby nawet nie zarabiał na tym bezpośrednio. Nawet reklamy mogą dać olbrzymie zyski, jeśli tylko uzyska się skalę. To swoista walka o rząd dusz.

Czy wasze firmy mają relacje z FinTechami?

Tak i to dość korzystne. Jednak wymogi banków i konieczność dotrzymania standardów regulacyjnych nie zawsze umożliwiają tę współpracę. Poza tym FinTechy często dość wysoko wyceniają swe usługi. Mityczna już elastyczność start-upów też ma swoje granice - zanim powstanie produkt gotowy do sprzedania, upłyną zwykle 2-3 lata, a nie miesiące. W przyszłości banki będą coraz bardziej Fin, a FinTechy coraz częściej zaczną wcielać się w rolę banków. Jednak tak długo, jak będzie istniał wymóg kapitałowy wobec banków, tak długo będą one nie do zastąpienia.

Nasz bank otworzył kantor internetowy, który działa na rynku od roku. Chcemy poszerzyć usługi na zagraniczne rynki, jednak zagraniczne banki bronią się przed FinTechami i odmawiały nam współpracy. Często zasłaniały się właśnie surowymi regulacjami. Nie boimy się eksperymentów - staraliśmy się sprzedawać telefony komórkowe przez naszą bankowość, jednak to nie wyszło. Klienci nie wiążą na razie tych dwóch sfer. Nasz leasing samochodowy, pomimo bardzo atrakcyjnych cen, również idzie średnio. Społeczeństwo musi dojrzeć do pewnych decyzji.

Klient nie oczekuje wszechobecności banków. W Holandii próbowano tego już w latach 90., jednak okazało się to równie nieopłacalne. Przyznam, że FinTech jest przydatny w zakresie biometrii. Dla klientów banków spółdzielczych jest ona niezbędna. Potrzebny jest podmiot, który wprowadziłby biometrię na ogólnopolskim poziomie. Na razie nie ma takiego.

Wiele FinTechów ma dobre pomysły, choć nieco gorzej z ich wykonaniem. I nie chodzi o to, że nie są w stanie tego zrobić, lecz o czas. Są FinTechy zakładane przez pasjonatów, ale są też nastawione na jak najszybszą kapitalizację. Tych drugich jest zdecydowanie więcej. Nie są one złe same w sobie, ale często istnieją jedynie na papierze, w związku z czym są po prostu nieprzygotowane i trudno je przekuć w realny biznes.

Trudno mi sobie wyobrazić, że banki powiedzą FinTechom "nie", gdy ludzie mówią zdecydowane "tak". Nie oceniajmy czegoś, o czym za mało wiemy. Potrzebna jest pokora - pecety czy internet też miały się nie przyjąć. Prawdą jest, że banki trudno zastąpić, jednak klient głosuje nogami - doskonale to widać na przykładzie Ubera, Netfliksu czy Spotify.

Pamiętajmy, że finanse stają się modą - w sukcesie ważna jest łatwość i cena, ale także moda. Można wyznaczać trendy bez gigantycznego budżetu reklamowego, jeśli zaspokaja się potrzeby klientów. Dlatego Apple Pay moim zdaniem się w Polsce nie przyjmie - dodaje zbyt niską wartość w porównaniu z kartą zbliżeniową. Jednak jest mnóstwo innych pomysłów, które odniosą sukces. Poza tym jedną z głównych przyczyn rozwoju technologicznego polskich banków jest to, że Polacy błyskawicznie zaczynają korzystać z nowych rozwiązań. Zwłaszcza młodzi. FinTechy doskonale testują innowacyjne rozwiązania.

Czy dobre systemy IT mogą być odpowiedzią na FinTech? Czego w nich brakuje?

System musi mieć charakter platformowy, a także musi być otwarty - nowe rozwiązania muszą być dodawane stosunkowo łatwo. To umożliwi bankom szybką adaptację do nowych warunków i pozwoli korzystać z nowości technologicznych pojawiających się na rynku.

FinTechy to także firmy komplementarne, które tworzą cały ekosystem. Bankowcy muszą odpowiednio wykorzystać tę sytuację i w ten sposób wpłynąć na pozytywną reakcję klientów. Proste rzeczy, takie jak biometria, mogą zostać przekute w spory sukces.

Jeżeli spojrzymy na sukcesy FinTechów to zobaczymy, że technologia nie daje strategicznej przewagi, ale tworzy podstawy pozwalające na wyprzedzenie konkurencji. Trzeba mieć pomysł na pozyskanie klientów, a technologię można kupić i wszystko zależy od umiejętności jej wdrożenia oraz szybkości wcielenia pomysłu w życie.

Jeśli spełni się przepowiednia mówiąca o tym, że w następnej dekadzie moc obliczeniowa małych maszyn wyprzedzi ludzki mózg, to rzeczywistość może okazać się jeszcze bardziej skomplikowana.

Dość nieszczęśliwie kupiliśmy Polbank. Zabrało nam to kilka lat rozwoju i nasz system jest dość zamknięty - elastyczność i zdolność do podłączania zewnętrznych baz danych lub udostępniania swoich to coś, czego nam obecnie brakuje. Mamy nadzieję uzupełnić te braki w najbliższej przyszłości.

Nie możemy odbierać zmian jako zmasowanego ataku - po prostu firmy się rozwijają i szukają najlepszych rozwiązań dla swoich klientów. Te podmioty, które za tym nie nadążają, dostają rykoszetem. Widać to na przykładzie Starbucksa, który założył prepaidową kartę lojalnościową, dzięki której klient mógł zamówić kawę odpowiednio wcześniej. I okazało się, że to wyeliminowało sporą część dailybankingu, gdyż ludzie codziennie kupują przede wszystkim kawę. Pamiętajmy, że to firma bardzo daleka od FinTechów i weszła w ten obszar niemalże niechcący.

Każdy bank ma kilkaset systemów, więc nie istnieje jedno cudowne rozwiązanie. Jednak musimy odpowiednio uprościć infrastrukturę, tak aby móc ją dynamicznie dostosować do zmian. To właśnie w tej chwili robimy, jednak ten proces nie może zostać zrealizowany z dnia na dzień. Niemniej robimy wszystko, by stawić czoła wyzwaniom i dążyć do doskonałości.

@RY1@i02/2016/196/i02.2016.196.000001200.801.jpg@RY2@

FOT. WOJTEK GÓRSKI

@RY1@i02/2016/196/i02.2016.196.000001200.802.jpg@RY2@

Maciej Bardan I wiceprezes Raiffeisen Bank Polska

Opinia publiczna w Europie Zachodniej jest bardzo przeciwna bankowości. Nie ma w tym nic dziwnego, szkoda tylko, że odbija się to rykoszetem na polskim sektorze, w którym nie było takich nadużyć

@RY1@i02/2016/196/i02.2016.196.000001200.803.jpg@RY2@

Sławomir Lachowski dyrektor generalny G Rock

FinTech to użycie nowoczesnych technologii dla zaspokojenia potrzeb klientów. Z taką definicją odkrywamy, że obok banków mogą pojawić się także inne podmioty, które mają nadzieję na zrewolucjonizowanie rynku finansowego

@RY1@i02/2016/196/i02.2016.196.000001200.804.jpg@RY2@

Szymon Mitoraj dyrektor Departamentu Bankowości Internetowej i Mobilnej ING Bank Śląski

Banki nie mogą ryzykować, gdyż ryzyko utraty reputacji jest zbyt duże. Start-upy nie mają nic do stracenia.

@RY1@i02/2016/196/i02.2016.196.000001200.805.jpg@RY2@

Dariusz Olkiewicz wiceprezes Banku Polskiej Spółdzielczości

FinTechy są w naszym Zrzeszeniu postrzegane jako swoista awangarda. Nie chciałbym się do nich nastawiać antagonistycznie - uważam, że musimy współpracować, a nie się ich bać.

@RY1@i02/2016/196/i02.2016.196.000001200.806.jpg@RY2@

Zbigniew Pomianek wiceprezes Asseco Poland

Przyglądamy się wielu ciekawym propozycjom, jednak nawet naprawdę dobre pomysły często są niemożliwe do zrealizowania ze względu na zbyt niskie przychody, które by przyniosły w stosunku do wielkości niezbędnych inwestycji

@RY1@i02/2016/196/i02.2016.196.000001200.807.jpg@RY2@

Feliks Szyszkowiak  członek zarządu Banku Zachodniego WBK

Nasz rynek nieco odbiega od globalnych trendów - innowacyjność polskiej czy tureckiej bankowości jest naprawdę zaawansowana, więc trudniej FinTechom wejść na ten rynek

Debatę prowadził Łukasz Wilkowicz

Notował Grzegorz Kowalczyk

@RY1@i02/2016/196/i02.2016.196.000001200.808.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.